W zdaniu odrębnym do wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. lipcowej ustawy o tymże TK sędzia Zbigniew Jędrzejewski stwierdził, że TK oceniając ustawę, działa bez podstawy prawnej. Co to oznacza i jakie to rodzi skutki?
– To nie pierwszy przypadek, kiedy Trybunał działa bez podstawy prawnej. Zdanie odrębne sędziego Zbigniewa Jędrzejewskiego to zdanie profesora prawa. Przytoczenie tego faktu ma znaczenie, pokazuje bowiem, że wypowiada się nie tyle sędzia TK, co profesor prawa. To warto podkreślić, bo nie wszyscy sędziowie Trybunału są profesorami prawa. Natomiast zwrócenie uwagi na to, że TK działał dziś bez podstawy prawnej, ma szalone znaczenie w kontekście art. 7 Konstytucji RP, wedle którego organy władzy publicznej są zobowiązane działać na podstawie prawa i w granicach prawa. A zatem punktem wyjścia jest właśnie ten artykuł Konstytucji, który o tym mówi. W związku z tym, żeby mówić o jakichkolwiek orzeczeniach, to trzeba zważyć na to, czy dane stanowisko spełnia wymogi orzeczenia, czy jest działaniem na podstawie prawa.
Czy z tego punktu widzenia czwartkowe stanowisko spełnia te kryteria?
– Można powiedzieć, że czwartkowe stanowisko niektórych sędziów TK nie spełnia podstawowego wymogu konstytucyjnego. Nie jest działaniem na podstawie prawa i w granicach prawa, a co za tym idzie – jest działaniem bezprawnym. Jeżeli bowiem mamy do czynienia z działaniem nie na podstawie prawa, to znaczy, że mamy do czynienia z działaniem pozaprawnym. To, co się w czwartek wydarzyło w TK, było działaniem pozaprawnym.
Czy w tej sytuacji organa państwa powinny honorować tego typu rozstrzygnięcie, które zostało wydane z rażącym naruszeniem prawa?
– W żadnym wypadku nie powinny honorować takiego rozstrzygnięcia. Dlatego, że organy stosujące prawo to zazwyczaj wykształceni prawnicy, którzy doskonale znają treść wspomnianego wcześniej art. 7 Konstytucji RP. Każdy organ władzy publicznej podejmując jakąkolwiek decyzję, podejmując jakiekolwiek orzeczenie, zaczyna od tego, na jakiej podstawie prawa działa. Czasami jest to irytujące dla przeciętnego obywatela, kiedy np. dostaje decyzję z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i zanim się dowie, o co chodzi, czyta całe mnóstwo przepisów prawnych, na podstawie których organ podejmuje tę decyzję. Wielu ludzi przebiega wzrokiem, bo to jest nie dość, że dla nich niezrozumiałe, to jeszcze jest nużące, ale organ władzy publicznej doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że musi przytoczyć podstawy prawne tego, co za chwilę nastąpi, a więc swojej decyzji, swojego postanowienia. TK w ogóle nie działa na podstawie prawa i jeżeli nawet przytacza przepisy prawa, to czyni to nierzetelnie, czyni to nieuczciwie, co więcej – wyciąga z tych przytoczonych przepisów zupełnie odmienne wnioski.
Czy to jest celowe działanie?
– Ależ oczywiście, że tak. Myślę, że już chyba wszyscy, a przynajmniej większość polskiego społeczeństwa zorientowała się, że TK zmienił swoją rolę. Przestał być sądem nad prawem, a jest czynnikiem politycznym. Trybunał winien wedle założeń konstytucyjnych orzekać, czy dany przepis jest zgodny z ustawą zasadniczą, czy nie jest. Tymczasem TK stał się narzędziem w rękach obecnej opozycji, a prezes prof. Andrzej Rzepliński stał się czołowym politykiem Platformy. Mówię te słowa z pełnym przekonaniem i odpowiedzialnością. Mianowicie to, co powinno cechować każdego sędziego, to apolityczność i bezstronność. Obecny prezes TK utracił te atrybuty, a skoro tak, to rodzi się pytanie – czy z punktu widzenia formalnoprawnego jest w dalszym ciągu sędzią, czy też jest politykiem? Skoro sędzia powinien być apolityczny i bezstronny, to wydaje się, że te cechy nie przynależą prezesowi Rzeplińskiemu. Chciałbym zwrócić uwagę na dwa aspekty, mianowicie o niekonstytucyjności tej ustawy prezes Rzepliński wypowiadał się wielokrotnie już wcześniej, zanim doszło do rozpoznania skargi, jaką do TK skierowała opozycja. A kluczowym momentem było postanowienie TK z 2 sierpnia o wyznaczeniu niejawnego posiedzenia. W tym momencie właściwie już przesądzono niekonstytucyjność ustawy.
Jaki był cel takiego działania…?
– Było to po to, żeby TK uznał wtedy, że trzeba działać w pośpiechu, ażeby nie dopuścić do tego, by niekonstytucyjne przepisy ustawy weszły w życie. A zatem można powiedzieć, że stanowisko było jasne, zanim doszło do rozpoznania sprawy. To pokazuje polityczne zacięcie, a nie prawnicze ze strony prezesa Rzeplińskiego i bliskiej mu, coraz to mniejszej grupy sędziów TK.
Czy gdyby TK pracował nad tym wnioskiem po 16 sierpnia, a więc już po wejściu w życie ustawy z 22 lipca, to rozstrzygnięcie mogłoby być inne?
– Przede wszystkim TK musiałby się zastosować do reguł ustawy z 22 lipca. Proszę zwrócić uwagę na niekonsekwencję w stanowisku Trybunału. Gdy 9 marca 2016 r. TK się zgromadził, stwierdził, że będzie pracował w oparciu o Konstytucję, bo ustawy o TK prezes Rzepliński – jak to określił – nie widzi. A zatem wówczas Trybunał stwierdził, że ustawa nie korzysta z domniemania konstytucyjności, teraz z kolei ten sam Trybunał stwierdził, że ustawy uchwalone przez Sejm i podpisane przez prezydenta korzystają z domniemania konstytucyjności i żeby nie popaść w kolizję z prawem, Trybunał się spieszy, żeby rozpoznać zgodność tej ustawy z Konstytucją zanim ona wejdzie w życie.
Czego to dowodzi?
– To pokazuje, w jaki sposób TK myśli. Wtedy kwestionował domniemanie konstytucyjności, a obecnie swój pośpiech tłumaczy tym, że domniemanie konstytucyjności rzeczywiście istnieje. Oczywiście, że ono jest, tylko że to pokazuje, w jaki sposób TK postępuje. Postępuje wedle zamówienia politycznego, a nie wedle wiedzy prawniczej. Przecież dla każdego prawnika sprawą oczywistą jest, że ustawa korzysta z domniemania konstytucyjności, w przeciwnym wypadku mielibyśmy do czynienia z analizacją życia. Idąc tokiem tego rozumowania, każdy obywatel mógłby powiedzieć, że dopóki TK nie zbada tej czy innej ustawy, to ona mnie nie interesuje, bo ja osobiście uważam, że ona jest niezgodna z Konstytucją i za prezesem Rzeplińskim stwierdzić, że on tej ustawy nie widzi.
Za kilka dni 16 sierpnia tak czy inaczej nowa ustawa o TK wejdzie w życie, a co z przepisami zakwestionowanymi dzisiaj przez TK?
– Przecież dzisiaj nie mieliśmy do czynienia z orzeczeniem. Nie wystarczy się zebrać, nie wystarczy ubrać się w togę, powiesić łańcuch na piersi i powiedzieć: teraz będę wyrokował. Trzeba działać na podstawie prawa. W tym wypadku prawem była ustawa z 2015 r. znowelizowana 22 grudnia tegoż 2015 r. TK do postanowień tej ustawy się nie dostosował. Zgodnie z tą ustawą powinien orzekać w składzie 13-osobowym. Dziś nikt tylu sędziów nie widział. W związku z tym dzisiejsze stanowisko nie może być uznane za orzeczenie, a skoro tak, nie może być publikowane. A zatem bezprawne działanie TK, bo tak je należy określić, nie może rodzić skutków prawnych.
Trwają prace nad nową ustawą o TK. Jakie rozwiązania zostaną tam zawarte?
– Na pewno będą to rozwiązania, które uwzględnią stanowisko ekspertów powołanych przez marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego. I to jest poza wszelkim sporem, natomiast co do szczegółów, trudno mi się w tej chwili wypowiadać. Czas pokaże, jakie one będą. Warto natomiast podkreślić, że w zasadzie w zdecydowanej większości żądania opozycji zostały uwzględnione już w tej ustawie, która dzisiaj została przez TK zakwestionowana. One nie zostały zakwestionowane przez pryzmat zgodności z Konstytucją czy też niezgodności. To nie miało żadnego znaczenia, tu aspekty prawne nie odgrywały istotnej roli. Natomiast rolę odgrywała tu wola polityczna, ta zaś od początku była następująca: nie można dopuścić w Polsce do jakichkolwiek zmian, wola obywateli wyrażona w październiku 2015 r. przy urnach wyborczych nie może być uwzględniona. I dzisiaj TK odebrał większości parlamentarnej prawo do decydowania o losach państwa. Tym samym można powiedzieć, że zakwestionował to, co stanowi istotę demokracji. Możemy narzekać, że demokracja to nie jest dobry ustrój, ale, póki co, nikt lepszego nie wymyślił. Dzisiaj w uzasadnieniu TK stwierdził, że większość nie oznacza możliwości kształtowania wizji państwa. Można zadać pytanie, że jeżeli nie większość, to kto…, TK…? I wydaje się, że tak, TK to pojmuje, uważając, że wybory wyborami, ale nad wszystkim będzie czuwał Trybunał.
A zatem TK ma odgrywać rolę blokady…?
– Tak się co niektórym tylko wydaje, ale Polska nie jest jeszcze republiką trybunalską i to nie TK jest przedstawicielem suwerena. Przedstawicielem suwerena, przedstawicielem narodu jest parlament i o tym należy pamiętać. Niestety, dziś TK stawia się ponad wszystkimi władzami, ponad parlamentem i ponad narodem, a tym, co dziś robi, realizuje swoją wizję, która jest niczym innym jak wizją przegranej opozycji i ochroną interesów establishmentu III RP. Obywatele przy urnach, po ośmiu latach rządów koalicji PO – PSL powiedzieli: dość tego, chcemy zmiany, a Trybunał dziś ma te dobre zmiany uniemożliwić.
W takim układzie, na czyje zlecenie działa Trybunał Konstytucyjnyh...?
– O tym najlepiej niech zaświadczą fakty. 30 listopada 2015 r. Platforma złożyła do TK wniosek o zabezpieczenie, a więc po to, żeby sparaliżował prace parlamentu. I Trybunał jeszcze tego samego dnia zebrał się i wydał takie postanowienie, jakie sobie zażyczyła Platforma. Taka reakcja, to jak cyngiel, działanie na zlecenie. Niedawno, bo 2 sierpnia, Platforma zaskarżyła ustawę o TK z 22 lipca i proszę bardzo – już 11 sierpnia odbywa się posiedzenie niejawne. To wszystko pokazuje, w czyich rękach jest TK i czyich interesów broni. Dzisiejszy Trybunał nie jest instytucją prawa, ale jest instytucją partyjną, bo jest w rękach obecnej opozycji parlamentarnej.

