logo
logo

Zdjęcie: ericnvntr/ Licencja: CC BY 2.0/ Flickr

Mózg w internetowym słoju

Niedziela, 21 sierpnia 2016 (20:54)

W ciągu ostatnich dziesięciu lat liczba internautów w Polsce wzrosła z 28 proc. do 64 proc. Wśród użytkowników internetu największą grupę – 97 proc. – stanowią ludzie młodzi w wieku od 18 do 34 lat.

Korzyści płynące z jego używania są bezsprzeczne. Szybki dostęp do wielu wiadomości, sprawne wyszukiwanie i filtrowanie informacji, dzielenie się wiedzą i opiniami – to tylko niektóre z licznych zalet. Coraz częściej zwraca się jednak uwagę na zagrożenia związane z użytkowaniem tego medium.

Nie chodzi tylko o szkodliwe treści, jakie dzieci mogą z łatwością znaleźć w internecie, takie jak przemoc czy pornografia. Ważnym aspektem, badanym przez wielu naukowców, jest problematyka oddziaływania internetu na ludzki mózg.

Medium ma znaczenie

Wielokrotnie spotykamy się w dyskusjach z argumentem, że środki przekazu same w sobie nie są ani dobre, ani złe. O ich wartości decyduje to, w jaki sposób ich używamy. Marshall McLuhan jako jeden z pierwszych badaczy (w wydanej w 1964 roku słynnej książce „Zrozumieć media”) pisał o tym, że budowa i właściwości samego medium mają ogromne znaczenie dla sposobu jego wykorzystania. „Nasze konwencjonalne podejście do wszystkich środków przekazu – pisze McLuhan – a mianowicie, że liczy się to, w jaki sposób są one wykorzystywane, jest skostniałą postawą technicznego idioty”. McLuhan wyraża to obrazowo i dobitnie – treści przekazywane przez media są „jak krwisty kawał mięsa przyniesiony przez włamywacza, aby odwrócić uwagę psa podwórkowego”.

Walter Isaacson w wydanej w 2011 roku biografii Steve’a Jobsa odnotowuje ciekawą informację. Otóż Jobs, genialny twórca multimedialnych gadżetów opatrzonych symbolem nadgryzionego jabłka, pozwalał swoim dzieciom korzystać z komputerów jedynie dwa razy w tygodniu, nie dłużej niż dwie godziny. Jobs zdawał sobie sprawę, lepiej niż wielu rodziców, że długotrwałe korzystanie sieje więcej spustoszenia niż dobra.

Obciążający hipertekst

Wielu piewców potęgi internetu z wielkim entuzjazmem przekonywało, że teksty internetowe, naszpikowane hiperlinkami, staną się motorem napędowym nowego sposobu zdobywania wiedzy. Twierdzili, że taki tekst będzie rozwijał zdolność krytycznego myślenia, pomagał w szybkim przyswajaniu treści.

Niestety, kolejne badania pokazywały, że tekst pełen odnośników stanowi ogromne wyzwanie dla naszego mózgu. W czasie czytania internetowego tekstu potrzeba nieustannej szybkiej zmiany oceny wartości linków, decydowania, w który z nich kliknąć i zmienić temat. To wszystko pociąga za sobą zaburzenia koncentracji i obniża poziom rozumienia tekstu. Badania pokazywały nawet, że niektórzy uczestnicy nie pamiętali tekstu, który czytali.

Długotrwałe korzystanie z internetu rozwija co prawda umiejętności wizualne, ale w tym samym czasie powoduje trudności w czytaniu ze zrozumieniem, które leży u podstaw zdobywania wiedzy, analizy informacji, krytycznego myślenia i refleksji.

Szkodliwe hybrydy

Interesujące badanie przeprowadzono w Stanach Zjednoczonych na dużej grupie studentów. Studenci zostali podzieleni na dwie grupy i jednej z nich pozwolono na używanie urządzeń połączonych z internetem. Mogli przeglądać strony związane z tematyką wykładu, sprawdzać pocztę czy używać komunikatorów. Druga grupa zwyczajnie słuchała wykładu.

Po skończonych zajęciach obydwie grupy wypełniły test. Przewaga studentów uczestniczących w zajęciach w sposób „tradycyjny” była miażdżąca. Nie miało znaczenia nawet to, że studenci przeglądali w internecie treści związane z tematem wykładu. Badania przeprowadzane na różnych grupach studentów zawsze dawały te same wyniki. Okazuje się więc, że tak promowana multimedialność, choć atrakcyjna, utrudnia, a nie wspomaga zdobywanie wiadomości. Odbieranie bodźców w więcej niż jednej postaci nie służy naszemu mózgowi.

Neuroplastyczność mózgu

Obecnie wiemy już doskonale, że nasze sposoby myślenia, zachowania nie są zdeterminowane jedynie przez geny ani też przez nasze dziecięce doświadczenia, ale zmieniają się przez całe życie. Odkrycia neurologów dowodzą, że mózg jest – jak pisze Nicholas Carr – „placem ciągłej budowy”. Zmiany zachodzące w mózgu pod wpływem długotrwałego korzystania z internetu mogą przekształcić pewne zachowania w nawyk. „Chemicznie pobudzane synapsy, które łączą neurony, programują nas bowiem tak, abyśmy pragnęli ćwiczyć obwody, które stworzyliśmy” (Nicholas Carr).

Ta neuroplastyczność mózgu z jednej strony pozwala nam na uczenie się i rozwój, z drugiej zaś bywa przyczyną poważnych patologii. Główne szlaki naszego mózgu działają jak błotniste drogi za miastem. Im częściej używane, tym głębsze tworzą się koleiny i trudniej z nich zawrócić.

Obszary w mózgu, które najczęściej zmieniają swe działanie pod wpływem długotrwałego używania internetu, odpowiedzialne są za zarządzanie emocjami, uwagą, zdolnością skupienia i innymi funkcjami poznawczymi. Ponadto zaobserwowano, że u osób uzależnionych od internetu zachodzą analogiczne zmiany w mózgu jak u ludzi uzależnionych od alkoholu czy narkotyków.

Zamknięci w słoju?

Nie pierwszy to raz, kiedy osiągnięcia technologiczne wyprzedziły umiejętność oceny skutków ich wykorzystywania. Z pewnością dziś nikt roztropnie myślący nie będzie postulował zaniechania korzystania z internetu, dobrze jednak byłoby sięgać po niego z większą świadomością negatywnych skutków, które wywołuje.

Coraz klarowniejsze wyniki konkretnych badań nad funkcjonowaniem ludzkiego mózgu stanowią wyraźne ostrzeżenie dla nas wszystkich, ale głównie powinny być znane rodzicom, którzy zbyt często oddają czas budowania relacji rodzinnych komputerowi posiadanemu przez każdego domownika. Zresztą, paradoksalnie, nam wszystkim zaczyna się lepiej rozmawiać na portalach społecznościowych niż w bezpośrednim kontakcie. Warto jednak pokładać nadzieję w tym, że zaczynamy nie tylko odczuwać fakt zamknięcia „mózgu w słoju”, ale zaczynamy wiedzieć, co się w nim dzieje, więc może to jest dla nas droga do powolnego opuszczania tego ograniczenia?

Dr Monika Kacprzak

Autorka jest wykładowcą w WSKSiM.

Nasz Dziennik