logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Długo czekałaś, Polsko

Poniedziałek, 29 sierpnia 2016 (17:30)

Zostali pochowani 70 lat po śmierci z rąk komunistów. Dziś „Inka” i „Zagończyk” budzą polską młodzież

Choć za trumnami podążali ludzie w każdym wieku, to jednak serce rosło na widok wielkiego zaangażowania młodych.

– To patriotyczna manifestacja zadośćuczynienia, jakie państwo polskie czyni dzisiaj wobec swoich bohaterów. My przywracamy przez ten pogrzeb godność państwu polskiemu – mówił w Gdańsku na pogrzebie Danuty Siedzikówny „Inki” i Feliksa Selmanowicza „Zagończyka” prezydent Andrzej Duda.

Tysiące żegnały wczoraj dwoje niezwykłych żołnierzy podziemia antykomunistycznego: sanitariuszkę 5. Wileńskiej Brygady AK oraz dowódcę 2. kompanii 4. Wileńskiej Brygady AK. Zostali awansowani przez prezydenta Andrzeja Dudę na wniosek ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza: Danuta Siedzikówna – do stopnia podporucznika, Feliks Selmanowicz – do stopnia podpułkownika. „Zagończyk” został także odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Zgromadzeni w bazylice i na zewnątrz jednomyślnie przyjęli tę decyzję oklaskami, skandując: „Cześć i chwała bohaterom!”.

Podjęci z dołów śmierci na cmentarzu garnizonowym w Gdańsku przez ekipę prof. Krzysztofa Szwagrzyka po prawie 70 latach od egzekucji, zostali w końcu pochowani z należnymi im honorami w asyście honorowej Wojska Polskiego i w obliczu majestatu Rzeczypospolitej, który reprezentował prezydent RP Andrzej Duda.

W państwowym pogrzebie udział wzięła również premier Beata Szydło z ministrami, parlamentarzyści, wojskowi, rodziny zamordowanych 28 sierpnia 1946 r. w więzieniu na Kurkowej w Gdańsku bohaterów, księża biskupi i kapłani, weterani, harcerze i licznie zgromadzeni na tej podniosłej uroczystości rodacy.

– Pradziadek był bohaterem narodowym, to dla mnie bardzo ważne. Jego syn, a mój dziadek mówił, że „Zagończyk” był człowiekiem, który nie zawahał się przed niczym, by ochronić swoją rodzinę i swoją Ojczyznę – mówi Mariusz Budziński, prawnuk Feliksa Selmanowicza. – Tacy ludzie, bez względu na to, jaka sytuacja nastanie, nawet gdy przyjdzie wojna, robią, co trzeba – dodaje. Na cześć pradziadka pan Mariusz nadał swojemu synowi, który urodził się w lutym, imię Feliks. Chciałby, żeby prawnuk „Zagończyka” dowiedział się z czasem, dlaczego nosi takie imię i z obroną jakich wartości jest ono związane. I że tymi ideami zarazi swoich kolegów. – Państwowy pogrzeb pradziadka to uwieńczenie całego ciągu wydarzeń, odkąd zaczęto poszukiwać Żołnierzy Wyklętych. Możemy w końcu ten rozdział zamknąć, a pradziadek wreszcie ma swój grób, na którym można zapalić znicz i odmówić przy nim modlitwę – zaznacza Budziński. – To bardzo wzruszające, że w jego pogrzebie bierze udział prezydent i najwyższe władze Rzeczypospolitej – przyznaje nasz rozmówca.

Okrzyk głośniejszy niż śmierć

Uroczystości pogrzebowe rozpoczęła Msza Święta w bazylice Mariackiej pod przewodnictwem ks. abp. Sławoja Leszka Głódzia. Metropolita gdański podkreślił w homilii, że ostatni okrzyk „Inki” i „Zagończyka” przed śmiercią: „Niech żyje Polska!”, nie zamilkł, lecz wciąż przenika nasze serca. Stanowi on dla nas przejmujący symbol ich wielkości i dzielności, a także miłości Ojczyzny i ofiary z życia. – To on przyprowadził tu dziś Pana Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Wezwał nas wszystkich, abyśmy się tu stawili. W imię Polski, która nie zginęła. Żyje! Wolna i niepodległa! Polski, która pamięta. Wreszcie pamięta! O synach i córkach naszego Narodu. O tych, którzy złożyli ofiarę swego życia – mówił ksiądz arcybiskup.

Metropolita gdański przypomniał, że ci żołnierze po śmierci nazywani byli przez propagandę bandytami, zdrajcami Ojczyzny czy sługusami reakcji. A manipulacja historyczną pamięcią nie skończyła się w 1989 roku. Trwała dalej, choć już nie tak agresywna, nie tak cyniczna. – Zaciążyło to na drodze ostatnich dziesięcioleci. Na procesie oczyszczenia historycznej pamięci ze złogów kłamstwa, ideologicznych i politycznych manipulacji – stwierdził ksiądz arcybiskup.

Podobną myśl wyraził prezydent w swoim przemówieniu. – O ile do 1989 r. można powiedzieć, że rządził ustrój tych samych zdrajców, którzy zamordowali „Inkę” i „Zagończyka”, to przecież po 1989 r. teoretycznie nie. To jak to się stało, że trzeba było 27 lat czekać na ten pogrzeb? – pytał retorycznie Andrzej Duda.

W homilii zostały przypomniane słowa „Inki” z grypsu więziennego: „Zachowałam się, jak trzeba”. Ksiądz arcybiskup zauważył, że mieści się w nich „jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba ’utrzymać’ i ’bronić’. Dla siebie i dla innych”. Są nimi: wiara katolicka, narodowa tożsamość oraz miłość Ojczyzny.

Polska spłaca dług

Prezydent podziękował wszystkim, którzy od lat kultywują w naszym kraju pamięć Żołnierzy Wyklętych i przyczynili się do ich odnalezienia, z prof. Krzysztofem Szwagrzykiem na czele. – Dziękuję lekarzom, genetykom, którzy złamali tą klątwę, którą na Żołnierzach Niezłomnych chcieli położyć za wszelką cenę komuniści. Bo największą karą jest niepamięć, wymazanie, zadeptanie, pochowanie pod chodnikiem, tak żeby nie dało się znaleźć jego grobu – mówił Andrzej Duda. Prezydent zauważył, że wciąż są ludzie, którzy walczą, by nie były wymieniane nazwiska tych, którzy zamordowali żołnierzy podziemia i żeby nikt nie pytał, gdzie są pochowani. – Bo jest coś takiego jak chluba bohatera, która spływa potem na następne pokolenia. Ale jest też i piętno zdrajcy, i ono też jest bardzo trwałe. Dziś Polska w obliczu najwyższych władz odprowadza wreszcie w ostatnią drogę swoich bohaterów. To nie będzie tylko pogrzeb, ale przede wszystkim patriotyczna manifestacja zadośćuczynienia, jakie państwo polskie dzisiaj czyni wobec swoich bohaterów – mówił Duda. Prezydent dodał, że przez pogrzeb przywracamy godność, której sami nigdy nie utracili. – My przywracamy przez ten pogrzeb godność państwu polskiemu – zaznaczył.

Po Eucharystii w kondukcie pogrzebowym, jakiego Gdańsk nie widział, doczesne szczątki Danuty Siedzikówny i Feliksa Selmanowicza zostały odprowadzone na cmentarz Garnizonowy i złożone w poświęconym grobie, „kolejnym miejscu narodowej pamięci w naszym mieście”, jak zaznaczył ks. abp Sławoj Leszek Głódź.

Po pożegnaniu Danuty Siedzikówny i Feliksa Selmanowicza przez rodziny i przedstawicieli różnych instytucji jeszcze przez wiele godzin ludzie przychodzili tu, by złożyć kwiaty lub zapalić znicz. Trwała intensywna modlitwa.

W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Krzysztof Szwagrzyk zauważa, że każdy, kto miał możliwość modlitwy przy trumnach „Inki” i „Zagończyka”, z pewnością czuł, podobnie jak on, wielkie wzruszenie. – Najgorsze, co mogłoby spotkać Żołnierzy Wyklętych, tych, którzy walczyli o naszą niepodległość, to gdybyśmy o nich zapomnieli, a ich ofiara poszłaby na marne. Tymczasem dzieje się inaczej. Ci, którzy zginęli przed laty w walce o niepodległość, dziś odzyskują tożsamość, odzyskują imiona, nazwiska, podejmujemy ich szczątki i możemy pochować ich z honorami, na które zasługują – powiedział wiceprezes IPN.

Piotr Czartoryski-Sziler, Gdańsk

Nasz Dziennik