Od kilku już lat trwają zabiegi, aby Rzeszów stał się promotorem trzeźwości. Jak przebiega ten proces i jakie są tego efekty?
– Powodzenie tego projektu czy inicjatywy wymaga zaangażowania wielu środowisk, nie tylko naszego Komitetu Obrony Dzieci i Młodzieży przed Patologiami Społecznymi czy Rzeszowskiego Porozumienia na rzecz Trzeźwości, które mają ograniczone możliwości. Dlatego w ten proces powinny się włączyć różnego rodzaju instytucje społeczne, ale też środowiska polityczne. W tej chwili nie jest z tym za dobrze, bo nie ma współdziałania różnych środowisk. Występujemy z hasłem, które ciągle ponawiamy, kierujemy postulaty, liczymy na odzew, którego niestety nie ma. Uważam, że powinno to dać wielu do myślenia, powinna nastąpić głębsza refleksja, zwłaszcza że sytuacja staje się coraz gorsza. Oczywiście, że to my jako pierwsi wystąpiliśmy z hasłem „Rzeszów promotorem trzeźwości”, ale nie chcemy zawłaszczać tego hasła. Nie znaczy to, że inne miasta czy województwa nie mogą podjąć się tego dzieła razem z nami czy nawet nas wyprzedzić w działaniach. To nawet dobrze, żeby była pozytywna rywalizacja w kierunku dobra. Jeśli zaś chodzi o stan trzeźwości w naszym regionie, to mogę powiedzieć, że jesteśmy w ogonie zagrożeń, ale nie oznacza to wcale, że jest dobrze. Tym bardziej trzeba wysiłków, aby poradzić sobie z patologiami, jakie niesie za sobą alkohol.
W niedzielę już dziewiąty raz w Rzeszowie odbył się Marsz Trzeźwości. Z jakim odzewem spotyka się ta inicjatywa wśród społeczeństwa?
– Marsz rozpoczął się Mszą św. w kościele pw. Świętego Krzyża w Rzeszowie, podczas której modliliśmy się o Polskę trzeźwą i wolną od demoralizacji. Eucharystii przewodniczył ordynariusz diecezji rzeszowskiej ks. bp Jan Wątroba. Po Mszy św. miał nastąpić przemarsz na rzeszowski Rynek, ale niestety plany pokrzyżowała nam pogoda. Nad Rzeszowem przeszła burza, która uniemożliwiła nam przemarsz ulicami miasta. Na zakończenie odśpiewaliśmy hymn „Śluby Jasnogórskie” ze słowami: „Królowo Polski, przyrzekamy. Królowo Polski, ślubujemy!”. Rokrocznie marsze gromadzą setki ludzi. W tym roku ze względu na wspomniane niesprzyjające warunki pogodowe było ich dwieście, może trochę więcej.
Można zatem powiedzieć, że marsz to wyraz sprzeciwu wobec nadużywania alkoholu, ale także apel, no właśnie – do kogo?
– Zależy nam na podjęciu czy też doprowadzeniu w skali całego kraju do wspólnej walki o przezwyciężenie patologii alkoholowej. Dotyczy to także władz centralnych, które mają największe kompetencje i możliwości przeciwdziałania i ograniczania już istniejących patologii. W grę wchodzą też inne środowiska, jak szkoła i organizacje społeczne. Stąd też bezpośrednio po wczorajszej Mszy św. nastąpiło odczytanie petycji i listów otwartych adresowanych do różnych ośrodków władzy, zachęcających do podejmowania skutecznych, a nie tylko pozorowanych działań na rzecz trzeźwości. Wybrzmiały też protesty przeciwko tolerowaniu łamania ustawy o wychowaniu w trzeźwości choćby przy okazji telewizyjnych reklam alkoholu.
Samorządy mają prawo wprowadzać zakaz sprzedaży alkoholu np. w takich miejscach jak stacje benzynowe. Czy i jak często korzystają z tego prawa?
– Owszem, władze samorządowe mają kompetencje, ale w ostatnich latach niestety poprzez zaniechania czy może złą wolę doprowadziły do pogorszenia sytuacji. I tak mamy wszechobecne punkty sprzedaży alkoholu, i to w przerażającej skali, które powstają w zasadzie bez walki czy bez sprzeciwu. Organizowane są imprezy z alkoholem w roli głównej, tak jakby nie można było się bawić bez używek. Brakuje działań promujących kulturę trzeźwości czy abstynencji. Stąd dochodzi do sytuacji, gdzie dzieci piją alkohol, dzieci kilkuletnie są już pijane, nawet dzieci, które są w łonach matek, są zatruwane przez alkohol. To jest przerażające i tym bardziej niepokojące, że tak na dobrą sprawę nikt się tym nie zajmuje. Dlaczego mimo apeli żadna z sieci handlowych w Polsce 1 czerwca, a więc w Dniu Dziecka nie wprowadzi zakazu handlu alkoholem?… Przecież nikomu korona z głowy by nie spadła, ale tego nie ma. Kończy się miesiąc sierpień – miesiąc trzeźwości, ale czy media poruszają ten temat, czy propagują trzeźwość?… Nie! Mimo apelu Episkopatu Polski jest kompletna cisza. Nie ma tego wielkiego przebudzenia, które jest potrzebne współczesnemu światu i Polsce.
Jak na kwestie ograniczenia spożycia czy też dostępności alkoholu patrzą obecne władze? Czy jako promotor trzeźwości widzi Pan w nich sprzymierzeńca?
– Jednym z najważniejszych zadań każdego rządu powinna być obrona dzieci i młodzieży przed demoralizacją. Jeżeli nie obronimy naszych dzieci przed deprawacją, także alkoholową, to skutki tych zaniechań będą ogromne i nawet jeśli nie teraz, to wypłyną w ich dorosłym życiu, a co za tym idzie – przyniosą negatywne skutki dla ich rodzin i życia społecznego Polski. Tym bardziej oczekujemy od obecnych władz zdecydowanych działań. Nie ma już czasu na obietnice, zamiatanie spraw pod dywan czy odwlekanie ich na później, bo ważniejsza jest teraz gospodarka i reformy w innych obszarach, jak obronność, wsparcie dla rodzin – skądinąd bardzo potrzebne i ważne. Sytuacja jest dramatyczna, bo z każdą chwilą w obręb szerzącej się patologii, jaką jest alkoholizm, wchodzą nowi ludzie. Ustawa o wychowaniu w trzeźwości wymaga uszczelnienia, innych sformułowań, które zmusiłyby władze samorządowe do radykalnych decyzji ograniczających tworzenie nowych punktów sprzedaży alkoholu. Owszem, takie przepisy są, ale tak skonstruowane, że wynajęci prawnicy spokojnie je obalają. Wniosek jest taki, że od lat mamy do czynienia z biernością władz, i to jest niepokojące. Dziś z obecnymi władzami w Polsce wiążemy pewne nadzieje, że one przeprowadzą skutecznie przepisy, które będą służyć dobru Polski w różnych dziedzinach, a przede wszystkim w dziedzinie odnowy moralnej. Nasze środowiska uważają, że podstawą do prawdziwego odrodzenia, podstawą prawdziwej wolności i niepodległości Polski jest odnowa moralna w naszej Ojczyźnie. Tego nie da się upozorować, odwlec w czasie, że jeszcze jakiś czas jakoś to będzie. Nie, nie będzie, bo szabrowników, ludzi, którzy tylko czyhają, żeby wykorzystać nasz Naród, żeby oszukać, rozpasać moralnie, rozpić, jest całe multum. I w tej sytuacji jeśli nie będzie odpowiednio wysokiego poziomu moralnego, to te środowiska wrogie Polsce osiągną swój sukces. Wysoki poziom moralny jest i powinien być podstawowym strażnikiem bezpieczeństwa, dobra rodzin i rozwoju naszej Ojczyzny we wszystkich obszarach. Alkohol rozbija czy obniża ten poziom moralny. Dlatego te kwestie trzeba już na początku właściwie ustawić.
Jak to jest z trzeźwością w polskim Narodzie, bo dane, jeśli chodzi o dostępność, wskazują, że na ok. 200 mieszkańców przypada jeden punkt sprzedaży alkoholu. To tak jakby na jeden blok mieszkalny przypadał jeden sklep z alkoholem.
– Zagęszczenie punktów sprzedaży alkoholu w Polsce jest niesamowite. U nas jest nawet kilkakrotnie większa dostępność punktów sprzedaży alkoholu niż średnio w całej Unii Europejskiej. W Rzeszowie mniej więcej od 2000 r. walczyliśmy z tendencją powiększania liczby punktów sprzedaży alkoholu i przez dłuższy czas udawało się nam utrzymywać tę liczbę na poziomie stu. Jednak z czasem zabrakło poparcia różnych środowisk, żeby jednak nawet wbrew przewadze tzw. elementów liberalno-lewicowych utrzymać ten poziom. Efekt był taki, że w pewnym momencie zwiększono liczbę punktów sprzedaży alkoholu nawet do czterystu. Na szczęście zwróciliśmy się do wojewody podkarpackiego, który zawetował tę uchwałę rzeszowskich radnych. Skończyło się na tym, że w Rzeszowie jest obecnie 250 takich punktów. Co ciekawe, nie ma chętnych na otwarcie kolejnych punktów, co świadczy o maksymalnym nasyceniu.
Jaki wpływ na wzrost patologii alkoholowej mają reklamy?
– Reklamy w mediach, zwłaszcza elektronicznych i to już od godz. 20.00, sieją wielki zamęt w głowach dzieci i młodzieży. Naszym zdaniem, media niestety łamią ustawy, w tym ustawę o Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, gdzie jest punkt, że audycje – a przypomnę, że reklama też jest audycją – które zagrażają moralnemu rozwojowi dzieci i młodzieży, nie powinny być emitowane przed godz. 23.00. Na tej podstawie spokojnie można wykreślić co najmniej połowę tych reklam.
Skoro, jak Pan twierdzi, zgodnie z obowiązującym prawem część tych reklam można wykreślić, tymczasem te reklamy są obecne, to czy nie mamy tu do czynienia już nie mówię z łamaniem prawa, ale zwyczajnie z brakiem dobrej woli?
– Oczywiście, że jest to brak dobrej woli. Przypomnę tylko, że obecna Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji – mam nadzieję, że ta, która przyjdzie po niej, będzie lepsza – odpisywała na nasze pisma, tłumacząc, że w ich ocenie wszystko jest w należytym porządku i jeśli nawet ktoś wyemitował reklamę przed godz. 20.00, to został upomniany czy symbolicznie ukarany. W tej sytuacji trzeba byłoby mieć swoich prawników, których niestety nie mamy na tym poziomie, i wejść w spór prawny z tymi ocenami i udowodnić, że to my mamy rację, a stacje reklamujące alkohol we wspomnianych godzinach łamią prawo, a KRRiT ten proceder sankcjonuje. Ponadto gdyby KRRiT raz, drugi nałożyła wysokie kary, to żadna stacja nie odważyłaby się na łamanie prawa, a tak mamy wolną amerykankę.

