logo
logo

Zdjęcie: European People's Party/ Licencja: CC BY 2.0/ Flickr

Unia musi wrócić do korzeni

Poniedziałek, 5 września 2016 (08:26)

Z Tomaszem Porębą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Jak odbiera Pan fakt, że w agendzie spotkań szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska z przywódcami państw przed planowanym na 16 września nieformalnym szczytem 27 państw Unii Europejskiej w Bratysławie nie ma Polski?

– Trudno mówić o dobrym przygotowaniu do zbliżającego się szczytu w Bratysławie, jeżeli urzędujący przewodniczący Rady Europejskiej nie spotyka się ze wszystkimi członkami państw Wspólnoty. Polska to jedno z najważniejszych państw Unii Europejskiej, które nie może być pomijane w rozstrzyganiu kluczowych problemów dotykających obecnie Europę. Tym bardziej jest to dziwne, gdy stanowisko szefa Rady Europejskiej piastuje osoba z Polski.   

Wygląda na to, że po Brexicie Niemcy, Francja i Włochy budują nową UE, jednocześnie krytykując państwa narodowe, które – ich zdaniem – są zagrożeniem dla pokoju na świecie. W jakim kierunku zmierza dziś UE i czy jej przetrwanie w obecnej formie jest możliwe?

– Wynik brytyjskiego referendum pokazał dobitnie, że obrany przez UE kierunek rozwoju prowadzi donikąd. Reakcją na ten kryzys powinna być głębsza refleksja nad przyszłością integracji europejskiej i powrót do jej pierwotnych założeń, w których kluczową rolę odgrywać powinny państwa narodowe. Pomysły budowania „unii wewnątrz Unii” i pogłębiania integracji w mniejszym gronie mogą zagrozić istnieniu UE w jej obecnym kształcie.

Czy i na ile przeciwwagą dla polityki głębszej integracji narzucanej przez Niemcy i Francję może być Grupa Wyszehradzka i czy jedność tych państw jest trwała i na ile?

– Grupa Wyszehradzka ma do odegrania ogromną rolę w powstrzymaniu procesu dezintegracji UE. Oczywiście każde z państw należących do tego grona ma własne interesy, ale także wspólny punkt widzenia na takie kwestie jak Brexit czy kryzys imigracyjny. Nasze wspólne doświadczenia historyczne sprawiają, że budowanie jedności mimo oczywistych różnic jest możliwe. Moim zdaniem, Grupa Wyszehradzka może stworzyć przeciwwagę dla pomysłów pogłębiania za wszelką cenę integracji europejskiej.

Jak ocenia Pan niedawną wizytę kanclerz Niemiec w Warszawie i czy zdecydowane stanowisko szefów rządów państw Grupy Wyszehradzkiej, jakie usłyszała, zmieni postawę Angeli Merkel w kwestii polityki migracyjnej?

– Dobrze, że kanclerz Merkel przyjechała do Warszawy. Rozwiązanie kryzysu imigracyjnego bez udziału Niemiec jest niemożliwe i co do tego nie powinno być wątpliwości. Z kolei Grupa Wyszehradzka zaprezentowała jasne stanowisko, którego nie można zignorować. Mam nadzieję, że sygnały wysyłane przez Angelę Merkel, takie jak przyznanie się do błędu w sprawie skali napływu nielegalnych imigrantów do Europy w wywiadzie dla „Suddeutsche Zeitung”, są dowodem na wpływ, jaki Polska, Czechy, Węgry i Słowacja wywierają na politykę Unii w tym zakresie.

Jaka powinna być rola Polski w UE po wyjściu Wielkiej Brytanii?

– Myślę, że na razie powinniśmy się skupić na ograniczeniu negatywnych skutków Brexitu dla Polski i jej obywateli mieszkających i pracujących na Wyspach Brytyjskich. Czas na odnalezienie się w nowych realiach politycznych przyjdzie, kiedy Brexit stanie się faktem. Z pewnością Polska będzie nadal bronić idei integracji europejskiej opartej na współpracy państw narodowych.

Polityka unijnych decydentów na czele z szefem Komisji Europejskiej Jean-Claude'em Junckerem nie sprawi, że szeregi Wspólnoty opuszczą kolejne państwa?

– Niestety, poglądy i polityka prowadzona przez przewodniczącego Jean-Claude'a Junckera to jedna z bezpośrednich przyczyn wyniku referendum w Wielkiej Brytanii. Jego obecność na tym stanowisku stanowi ogromne zagrożenie dla jedności UE. Europejskie elity nie dostrzegają, że same są największym zagrożeniem dla przyszłości naszego kontynentu.

W wymiarze geopolitycznym ostatnio obserwujemy ocieplenie w relacjach rosyjsko-tureckich. Czy mamy do czynienia z tworzeniem się nowej osi?

– Współpraca rosyjsko-turecka w ostatnich latach przeżywała wzloty i upadki. Wojna w Syrii i izolacja Rosji na arenie międzynarodowej doprowadziły do ocieplenia stosunków na linii Moskwa – Ankara. To pewne, że Europa musi troszczyć się o dobre relacje z Turcją, aby zapobiegać budowaniu takiej osi.

Turcja po ostatnich wydarzeniach w tym kraju, a także po widocznym zbliżeniu Ankary z Moskwą wciąż jest wiarygodnym partnerem dla UE i dla NATO, którego jest członkiem?

– Turcja to jedno z niewielu państw w tym regionie świata, które można uznać za sojuszników Zachodu. Oczywiście bieżąca polityka prowadzona przez prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana sprawia, że relacje te są dzisiaj trudniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Nie zmienia to jednak faktu, że Ankara wciąż jest kluczowa dla rozwiązania kryzysu imigracyjnego, który dotyka Europę.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl