logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Bitwa o stery Warszawy

Piątek, 9 września 2016 (04:19)

Z Filipem Frąckowiakiem, radnym m.st. Warszawy, dyrektorem Izby Pamięci płk. Kuklińskiego, rozmawia Rafał Stefaniuk

Stowarzyszenie „Oburzeni” złożyło wniosek o referendum ws. odwołania prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Teraz czeka ich dopełnienie obowiązków formalnych i będą mogli zbierać podpisy pod wnioskiem.

– Zastanawia mnie, jak wobec tego wniosku zachowa się Hanna Gronkiewicz-Waltz. Coś mi się wydaje, że prezydent poruszy niebo i ziemię, żeby referendum rozbiło się o przyczyny formalne. Wniosek jest teraz weryfikowany i myślę, że robią to wielkie umysły ratusza. Pamiętajmy, że gdy tylko wnioskodawca dopełni formalności, referendum musi być rozpisane. Dlatego spodziewałbym się kłód ze strony urzędników. Kolejna sprawa to zebranie podpisów. Najprawdopodobniej „Oburzeni” będą musieli zebrać ich około 130 tys. To nie jest wcale takie łatwe. Dlatego potrzebna będzie pomoc innych organizacji i stowarzyszeń.

Prezydent Gronkiewicz-Waltz twierdzi, że chce wyjaśnienia afery reprywatyzacyjnej. Nie wierzy Pan w szczerość jej intencji?

– Źródłem problemu jest postępowanie Hanny Gronkiewicz-Waltz, a jednym z elementów, który pośrednio doprowadził do afery reprywatyzacyjnej, był brak transparentności operacji zwrotu działek i kamienic. Nie wierzę, żeby tak poważne operacje mogły się odbywać bez jej wiedzy. Dlatego nie będzie sprawiedliwym sędzią we własnej sprawie.

Już w 2013 r. próbowano odwołać prezydent Gronkiewicz-Waltz, ale zawiodła frekwencja. Wszyscy pamiętamy, jak Donald Tusk i Bronisław Komorowski wzywali do bojkotu referendum. Taka może być taktyka Platformy i teraz?

– Myślę, że wtedy nie zawiodła frekwencja, ale prezydent i premier, którzy na granicy prawa zniechęcali obywateli do spełnienia swojego obowiązku. Zwycięskiego składu się nie zmienia, tak więc skoro raz udało się Platformie zagrać kartą niskiej frekwencji, to teraz może być podobnie. Ale zauważę, że obecnie mamy zupełnie inną sytuację polityczną. Platforma Obywatelska się sypie. Nie wszyscy popierają  Gronkiewicz-Waltz. Nie ma też w tej partii tak silnego głosu, który mógłby wezwać członków PO do solidarności z prezydent Warszawy. Dlatego też każde wezwanie do antypaństwowej działalności, jaką jest bojkot referendum, nie będzie skuteczne.

Mówiło się, że urzędnicy i ich rodziny bali się brać udział w referendum, żeby nie stracić pracy. Mogło tak być? Spotkał się Pan z takimi stwierdzeniami mieszkańców Warszawy?

– Oczywiście, że się spotkałem. Platforma Obywatelska miała pełnię władzy w Polsce, a przez to niepodzielnie rządziła umysłami urzędników, w tym pracujących w stolicy. Osobiście słyszałem, jak pracownicy urzędów mówili, że nie chcą się narażać swojemu pracodawcy. Teraz w Polsce panuje równowaga między władzą centralną a samorządową, dlatego myślę, że urzędnicy będą odważniejsi. To musi poskutkować wyższą frekwencją.

Słabość Platformy to jedno, a co z opinię warszawiaków o sytuacji w stolicy?  

– Teraz mamy znacznie większą wiedzę odnośnie do sposobu rządzenia stolicą przez Hannę Gronkiewicz-Waltz niż trzy lata temu. Nie można już mówić o pomyłkach, a skłoniłbym się bardziej do stwierdzenia, że pewne decyzje zostały podejmowane z pełną świadomością działalności na szkodę miasta i jego mieszkańców. To także widzi zwykły warszawiak, który codziennie w drodze do pracy stoi w korku. Wiedza i gniew wzrastają i to jest ten tandem, który poniesie warszawiaków do urn wyborczych. A wtedy to płacze i nawoływanie byłego prezydenta i byłego premiera będą nieskuteczne.

A więc czeka nas pospolite ruszenie zmierzające do odwołania Gronkiewicz-Waltz?

– Myślę, że tak. Lawina ruszyła. Ale raz jeszcze muszę podkreślić, że Ratusz i Platforma tanio skóry nie sprzedadzą i będą starać się blokować referendum. Dlatego też nie jestem optymistą i nie przesądzałbym, czy do referendum w ogóle dojdzie.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl