logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Europa ma problem i wcale nie jest nim Polska

Wtorek, 13 września 2016 (16:12)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dziś przed nami kolejna debata o Polsce na forum Parlamentu Europejskiego. Polskę reprezentuje wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł. To niska ranga. Czy to świadczy o tym, że polski rząd wybrał strategię bagatelizowania sprawy?

– Pytanie brzmi – czy zaproszenie zostało wystosowane do premiera polskiego rządu, bo z tego, co wiem, to takiego zaproszenia nie było. Można zatem powiedzieć, że polski rząd stoi na stanowisku, że to, iż Parlament Europejski – zresztą na zamówienie opozycji w Polsce – ponownie debatuje o Polsce jest to sprawa całkowicie drugorzędna. Jest to temat zastępczy, który się wypala, nie udało się też przestraszyć Polski i Polaków. To zgrany temat, stąd taka, a nie inna reprezentacja na tej debacie. Przypomnę tylko, że w poprzedniej debacie na forum Parlamentu Europejskiego na początku tego roku uczestniczyła osobiście premier Beata Szydło z ministrem i wiceministrem spraw zagranicznych oraz osobami towarzyszącymi. Natomiast dzisiaj z całą pewnością będziemy wyrażać swoje stanowisko w tej sprawie, a głos będzie zabierał w imieniu frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR) przewodniczący polskiej delegacji prof. Ryszard Legutko. I w sposób zdecydowany wyrazimy naszą opinię, nasz stosunek do tej debaty, która kolejny raz jest tematem zastępczym. Całkowicie i bezrefleksyjnie niestety pomija się – głównie za sprawą przewodniczącego PE Martina Schulza – sprawy najważniejsze i palące, a mianowicie kwestię imigracji i bezpieczeństwa w Europie, a także przypadki łamania czy naruszania prawa i cenzury w takich państwach jak Francja i krajach Beneluksu czy Niemczech. Nic się także nie mówi o sytuacji i problemach w Turcji, o tym, co będzie dalej, nieobecny jest także temat Brexitu. Natomiast tematem zastępczym wyciąganym niejako za ogon ma być temat rzekomego łamania praw i wolności konstytucyjnych w Polsce. W sytuacji, kiedy UE jest w poważnym, być może najpoważniejszym kryzysie w swojej historii, podejmowanie tematu Polski, gdzie demokracja i prawa oraz wolności obywatelskie mają się dobrze, taka dyskusja to niedorzeczność.    

Projekt rezolucji jest już gotowy i wzywa polski rząd, żeby wykorzystał termin trzech miesięcy wyznaczony przez Komisję Europejską, aby znaleźć kompromis ws. Trybunału Konstytucyjnego. Czy Pana zdaniem, skończy się tylko na rezolucji, która ma być głosowana jutro?

– W przeciwieństwie do pierwszej rezolucji nowy projekt odnosi się do innych spraw, które zdaniem europosłów mogą naruszać polską Konstytucję i zasady rządów prawa oraz zapisy unijnej Karty Praw Podstawowych. Dotyczy to ustaw o mediach, o policji, o prokuraturze, Kodeksu postępowania karnego, ustawy antyterrorystycznej, o służbie cywilnej, a także planów zwiększenia wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej oraz kwestii tzw. zdrowia reprodukcyjnego kobiet. Jestem przekonany, że skończy się na przyjęciu rezolucji, aczkolwiek sprawa będzie żyła swoim życiem. Dlatego że opozycja w Polsce nie jest konstruktywna, ale chce być opozycją totalną i przedstawiciele poszczególnych formacji uskuteczniają między sobą wyścigi o prawo do bycia liderami opozycji. Ta rywalizacja dotyczy Platformy, tzw. Nowoczesnej czy poza parlamentem bliżej nieokreślonego lewackiego KOD-u i wśród tych formacji temat będzie podtrzymywany, będzie się tlił także za spraw Komisji Weneckiej – organ Rady Europy, która z całą pewnością nie reprezentuje interesów Europy. Jak bowiem wytłumaczyć fakt, że w jej szeregach są przedstawiciele Ameryki Południowej i cóż powiedzieć o właściwej reprezentacji w rozwiązywaniu problemów europejskich.

Europosłowie PiS przygotowali własny projekt rezolucji PE, który ma być odpowiedzią na krytyczny wobec posunięć polskich władz tekst, jaki w środę ma przyjąć PE. Jaki jest cel takiego działania, skoro arytmetyka wskazuje, że ta rezolucja i tak nie ma szans na przyjęcie?

– Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że przy obecnym podziale sił w PE ta rezolucja jest z góry skazana na porażkę, ale nie możemy milczeć. Zobaczymy też, czy i jak wielu posłów w PE potrafi myśleć zdroworozsądkowo. Chcemy w ten sposób wyrazić swoje niezadowolenie i pokazać, jakie są fakty. Chcemy te fakty zderzyć z lewacką rzeczywistością, którą widzimy w projekcie rezolucji przygotowanej przez Europejską Partię Ludową, a więc chadeków, socjalistów, liberałów, Zielonych oraz Zjednoczoną Lewicę Europejską na wniosek opozycji w Polsce. Zobaczymy, na ile uda się nam z prawdą i faktami przedrzeć do opinii europejskiej czy światowej. Postaramy się nagłośnić ten problem tak, jak on faktycznie wygląda.  

Jak skomentuje Pan zamieszczony dziś na Twitterze przez europosłów Platformy: Janusza Lewandowskiego, Michała Boniego i Barbarę Kudrycką wpis dokładnie tej samej treści: „Debata w Strasburgu to głos zaniepokojenia przyjaciół Polski. Demokratyczny świat to widzi. Nie dał się oszukać rządowej propagandzie!”?

– Posłowie Platformy tzw. Obywatelskiej próbują takimi, a nie innymi działaniami przykrywać swoje problemy, próbują odwracać uwagę przede wszystkim polskiego społeczeństwa od swoich grzechów, m.in. od afery reprywatyzacyjnej w Warszawie i od roli Platformy w tej sprawie, w którą zamieszana jest wiceprzewodnicząca tej partii, prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Afera ta zresztą nie dotyczy tylko Warszawy, ale całej Polski, i myślę, że z czasem będziemy mogli poznać, jak daleko sięga. Natomiast przekłamaniem jest mówienie – jak w tym cytowanym przez pana wpisie, że społeczność międzynarodowa, „świat” zna problemy w Polsce. Prawda jest taka, że społeczeństwa poszczególnych państw europejskich koncentrują się na realnych problemach, które dziś dotykają zachodnią Europę, a niewydumanych problemach Polski. W ubiegłym tygodniu na spotkaniu z frakcją EKR wicepremier i minister spraw wewnętrznych Belgii Jan Jambon w sposób jednoznaczny wypowiedział się na temat radykalizacji społeczeństwa w Belgii, przeciwdziałaniu terroryzmowi islamskiemu. W sposób zdecydowany powiedział, co jest dzisiaj problemem dla Europy. Usłyszeliśmy, że Bruksela jest obecnie jednym z najniebezpieczniejszych miast nie tylko w Europie, ale na świecie, że to bezrefleksyjna polityka imigracyjna w ostatnich dziesięcioleciach doprowadziła do tej krytycznej sytuacji, jaka ma miejsce w Belgii, we Francji czy w Niemczech. Usłyszeliśmy też, że coraz większy odsetek młodzieży belgijskiej popiera akty terroru. I to są realne problemy, jakie stoją dzisiaj przed zachodnią Europą, tyle że o tym się głośno nie mówi. To są rzeczywiste problemy, powiedziałbym, egzystencjalne zachodniej Europy, a nie jakieś wydumane, o których rzekomym zainteresowaniu społeczeństw zachodnich próbują przekonywać Polaków europosłowie Platformy.

Skąd taka wyjątkowa jednomyślność, a może zwyczajny przekaz dnia z góry? Tak wygląda przykład samodzielności polityków tej formacji…

– Od dawna wiemy, że specjaliści od PR-u w Platformie, ale także w tzw. Nowoczesnej pracują codziennie nad przekazem, który trafia do polityków tych partii jako oficjalny przekaz dnia czy wręcz jako nakaz, w jaki sposób politycy tych formacji mają się wypowiadać czy też prezentować stanowiska i co ma trafiać do mediów w danym dniu.

Skoro mowa o standardach w Platformie, to jak skomentuje Pan fakt, iż europosłanka Julia Pitera w rozmowie z jedną ze stacji radiowych przyznała, że nie wykonała prawomocnych wyroków sądowych z 2011 i 2012 r. Jak to jest, że Platforma tak „walczy” o praworządność w Polsce, a jej sztandarowa postać nie wykonuje wyroków sądów?

– To jest skandaliczna wypowiedź europoseł Julii Pitery, ale nie tylko o wypowiedź tu chodzi, ale w ogóle o skandaliczne zachowanie. Jeśli bowiem polityk nie przestrzega prawa mimo wykorzystania wszystkich możliwości odwoławczych, to jest to skandal. Zwrócę uwagę, że te wyroki nie pochodzą z czasów, kiedy władzę w Polsce sprawowało PiS, ale pełnia władzy była w rękach Platformy i będącego z nią w koalicji PSL-u. To świadczy o podejściu polityków tej formacji do prawa. Szkoda, że Julia Pitera przy okazji nie dodała jeszcze, nie wyjaśniła sprawy dotyczącej reprywatyzacji w Warszawie, która w jakiś sposób kładzie się cieniem także na jej wizerunku.

Co konkretnie chce Pan powiedzieć?

– Chodzi o to, że podejmowała interwencje w interpelacjach pod adresem władz Stołecznego Miasta Warszawy, bo ktoś, kogo nazwiska nie podam, nie ma ustanowionego co najmniej wieczystego zarządu nad nieruchomością, a najlepiej – dlaczego nie została mu ta nieruchomość zwrócona czy też przekazana na własność. Może Julia Pitera wytłumaczy, skąd się wzięła ta jej inicjatywa. Natomiast wracając do przedstawionej przez pana wypowiedzi radiowej, jest ona skandaliczna.

Jak to jest, z jednej strony Platforma stawia się w roli obrońcy praworządności, rzekomo łamanej, a z drugiej jej politycy mają za nic prawo i wyroki sądów?

– To przykład arogancji wobec prawa. Mamy tu do czynienia z podwójną moralnością, jedną na pokaz, a drugą w życiu. To obłuda. Ale europosłanka Julia Pitera nie jest jedynym przykładem, ale podobne zachowania możemy zaobserwować analizując wypowiedzi innych polityków, nie tylko parlamentarzystów z Platformy czy tzw. Nowoczesnej. Nic zatem dziwnego, że dobra zmiana w Polsce, która ma ukrócić łamanie prawa i przywrócić równość wszystkich wobec prawa, że te działania spotykają się z taką histerią i atakami. Niektórzy chcą, żeby było tak jak było, ale tak nie będzie.   

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl