Był protest, nie ma protestu… Premier Beata Szydło mówiła o konstruktywnym dialogu. Jakie jest Pani zdanie? Co wynika z tego spotkania?
– To był protest wywołany przez – co tu dużo mówić – aroganckie zachowanie min. Konstantego Radziwiłła w czasie spotkania trójstronnego i nieuwzględnianie postulatów partnerów społecznych. Te postulaty były zgłaszane zwłaszcza przez związki zawodowe w sprawie dotyczącej m.in. wzrostu wynagrodzeń. I ta decyzja o proteście, która została przez nas podjęta, dotyczyła tak naprawdę jednej rzeczy, a mianowicie spotkania z premier Beatą Szydło, o co nie mogliśmy się doprosić. Uznaliśmy, że kredyt zaufania udzielony min. Konstantemu Radziwiłłowi się wyczerpał. Zresztą – nie owijając w bawełnę – powiedziałam o tym podczas spotkania z premier Szydło w obecności pana ministra. To zaufanie się skończyło i stąd pojawił się postulat rozmowy z szefem rządu, który w naszej ocenie może być gwarantem koniecznych zmian w ochronie zdrowia w Polsce.
Czy żeby porozmawiać z premier Szydło, trzeba było organizować protest i okupować Ministerstwo Zdrowia?
– Okazuje się, że tak, trzeba było. Zespół Trójstronny ds. Ochrony Zdrowia przy Ministerstwie Zdrowia działa od lutego i od tego czasu wystosowaliśmy kilka pisma do premier Beaty Szydło, które niestety pozostały bez odpowiedzi… Były to pisma dotyczące różnych, kluczowych spraw w służbie zdrowia – nie tylko wzrostu wynagrodzeń, ale również kwestii związanych z funkcjonowaniem Państwowej Inspekcji Sanitarnej i Państwowego Ratownictwa Medycznego i wielu innych obszarów, gdzie widzieliśmy problemy, a niestety z różnych względów nie mogliśmy ich rozwiązać.
Z czego wynikała ta niemoc?
– Wynikało to albo z niemocy min. Radziwiłła, albo z braku kompetencji, albo też z oporów ministra finansów. Tak czy inaczej są to sprawy, które się wielokrotnie przewijały podczas rozmowy, dotyczące różnic zdań szefów resortów finansów i zdrowia. Premier Szydło powiedziała wyraźnie, że ustalenia dotyczące systemowego wzrostu wynagrodzeń, co do którego uwagi i zastrzeżenia zgłaszał minister finansów, mają jej akceptację i mają być rozwiązane. Tak czy inaczej wcześniej nikt na te nasze pisma nie odpowiadał. Nie podano nam również żadnego terminu ewentualnego spotkania za tydzień, dwa, trzy, ale tego nie było. Za to było milczenie. W związku z tym doszliśmy do wniosku, że czara goryczy się przelała i stąd taka a nie inna decyzja i radykalny krok, chyba jeden z trudniejszych w moim życiu.
Kryzys został zażegnany?
– Kryzys zaufania wobec ministra zdrowia wciąż trwa i – jak sądzę – będzie go bardzo trudno zażegnać. Trudno będzie też min. Radziwiłłowi odbudować zaufanie, które w naszych oczach utracił. Zresztą temu czy każdemu innego ministrowi będzie bardzo trudno naprawić to, co zostało zaniedbane przez lata. Wracając jednak do zaufania, to chcę powiedzieć, że w NSZZ „Solidarność” obowiązuje ważna zasada – do stołu negocjacyjnego zasiada się w dobrej wierze. I dla mnie gwarantem tego, że te ważne sprawy zostaną załatwione, w tym momencie stała się premier Beata Szydło. Jest tą instancją odwoławczą, do której się zwróciliśmy i jako szefowa rządu i gwarant wiarygodności złożonych obietnic musi niejako wymusić na ministrze zdrowia pewne konkretne działania.
A zatem nie koniec kryzysu, a tylko zawieszenie broni?
– Tak. Myślę, że mamy w tej chwili do czynienia z zawieszeniem broni, tylko że cały szkopuł tkwi w tym, że my nie domagamy się realizacji czegoś wydumanego, ale domagamy się realizacji programu, z jakim do wyborów szło Prawo i Sprawiedliwość. Ten program – przypomnę – mówi o zwiększeniu roli państwa w systemie ochrony zdrowia, a co za tym idzie – ktoś musi być odpowiedzialny za bezpieczeństwo pacjentów i sytuację pracowników służby zdrowia, ktoś musi być odpowiedzialny za szpitale i ich organizację i finansowanie. Odpowiedzialnym nie może być system, czyli tak naprawdę nikt. Stąd kluczowa jest dla nas ustawa o sieci szpitali porządkująca system, ale także ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym, która musi wprowadzić pewne zmiany, bo to jest służba, która musi działać w pewnym przyporządkowaniu i w pełnej gotowości do działania. Minister Konstanty Radziwiłł bardzo mocno forsuje ustawę o podstawowej opiece medycznej i zapewniam, że będziemy się bacznie przyglądać tym działaniom, dlaczego akuratnie ta dziedzina jest tak hołubiona. Przedmiotem naszej troski jest także ustawa podwyżkowa, a więc ustawa o minimalnym wzroście wynagrodzeń. Otrzymaliśmy zapewnienie, że do 15 października minister zdrowia przygotuje i przekaże odpowiednie projekty do konsultacji społecznych, które później trafią do Sejmu.
Czy w tak krótkim czasie uda się załatwić najpilniejsze sprawy i naprawić – jakby na to nie spojrzeć – wieloletnie zaniedbania?
– Oczywiście mamy świadomość, że zaniedbania te narastały latami i że naprawienie tego wszystkiego nie jest proste, dlatego tym bardziej podchodzimy do tego bardzo poważnie. Tylko że z drugiej strony każdy kolejny minister zdrowia kupuje sobie czas i mówi, że potrzeba czasu itd. Nam nie chodzi o żaden cud i nagłe uzdrowienie ochrony zdrowia w Polsce we wszystkich obszarach, w jednym momencie, ale o planowe, konsekwentne, krok po kroku działania w dobrą stronę, co nie oznacza, że mamy iść żółwim tempem. Te wszystkie nasze spostrzeżenia i zastrzeżenia przekazaliśmy pani premier Beacie Szydło z jednoczesną prośbą, aby pewne zmiany w służbie zdrowia w Polsce przyspieszyć. Zależy nam również, aby na pracowników służby zdrowia patrzeć jako na zespół, a nie przez pryzmat poszczególnych grup zawodowych. NSZZ „Solidarność” reprezentuje wszystkie grupy zawodowe zatrudnione w ochronie zdrowia i stąd domagamy się godnych zarobków i wzrostu wynagrodzeń dla wszystkich naszych pracowników, m.in. lekarzy, pielęgniarek i położnych, ratowników medycznych, diagnostów, terapeutów czy pracowników biurowych szpitali. W rozmowie z premier Szydło powiedziałam, że płace w służbie zdrowia w Polsce są demoralizujące. I rozpiętość w zarobkach pomiędzy poszczególnymi grupami zawodowymi też jest demoralizująca. To trzeba zmienić.

