logo
logo

Zdjęcie: P. Tracz / KPRM/ Domena publiczna

Czeka nas ciekawa polityczna jesień

Niedziela, 25 września 2016 (08:58)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym Sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Z jednej strony mamy prospołeczne reformy, jak chociażby sukcesy programu „Rodzina 500 plus”, mówi się o optymistycznych prognozach gospodarczych, wreszcie rząd i PiS mają dobre notowania. W tej sytuacji, czemu ma służyć rekonstrukcja rządu?

– Z tym optymizmem dotyczącym sfery gospodarczej byłbym ostrożny. Zacząłbym jednak od tego, że obecny budżet rząd PiS częściowo odziedziczył po poprzednikach, a więc po koalicji PO – PSL. Jednak w przyszłym roku już nie będzie wymówek, nie będzie żadnego usprawiedliwienia, bo 2017 r. będzie rokiem autorskiego budżetu PiS i czasem zderzenia się z realiami i rzeczywistością słupków dochodów, wydatków, a jednocześnie ich zbilansowania, co jest marzeniem, ale na chwilę obecną nierealnym, bo – jak wiemy – zadłużenie państwa rośnie, a nie maleje. To są realne wyzwania, przed którymi stajemy, z którymi styka się państwo polskie, w tym również rządzący. Premier Beata Szydło zapowiadała zmiany systemowe, na co czekamy. Do wyborów samorządowych mamy dwa lata, a do wyborów parlamentarnych trzy, i jeżeli PiS chce utrzymać te dobre czy bardzo dobre sondaże, to musi dokonać korekty w swojej pracy.

Tylko czy ta korekta pracy musi oznaczać wymianę kadrową na stanowiskach poszczególnych ministrów?

– To są decyzje premier Beaty Szydło, bo – jak wiadomo –każdy szef dobiera sobie współpracowników, a jednocześnie tworzy schemat czy scenariusz działań. Mam wrażenie, że „miesiąc miodowy” tego rządu trwał dosyć długo, natomiast zasiadając w ławach poselskich, obserwuję coraz bardziej uśmiechnięte twarze posłów Platformy, a jednocześnie zdziwienie, że się ich nie rozlicza za osiem lat rządzenia Polską. Jako poseł opozycji, opozycji tzw. konstruktywnej, oczekiwałbym jasnych i konkretnych działań i rozliczenia rządów poprzedników koalicji PO – PSL. W tej sytuacji albo mówimy, że to były dobre lata i zamykamy temat, albo – jeżeli było źle, to wyciągnijmy surowe konsekwencje wobec winnych. Tymczasem mam wrażenie, że z każdym tygodniem samopoczucie widoczne na twarzach posłów Platformy jest coraz lepsze.

Co to Pana zdaniem oznacza, o czym to świadczy?

– To oznacza, że PiS niestety nie panuje nad sytuacją, żeby nie powiedzieć – zachłysnęło się wyborczym sukcesem i zapomniało, że już po roku mało kogo będzie interesować, co się działo przez ostatnie osiem lat, ale cały rachunek społeczeństwo wystawi PiS. Taka jest kolej rzeczy.

O tym, o czym Pan mówi, a więc, że czas świętowania sukcesu wyborczego, już dawno się skończył i pora zabrać się do pracy, której efekty mają odczuć Polacy –mówił podczas wyjazdowego posiedzenia Klubu Parlamentarnego PiS w Jachrance prezes Jarosław Kaczyński. Czy to reprymenda prezesa?

– Odnoszę wrażenie, że wielu polityków PiS – używając przenośni – odleciało, stając się kosmitami, czyli utracili kontakt z rzeczywistością, a jednocześnie gdzieś zabrakło konsekwencji i determinacji w realizacji wcześniejszych założeń. Trudno zatem dziwić się prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, który twardo stąpa po ziemi, że co poniektórych przywołuje do porządku.

Kto w Pana ocenie może się obawiać utraty stanowiska ministerialnego, inaczej mówiąc gdzie konieczne, niezbędne są zmiany?

– Mam swoją teorię i własny obraz całej sytuacji, trudno powiedzieć na ile jest on prawdziwy, ale z uwagi na swoje wykształcenie, analizując sytuację pod kątem politologicznym, sądzę, że sferą, z którą musi się zmierzyć rząd premier Szydło, jest nadmierny rozrost kadr i biurokracja, czyli zbyt duża liczba ministrów. Stąd spodziewam się, że nastąpi konsolidacja ministerstw, a premier Szydło będzie to tłumaczyć tym, iż przez pierwszy rok po objęciu władzy jej rząd musiał działać w ramach form i struktur, jakie zastaliśmy. Po roku zaś dokonujemy korekty, a zatem likwidujemy Ministerstwo Skarbu Państwa. Możemy się też spodziewać ewentualnej likwidacji kilku agencji, a wicepremier Morawiecki uzyska status superwicepremiera, być może przejmie też rolę ministra finansów, bowiem żeby móc realizować plany rozwojowe, potrzebne są pieniądze. Będą to zatem ruchy centralistyczne, które spowodują, że ten niefortunny rekord w postaci ilości ministrów, wiceministrów, a także liczba ministerstw spadnie. Jednocześnie będzie to widomy znak i pierwszy sygnał: teraz zaczynamy swoje. Należy się także spodziewać wyraźnego przyspieszenia ustawowego. A zatem pojawi się większa liczba projektów ustaw, a jednocześnie nie wykluczyłbym, że w tych wszystkich podejmowanych działaniach będzie kładziony nacisk na tzw. czystość i przejrzystość nie tyle w sensie ideowym, ile w kategoriach tzw. czysto ludzkiej przejrzystości.

Czyli…

– Czyli może nie tyle skażenia elementami korupcji, co nepotyzmu itp. A więc wysoko postawiona poprzeczka po to, aby móc zacząć rozliczać na serio osiem lat rządów koalicji PO – PSL. Pamiętajmy, że jednego dnia do wszystkich urzędów marszałkowskich, które – przypomnę – za poprzednich rządów poza jednym wyjątkiem woj. podkarpackiego wszystkie były w rękach PO – PSL wkroczyło CBA i ciągle nie mamy wyników tego, co tam wykryto. Również jednego dnia do wszystkich stref ekonomicznych wkroczyli funkcjonariusze CBA, podobnie jak do największych spółek Skarbu Państwa. Mam wrażenie, że czeka nas ogłoszenie grzechów głównych ośmiu lat rządów koalicji PO – PSL, i to nie raportów, ale twardych żelaznych faktów i dowodów. I od tego będą zależały decyzje o głębszej reformie w państwie.  

Ta wesoła mina posłów Platformy w Sejmie, o czym Pan wspomniał wcześniej, to trochę taki śmiech przez łzy…?

– Sądzę, że po tych wszystkich kontrolach w urzędach marszałkowskich może się nagle okazać, że będzie potrzeba zwracać miliony ze środków unijnych z poprzedniej perspektywy finansowej. Jednocześnie warto też mieć świadomość, że nowa perspektywa jest praktycznie nieruszona, co też jest sygnałem tego, czego się możemy spodziewać w 2017 r.

Z tego, co Pan mówi, wiele wskazuje na to, że minister Szałamacha może się pożegnać ze stanowiskiem, a co z pozostałymi resortami?

– Póki co mówimy o faktach medialnych, które głoszą, że w sprawie ministra Szałamachy decyzja już praktycznie zapadła, natomiast co do pozostałych nazwisk karuzela się kręci. Tak czy inaczej trzeba powiedzieć, że bycie ministrem to funkcja wysokiego ryzyka – czyli jak robić piknik na polu minowym. Niestety, nikt nie zna dnia ani godziny, kiedy trafi się na minę. Jest to też problem nie tylko, jak być dobrym fachowcem, dobrym specjalistą, ale jest to także problem, jak się komunikować i jak się odnaleźć w tej armii urzędników, którą trzeba umieć zarządzać. Jest to zatem kwestia odpowiedniego doboru urzędników, osób do współpracy. Tak czy inaczej bycie ministrem to wielka sztuka. I to, że istnieje prawdopodobieństwo, że Paweł Szałamacha zostanie odwołany, to nie oznacza, że jest on złym specjalistą. Być może te inne predyspozycje, o których wspomniałem, są pewną przeszkodą.   

Innymi słowy dobry fachowiec, tyle że gorzej z komunikacją…?

– Jest takie mądre powiedzenie, że profesorów i nauczycieli dzieli się na tych, którzy mają wiedzę, ale nie potrafią jej sprzedać i na tych, którzy mając wiedzę, potrafią się nią dzielić. I to jest ta różnica. Można mieć wiedzę super, można być specjalistą najwyższej klasy, ale trzeba ją jeszcze umieć sprzedać, zachęcić, zainteresować i przekonać swoimi pomysłami jak najwięcej ludzi. Dzisiaj podstawą jest komunikacja i umiejętność zbudowania zespołu. Polityka to sztuka słuchania, wsłuchiwania się w głos innych, a jednocześnie doprowadzania do konfrontacji, ale nie po to, żeby dać się upokorzyć, ale żeby przekazując wiedzę, także się uczyć. Podobnie jest z władzą, która jest także umiejętnością słuchania, ale też umiejętnością podejmowania decyzji – właściwych decyzji. Wbrew pozorom jest to duża sztuka, bo za każdą decyzją na tak wysokich szczeblach idą określone konsekwencje.

A co z ministrem zdrowia Konstantym Radziwiłłem, czy tu też należy spodziewać się zmiany?

– Jest takie stare, dobre powiedzenie, że dobry lekarz jest od tego, żeby leczyć, a od zarządzania powinni być inni. A zatem lekarz nie jest od reformowania. Do zarządzania potrzeba kogoś innego, ale niekoniecznie lekarza. Do tego mówimy chyba o jednym z najtrudniejszych ministerstw w sensie zadaniowym. Jest to resort o bardzo poważnych problemach systemowych. I znaleźć superministra zdrowia, który naprawiłby system ochrony zdrowia, to tak jak trafić szóstkę w kumulacji Lotto. I nie wierzę w cuda, że każdy nowy minister na tym stanowisku nagle dokona przełomu. Tutaj potrzeba kogoś, kto spojrzy na sprawę systemowo, wdroży dobre pomysły i będzie cierpliwie, z uporem realizował plan wyprowadzenia z zapaści system ochrony zdrowia w Polsce. Do tego potrzeba szerszego spojrzenia całej klasy politycznej, a jednocześnie spojrzenia dalej w przyszłość. Polityka, jak już wspomniałem wcześniej, to gra zespołowa, nie gra solistów. Ci, którzy potrafią stworzyć zespół, ci są liderami, przywódcami i za nimi idą miliony.

Pozycja Beaty Szydło na stanowisku premiera póki co jest niezagrożona?

– Uważam, że premier Beata Szydło ma bardzo dobrą pozycję i wygrywa w pierwszej kolejności przez swój wizerunek – bardzo kobiecy, a jednocześnie merytoryczny. Z całym szacunkiem Beata Szydło wygrywa z prezesem Jarosławem Kaczyńskim, który ma niestety wielką wadę, a mianowicie duży negatywny elektorat. I niezależnie czy przemawia, czy nie zabiera głosu, jest po prostu nielubiany. Inna sprawa, jak można oceniać kogoś, nie wysłuchując nawet tego, co ma do powiedzenia, a z drugiej strony, jak rządzić, nie będąc słuchanym. Z tego względu korzystniej dla prezesa Kaczyńskiego jest bycie szarą eminencją, która jest głową, postacią, wokół której wszystko się skupia, ale działania zostawić nowej klasie politycznej. Myślę, że jest to z korzyścią dla wszystkich. Puentując, czeka nas ciekawa jesień, będą – jak sądzę –głębokie zmiany, które w konsekwencji wywołają kolejne działania, tyle że już wiosną przyszłego roku.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl