Trzymamy deficyt w ryzach, realizujemy nasze sztandarowe projekty, budżet jest optymalny. Jak Pan myśli – czyje to słowa?
– Słowa te pasują mi bądź to do premier Beaty Szydło, bądź też do byłego min. Pawła Szałamachy. Polityka finansowa jest bardzo istotna z punktu widzenia państwa. Stabilność finansowa państwa jest ogromną wartością i z całą pewnością w tym zakresie nic się nie zmieni.
Owszem, jest to wypowiedź byłego ministra Szałamachy. Proszę powiedzieć, o czym świadczy zdymisjonowanie ministra, który skonstruował projekt budżetu na przyszły rok, notabene przyjęty na wczorajszym posiedzeniu przez Radę Ministrów? Dobrych ministrów się raczej nie zmienia…?
– My jesteśmy pierwszą ekipą rządzącą w Polsce, która zmienia dobrych ministrów na jeszcze lepszych. W poprzedniej kadencji za rządów koalicji PO – PSL dokonywano zmian złych ministrów na jeszcze gorszych. Efektem tych działań jest stan państwa w wielu obszarach zastany po objęciu władzy przez Prawo i Sprawiedliwość. Tak czy inaczej ta zmiana, o której rozmawiamy, w ekipie premier Beaty Szydło wynika ze zmiany struktury rządu. Struktura rządu, gdzie minister finansów miał najmocniejszą pozycję w stosunku do innych, teraz ulega zmianie, pewnemu przewartościowaniu. W poprzedniej strukturze kasę trzymał w rękach minister finansów, co sprawiało, że nie można było realizować projektów i zmieniać kraj w takim zakresie, jak tego od nas oczekuje polskie społeczeństwo. Stąd należało zmienić dotychczasową strukturę i bynajmniej nie chodziło tu o min. Pawła Szałamachę, bo ktokolwiek nie byłby na tym stanowisku, w założeniu miałby takie, a nie inne swoje prerogatywy. I to już w samej konstrukcji struktury tego rządu miało niejako wpisane konflikty interesów.
Czy chodziło tu tylko o konflikt interesów, czy może o coś więcej, np. o konflikt personalny?
– Chciałbym rozwiać wszelkie wątpliwości, że nie był to konflikt personalny, ale konflikt wynikający z uprawnień poszczególnych ministrów. Zmiana struktury, czyli powierzenie wicepremierowi Mateuszowi Morawieckiemu, który ma realizować programy rozwojowe, nadzoru nad Ministerstwem Finansów, powoduje, że on sam siebie będzie ograniczał i bilansował wydatki i będzie wiedział, na ile może inwestować w konkretne projekty. Zgadzam się, że jest to pewne novum, ale z punktu widzenia skuteczności działań ma to logiczne uzasadnienie. Stąd Paweł Szałamacha został odwołany nie dlatego, że był złym ministrem, ale dlatego, że zmieniła się koncepcja funkcjonowania rządu premier Beaty Szydło.
Człowiek, który otrzymuje dużą władzę w sprawach gospodarczych w tym rządzie, a tym samym narzędzia do realizacji programów, nie staje się trochę drugim premierem przy jednoczesnym marginalizowaniu premier Szydło?
– Absolutnie nie zgadzam się z tą tezą. Mateusz Morawiecki jest wicepremierem w rządzie premier Beaty Szydło i jest odpowiedzialny za realizację swojego programu. Zresztą jest taki dobry obyczaj, że za realizację konkretnego programu odpowiadają te osoby, które są jego twórcami czy autorami, czyli najlepiej wiedzą, o co w tym programie chodzi. Poprzednicy – czyli rząd Platformy – robili tak, że ktoś pisał program, a następnie był przerzucany na inny odcinek. Wystarczy tylko przypomnieć np., jak Aleksander Grad pisał program dla rolnictwa, a później zrobiono go ministrem Skarbu Państwa. I to jest działanie absurdalne. Dlatego moim zdaniem to, z czym dzisiaj mamy do czynienia, jest to właściwy kierunek działania. Ktoś ma pomysł, ten pomysł jest zaaprobowany, poddany krytycznej obróbce, co wskazuje, że jest nad nim pewien nadzór. Jeżeli natomiast zapada decyzja, że program ten będzie wcielany w życie, to do jego realizacji zazwyczaj wyznacza się autora tego projektu. Inaczej mogłoby to być tak, jak bywało za poprzedniej władzy, że pewne pomysły przychodzą realizować ludzie, którzy nie mają pojęcia, o co chodzi, i wychodzi tak jak zwykle – czyli nic.
Czy mimo wszystko nie jest to oddanie dużej władzy w ręce jednego człowieka?
– Zgadzam się z tym, że Mateusz Morawiecki bierze na siebie bardzo dużą odpowiedzialność. Na tym polega rządzenie państwem, że się odpowiada za podejmowane decyzje, zarówno dobre, jak i złe. Taki podział, taka struktura powoduje, że odpowiedzialność nie jest rozmyta, tak jak to było w przypadku dotychczasowej struktury, gdzie jeden minister zarzucał drugiemu, że „nie pozwala” mu realizować takiego czy innego projektu, blokując go. I tak jak powiedziałem – jest to oczywiście duża odpowiedzialność, jaką bierze na siebie w tym wypadku wicepremier Morawiecki, ale jeżeli mamy cokolwiek zmienić w Polsce, ruszyć tego, jak to mówią, wołu na miedzy i popędzić go do przodu, a my chcemy ruszyć z miejsca do przodu polską gospodarkę, bo takie zadanie powierzyli nam Polacy, to zmiany takie jak ta są konieczne. Ten program „Plan na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” autorstwa wicepremiera Morawieckiego jest – może nie wprost, ale w pewnym sensie – nawiązaniem do przedwojennej koncepcji budowy Centralnego Okręgu Przemysłowego autorstwa ówczesnego wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego, który – jak pamiętamy – też miał szczególne uprawnienia, aby móc zrealizować swój zamysł. I to się sprawdziło, a zatem jest to dowód, że takie działania w historii Polski były. Co więcej one przynosiły dobre rezultaty. Przecież chyba nikt nie zaprzeczy, że do dzisiaj mamy pozytywne efekty budowy COP-u w Polsce. To jest, można powiedzieć, przykład działania, które ma zdynamizować gospodarkę. Oczywiście jest to duża władza w jednych rękach, ale premier Beata Szydło wciąż przewodzi temu rządowi i sprawuje nadzór nad swoimi ministrami, nawet takimi, którzy mają pod sobą poważne resorty i przed sobą poważne zadania.
No właśnie, czy nie istnieje niebezpieczeństwo, że zarządzanie dwoma poważnymi resortami, a jednocześnie przewodzenie Komitetowi Ekonomicznemu Rady Ministrów, spowoduje, że któryś z tych obszarów będzie zaniedbywany?
– Nie obawiałbym się takiego zagrożenia. Skoro ktoś twierdzi, że nie da się skutecznie zarządzać dwoma resortami, to warto pamiętać, że premier zarządza wszystkimi, sprawując nadzór nad resortami, koordynując ich pracę, a także pracę samych ministrów. Jeśli zatem premier może zarządzać całością, to jeden człowiek nie może zarządzać dwoma ministerstwami? Oczywiście może. Natomiast taki argument stawiają wszyscy ci, którym zależy, żeby plan naprawy Polski się nie powiódł. Ja życzę temu rządowi, wicepremierowi Mateuszowi Morawieckiemu, ale przede wszystkim Polsce, żeby ten plan się powiódł, bo to będzie dobre dla nas wszystkich.
Wcześniej wspomniał Pan, że ten rząd i wicepremier Morawiecki próbują wzorem Eugeniusza Kwiatkowskiego wcielić w życie nowy plan gospodarczy Polski. To dość odważne porównanie…
– Oczywiście nie jest to nawiązanie wprost do planu wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego, ale w „Planie Morawieckiego” jest pewna myśl COP-u. Zbieżne jest z całą pewnością także to, że państwo polskie trzeba przeorganizować, że musi to być państwo nie leniwe, jak to było za rządów Platformy, ale państwo aktywne w swoich działaniach.
Czy ten, nazwijmy to lifting, przynajmniej gdy chodzi o personalny skład rządu, nie jest krokiem w kierunku z jednej strony przyspieszenia dobrej zmiany, ale z drugiej czy nie można tego odczytywać jako próbę generalną przed rzeczywistą rekonstrukcją tego rządu, a jeśli tak, to jak głębokiej i kiedy?
– W rządzeniu państwem nie ma miejsca na eksperymenty, próby generalne czy też programy pilotażowe. Rządzenie państwem to poważne, trudne zadanie, któremu trzeba sprostać. Rządzi się tu i teraz – czyli ci ministrowie, którzy dzisiaj pracują i są członkami tego rządu, podejmują decyzje, które będą skutkowały nie tylko dzisiaj, ale także w przyszłości. Ta konkretna zmiana w rządzie ma przynieść konkretne efekty. Natomiast jeśli Pan pyta, czy w przyszłości będą zmiany w tym rządzie, to odpowiadam, że owszem będą. Nie było takiego rządu, którego skład personalny nie zmieniałby się w trakcie kadencji. I z tym rządem będzie – jak sądzę – podobnie i zmiany nastąpią wraz ze zmianą kierunków. Tak już jest, że jeśli się zrealizuje jakiś cel, to trzeba wyznaczyć następny. Wszystko się zmienia i tu też będą zmiany. Zawsze można coś zrobić więcej i lepiej.
Nie jest zatem błędem twierdzenie, że czas planowania się skończył…?
– Tak można powiedzieć. Jeśli chodzi o wicepremiera Mateusza Morawieckiego i jego „Plan na rzecz odpowiedzialnego rozwoju”, to można powiedzieć, że czas planowania się skończył. Teraz przychodzi czas na realizację i efekty pewnych działań i celów, jakie sobie stawia rząd PiS. Oczywiście będziemy w tych działaniach wspierać wicepremiera Morawieckiego. Dla nas tak naprawdę ważne są procesy rozwojowe, żeby Polska szybciej i bardziej dynamicznie się rozwijała, bo to jest nasza przyszłość, a rząd jest po to, żeby ten plan zrealizować.

