logo
logo

Zdjęcie: Platforma Obywatelska RP/ Licencja: CC BY-SA 2.0/ Flickr

Mają problem z własną tożsamością

Środa, 5 października 2016 (05:23)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W niedzielę w Gdańsku odbyła się konwencja programowa Platformy Obywatelskiej. Jak odebrał Pan obecność w tym gronie Lecha Wałęsy?

– Zacznijmy może od tego, że nazwa tego zgromadzenia – konwencja programowa ma się nijak do faktów. Otóż spotkała się grupa ludzi, którzy tak na dobrą sprawę nie wiedzą, dokąd zmierzają. Jeśli zaś chodzi o obecność Lecha Wałęsy na tym spotkaniu, odebrałem w sposób jednoznaczny, a mianowicie pojawił się tam, gdzie usłyszał miłe dla swego ucha i serca zapowiedzi likwidacji Instytutu Pamięci Narodowej, Centralnego Biura Antykorupcyjnego. W swoim, dobrze znanym stylu opowiadał różne rzeczy, chcąc podnieść na duchu Platformę, że muszą odzyskać władzę. Jak to wypadło, każdy mógł sam zobaczyć – moim zdaniem, był to żenujący spektakl, co więcej na twarzach jeszcze do niedawna rozpromienionych polityków Platformy na próżno można było szukać uśmiechu. Można powiedzieć, że Lech Wałęsa przyszedł do swoich, a swoi powiedzieli mu to, co chciał usłyszeć.

Wymienił Pan kierunki programowe Platformy, plan Grzegorza Schetyny, a więc likwidacja IPN-u oraz CBA, który miałby zostać zrealizować po ewentualnie wygranych wyborach. Patrząc na zamiary, to jaką wizję Polski szykuje nam Platforma?

– Po pierwsze, aż dziw bierze, że Platformie tak wiele czasu zajęło opracowanie programu, który na dobrą sprawę zamknęli w tych dwóch punktach. Warto pamiętać, że od 2007 r., kiedy to ogłosili tzw. Narodowy Program Wielkiej Budowy, który po wygranych przez nich wyborach zniknął ze stron internetowych. Platforma bała się, że społeczeństwo zacznie ich rozliczać z deklaracji. Minęło osiem lat rządów tej formacji i rok w roli opozycji, a tego szumnie zapowiadanego programu jak nie było, tak wciąż nie ma. I jeśli w programie partii, która uważa siebie za główną partię opozycyjną i chce powrócić do władzy, są tylko takie postulaty jak likwidacja IPN i CBA, to pozazdrościć kreatywności tym politykom. To przecież nie jest żaden program.

Skoro to nie jest program, to co to jest?

– To jest informacja dla społeczeństwa, a zarazem sygnał, czego tak naprawdę obawia się Platforma. Zarazem jest to jasny przekaz dla części elektoratu tej formacji, żeby się nie obawiali, bo jak Platforma dojdzie do władzy, to ani IPN, ani CBA im nie zagrożą. I taki właśnie był główny przekaz tej tzw. konwencji programowej. Przypomnę tylko, że regułą było, że Platforma zawsze osiągała najlepszy wynik w więzieniach i zakładach karnych. Teraz – wiele na to wskazuje – chce przyciągnąć do siebie konfidentów dawnych służb komunistycznych i ubeków.

A zatem program Platformy to program destrukcji…?

– W tych zapowiedziach nie ma nic o budowaniu, o łączeniu, natomiast widać wyraźnie, na jakich filarach opiera się działalność opozycyjna Platformy, a mianowicie na walce z Prawem i Sprawiedliwością. I nie chodzi tu bynajmniej o dyskusję programową, ale o zniszczenie PiS.

Podczas tego spotkania w Gdańsku była także mowa o tym, że jak Platforma dojdzie do władzy, to świadczenie „500+” otrzymają wszystkie dzieci. Ale jeszcze kilka dni temu czołowi Platformy tzw. obywatelskiej ośmieszali program „500+”, twierdząc, że jest to zły program, na który nie ma pieniędzy. W tej sytuacji zadaję pytanie, co takiego stało się w ciągu kilku dni, że politycy tej formacji zmienili zdanie, zaprzeczając samym sobie…? To pokazuje, że Platforma jest niewiarygodna, niespójna i nieuczciwa w swoim przekazie.

Komentatorzy nie kryją, że jest to program ochrony dla aferzystów i kłamców lustracyjnych…

– Zgadzam się z tym stwierdzeniem. Ostatnie osiem lat pokazało, w czyim interesie władzę sprawowała Platforma i czyich interesów broniła. Byliśmy przecież niejednokrotnie świadkami, jak broniono przestępców, jak roztaczano parasol ochronny nad korupcją, czego przejawem było zwolnienie z funkcji szefa CBA Mariusza Kamińskiego, kiedy pod jego kierownictwem biuro natknęło się na ślady potężnej afery. Nigdy jednak Platforma nie deklarowała swojego stanowiska tak jasno jak na tym spotkaniu w Gdańsku, zapowiadając poprzez likwidację CBA de facto program ochrony dla aferzystów.

Czym według Pana ma być zapowiedź likwidacji IPN, czym ta instytucja uwiera Platformę?

– Przypomnijmy, że IPN został utworzony przy udziale Platformy. Już raz próbowano zlikwidować IPN w 2012 r. Wówczas zabiegał o to SLD, a Platforma była temu przeciwna. Jako ówczesny poseł na Sejm RP i członek komisji finansów pamiętam też, jak Platforma rokrocznie dewastowała budżet IPN, obcinając środki na realizację ustawowych zadań. Nigdy jednak nie było zapowiedzi likwidacji tej instytucji. Z likwidacji IPN na pewno ucieszą się konfidenci komunistycznych służb bezpieczeństwa, a z rozwiązania CBA, jak wspomniałem, przestępcy i skorumpowani urzędnicy. Platforma przez wiele lat pozorowała działania, które miały pokazać, że walczą z korupcją, a proszę sobie przypomnieć, jak pracowała i czym zajmowała się jedna z czołowych postaci tej partii Julia Pitera. Ostatnie tygodnie pokazują, że ta tzw. praca, która kosztowała polskiego podatnika ciężkie miliony złotych, była zwyczajnym marnotrawstwem pieniędzy. Podobna hipokryzja miała miejsce także w odniesieniu do IPN. Teraz w jednym i drugim przypadku mamy jasność. Zamiast dyskusji o najnowszej historii Polski mamy zapowiedź likwidacji IPN, a zamiast rozliczenia afer i aferzystów mamy plan likwidacji CBA. Zapowiedź likwidacji IPN być może była też ukłonem wobec Lecha Wałęsy, który być może właśnie po to, żeby usłyszeć te słowa, pojawił się na tym zgromadzeniu.

W jakim kierunku zmierza dziś Platforma?

– W jakim kierunku zmierza, tego nie wie nikt. Raz z ust Grzegorza Schetyny słyszymy o skręcie w lewo, a raz w prawo. Myślę, że poszczególni politycy tej partii sami nie wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi. Nie jestem też pewien, czy wie to nawet sam obecny sternik Platformy.

Czy Platforma nie ma problemów z własną tożsamością?

– Dokładnie – Platforma ma problem z własną tożsamością. Zdanie liderów tej formacji zmienia się, można powiedzieć, z dnia na dzień i to, co dzisiaj głoszą, jutro, w kolejnych wystąpieniach może zostać zaprzeczone. Wystarczy tylko wspomnieć, jakie bzdury wygaduje w kwestii liberalizacji prawa aborcyjnego i w ogóle szeroko rozumianego tematu ludzkiej płciowości była minister zdrowia, była marszałek Sejmu i była premier rządu koalicyjnego PO – PSL w jednej osobie Ewa Kopacz. Takie gadki, jakie ostatnio uskuteczniała w jednej ze stacji telewizyjnych, nie przystają nawet do zebranych pod przysłowiową budką z piwem, a co dopiero osobie, która zajmowała ważne urzędy w państwie polskim. To wstyd. Ta formacja i jej liderzy mają poważny problem ze swoją tożsamością, co więcej – nie wyciągają żadnych wniosków, skupiając się na straszeniu Polaków Prawem i Sprawiedliwością. I to zwalczanie PiS-u i próby torpedowania wszystkiego tego, co robimy i co chcemy jeszcze zrobić dla Polski, są jedynym programem Platformy. Tyle tylko, że Polacy tego już nie kupują. Takie podejście wskazuje, że chęć odwetu niedowartościowanych czy może zakompleksionych liderów PO góruje nad zdrowym rozsądkiem. Przez osiem lat dewastowali Polskę, a teraz mają jeszcze czelność uzurpować sobie prawo powrotu do władzy. Z czym do ludzi…? I tak oto Platforma rozumie swoją rolę jako niekoniecznie już nawet lidera opozycji, bo Nowoczesna stale stąpa jej po piętach. W tej formacji źle się dzieje, ale to już kłopot Grzegorza Schetyny i spółki.  

Jakie państwo, Pana zdaniem, chce stworzyć Platforma po ewentualnej wygranej w wyborach?

– Nie sądzę, żeby warto było nawet spekulować o powrocie do władzy Platformy. Nie wierzę, żeby kiedykolwiek w przyszłości partia, która do perfekcji opanowała propagandę, a z manipulacji uczyniła główny element swego rządzenia, doszła jeszcze raz do władzy. Platforma to nie jest partia przyszłości. Platforma to jest partia zanikowa. Po tym, co zrobili, co robią i co zamierzają robić, nikt nie potraktuje ich poważnie.

Sam Lecha Wałęsa powiedział w Gdańsku, że „właściwie przegrali na własne życzenie…”.

– Owszem, takie słowa padły z ust Lecha Wałęsy i jak sądzę, jest to jedyna myśl wypowiedziana podczas tego spotkania w Gdańsku, z którą można by się zgodzić. Platforma swoją arogancją i lekceważeniem Polaków przez osiem lat usilnie na takie słowa pracowała. Należy tylko ubolewać nad tym, że to psucie państwa trwało aż osiem lat.

Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 11 listopada 2016 (13:08)

NaszDziennik.pl