logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Obłudna "dyscyplina moralna" PiS

Czwartek, 6 października 2016 (14:12)

Aktualizacja: Piątek, 7 października 2016 (08:26)

Z Mariuszem Dzierżawskim, prezesem Fundacji PRO – Prawo do Życia, rozmawia Rafał Stefaniuk.

Sejm odrzucił obywatelski projekt ustawy „Stop aborcji”. Czuje się Pan zaskoczony?

– To jest 5. projekt ochrony życia, który składamy w ostatnich latach. Poprzednie 4 zostały odrzucone przez Platformę. Politycy PO, przy wszystkich zastrzeżeniach, które do nich miałem i mam nadal, zachowywali się bardziej przyzwoicie niż obecne kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości. Jeżeli prześledzimy proces odrzucenia projektu tej ustawy, to jest to bardzo bulwersujące.  

Jakie były to okoliczności?

– Najbardziej skandaliczne wydarzenia miały miejsce podczas wczorajszego posiedzenia Sejmowej Komisji Praw Człowieka i Sprawiedliwości. Posłowie tej komisji mieli zająć się projektem. Tymczasem na samym początku posiedzenia poseł Prawa i Sprawiedliwości Witold Czarnecki złożył wniosek o natychmiastowe odrzucenie projektu! Odbyło się to bez żadnej refleksji nad nim. Co bardziej zaskakujące wszyscy posłowie PiS należący do tej komisji, wsparci głosami Platformy i Nowoczesnej, zagłosowali za tym wnioskiem. W całym tym tłumie znalazł się tylko jeden sprawiedliwy – poseł Ruchu Kukiz’15 Tomasz Rzymkowski.

Jakie są więc różnice między Platformą, która „nie słuchała obywateli”, a Prawem i Sprawiedliwością, które to robi?

– Platforma, w czasach kiedy udawała partię prawicową, a więc w 2011 r., miała w swoich szeregach posłów, którzy szczerze popierali nasze inicjatywy. Podczas pierwszej kadencji Platformy nasz projekt został skierowany do komisji. Tam został negatywnie zaopiniowany, ale po dyskusji. Nawet mógł przejść dalej, ale z interwencją wkroczył Donald Tusk, który zdyscyplinował swoich kolegów. Jakie są podobieństwa? Że teraz nie Tusk, a Jarosław Kaczyński wziął sprawę w swoje ręce i zaczął mówić o „dyscyplinie moralnej”. Tak stworzył nowe pojęcie, które należy rozumieć tak, że: wszystkie straszne projekty, które gwarantują życie każdemu dziecku, trzeba wyrzucać z powodów moralnych. Jarosław Kaczyński stał się nowym nauczycielem moralności.

Dwa tygodnie temu projekt „Stop aborcji” został skierowany do prac w komisji i komentowano go pochlebnie. Dziś bez refleksji został wyrzucony. Co takiego zdarzyło się przez ten czas?

– Być może Jarosław Kaczyński doszedł do wniosku, że „czarny protest” i nagonka medialna to dobra okazja, żeby zastraszyć swoich kolegów klubowych. Liczył na to, że pod naporem lewej strony jego koledzy pękną i łatwiej będzie im wyperswadować jakiekolwiek chęci do otoczenia życia dzieci ochroną od poczęcia. Myślę, że gdyby nie media, „czarny protest”, a w szczególności Jarosław Kaczyński nie zastraszyli posłów PiS nasz projekt nie trafiłby na śmietnik.

Twierdzi Pan, że Jarosław Kaczyński od samego początku chciał wyrzucenia tego projektu do kosza?

– Jarosław Kaczyński mówił przez lata, że mamy w Polsce bardzo doby kompromis aborcyjny.

Premier Beata Szydło zapowiedziała pomoc dla kobiet, które zechcą urodzić chore dziecko. Ta zapowiedź Pana satysfakcjonuje?

– Beata Szydło wygłosiła mowę, z której wynikało, że chce pomagać matkom i rodzinom w trudnej sytuacji. Jest to teza niekontrowersyjna, wszyscy się z nią zgadzają. Natomiast uciekła od fundamentalnej sprawy: czy dzieci mają prawo do życia? Pani Beata Szydło nie zapowiedziała żadnych działań, które miałyby zmierzać do wprowadzenia prawnej gwarancji życia dla dzieci najsłabszych, czyli podejrzanych o choroby i wady genetyczne.

Zabrakło więc stwierdzenia: jesteśmy przeciwko aborcji i dlatego pomożemy potrzebującym rodzicom…

– Nie chcę się rozwodzić nad tym, czego zabrakło. To stwierdzenie, o którym pan mówi, po prostu nie padło. Tym samym premier, milcząc, powiedziała bardzo dużo. Dlatego po wystąpieniach polityków Prawa i Sprawiedliwości nie czuję niedosytu, bo ten został wypełniony ich obłudą.

Premier zaprosiła wszystkie środowiska do pracy nad tymi rozwiązaniami. Fundacja gotowa jest się do nich przyłączyć?

– Instytut Ordo Iuris już kilka miesięcy temu złożył projekty, które dzisiaj Pani premier zapowiadała, że zostaną przygotowane. Dla mnie jest to nic innego jak straszna obłuda.

Premier mówiła o chorych dzieciach, a nie wspomniała nic o tych osobach nienarodzonych, które poczęły się w sytuacji gwałtu. Polska nie jest w stanie zapewnić ich matkom pomocy materialnej i psychologicznej, dlatego pani Szydło zignorowała tę kwestię?

– Państwo jest w stanie pomóc kobietom, które spotkała tak wielka tragedia. I nad tym tematem też chciałbym, aby się wreszcie rządzący pochylili.  Czyn zabroniony, o którym mówi obecnie obowiązujący kompromis aborcyjny, jest znacznie szerszy niż gwałt. W Polsce średnio wykonuje się 1 aborcję rocznie z tego tytułu! Nie jest to więc żaden inny problem, jak tylko propagandowy, którym posługuje się „Gazeta Wyborcza” i Jarosław Kaczyński.  

Co dalej? Sprawa ochrony życia została już zakończona?

– Oczywiście, że nie. Nie spoczniemy, dopóki w Polsce dalej będzie można zabijać dzieci. Średnio, codziennie, zabijane jest troje. Od dzisiaj te trzy istnienia dziennie obciążają konto Prawa i Sprawiedliwości. Naszym obowiązkiem jest walczyć o tych, którzy sami bronić się nie mogą i przypominać wyborcom, kto mógł postawić temu tamę, a tego nie zrobił. 

Dziękuję za rozmowę.

RP

NaszDziennik.pl