logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz / Nasz Dziennik

Patriotyzm gospodarczy to nie jest abstrakcja

Środa, 12 października 2016 (04:37)

Aktualizacja: Niedziela, 27 listopada 2016 (10:55)

Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Jeszcze w tym roku dwa, w przyszłym roku osiem, a w kolejnym jedenaście śmigłowców itd. trafi do polskiej armii z Mielca i Świdnika. Czy to rozwiązanie, o którym się dowiadujemy – choć bez szczegółów – jest satysfakcjonujące?

– Powiedzmy sobie otwarcie, że sama decyzja i informacja, jaka popłynęła z ust premier Beaty Szydło w Świdniku, a następnie w Mielcu także od min. Antoniego Macierewicza, dotycząca nowej strategii, która zakłada, że sprzęt dla wyposażenia polskich Sił Zbrojnych – oczywiście w możliwym zakresie – będzie kupowany głównie w zakładach zlokalizowanych na terenie Polski, gdzie są zatrudnieni polscy pracownicy, jest informacją, która nas, związkowców, bez wątpienia ucieszyła. To pozwala nam żywić nadzieję, że będziemy dostawcami tego sprzętu dla naszej armii. Ważne jest, że dla tego rządu liczy się przede wszystkim rodzimy przemysł zbrojeniowy i kooperanci, a dopiero kiedy nie jesteśmy w stanie sami wyprodukować i dostarczyć naszej armii odpowiedniej klasy sprzętu, wówczas szukamy go za granicą, przy czym wówczas skupiamy się na offsecie, a więc inwestycjach, jakie dostawca sprzętu ma włożyć w naszą gospodarkę.     

W Wojskowych Zakładach Lotniczych w Łodzi powstanie Centrum Serwisowe Śmigłowców Wojskowych. Wygląda na to, że to, co było niemożliwe dla rządu Platformy, teraz stanie się faktem i nie tylko Mielec i Świdnik, ale też Łódź będzie mieć pracę i trwałe miejsce w polskim systemie obronnym…

– Jeszcze za rządów koalicji PO – PSL, kiedy ministrem obrony był Tomasz Siemoniak, od samego początku zwracaliśmy uwagę, że właściciele PZL Mielec, czyli koncern Sikorsky czy właściciel PZL Świdnik, a więc AugustaWestland, które – przypomnę – zainwestowały w Polsce duże pieniądze – deklarują, że nie w sposób wirtualny, jak to było w przypadku Airbus Helicopters, ale w sposób rzeczywisty Łódź i Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 1 będą centrum serwisowym dla tych śmigłowców, które ewentualnie zostaną zakupione w Mielcu i w Świdniku. To oznaczałoby miejsca pracy dla tych ludzi, którzy już pracują w Łodzi, ale również dla tych, którzy będą tam zatrudnieni. Skoro bowiem tych śmigłowców ma być więcej, to również obsługa posprzedażna, a więc serwisowanie, remonty itp. w Łodzi, będzie wymagała więcej sił i środków. Ta decyzja polskiego rządu pozwala zatem na zatrudnienie nowych pracowników w tych zakładach, które będą produkowały śmigłowce, a więc w Mielcu i Świdniku, ale również w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 1 w Łodzi. Nie ma dwóch zdań – taka decyzja się opłaca wszystkim, bo te zakłady są na terenie Polski i to tutaj w razie potrzeby mamy całą bazę, która będzie w stanie obsłużyć ten sprzęt. Do tego oczywiście dochodzi kwestia związana z bezpieczeństwem Polski, które będzie wyższe niż w przypadku zakupu francuskich caracali.

Wiceminister rozwoju Radosław Domagalski-Łabędzki, tłumacząc powody zakończenia negocjacji z Airbus Helicopters, stwierdził, że niektóre propozycje Francuzów nie tylko nie gwarantowały nam bezpieczeństwa, ale wręcz stwarzały ryzyko dla Polski. Wygląda bowiem na to, że Francuzi chcieli przejąć Wojskowe Zakłady Lotnicze w Łodzi, co oznaczałoby, że Polska nie miałaby w zasobach Skarbu Państwa żadnego zakładu lotniczego…

– Przyznam, że osobiście nie miałem możliwości usłyszeć tej wypowiedzi wiceministra Radosława Domagalskiego-Łabędzkiego, ale na tyle, na ile zdążyłem poznać wiceministra rozwoju, to wydaje się, że jest to bardzo konkretny i konsekwentny człowiek. Zresztą całe Ministerstwo Rozwoju, które negocjowało z Francuzami warunki offsetowe, było w swoich działaniach konsekwentne, uznając, że rozmowy z Francuzami muszą być i będą prowadzone w dobrej wierze, ale z zachowaniem odpowiednich proporcji, a więc z uwzględnieniem interesów polskich zakładów zbrojeniowych i lotniczych, a przede wszystkim warunków dotyczących zapewnienia bezpieczeństwa państwu polskiemu. Rozumiem Francuzów, bo każdy chciałby taki czy inny sprzęt wyprodukować, sprzedać i zarobić, ale kupujący też ma swoje prawa. Przypomnę może, że francuskie związki zawodowe także protestowały – takie sygnały do nas docierały, że ani jednej roboczogodziny nie oddadzą do Polski, że nie pozwolą zlikwidować ani jednego miejsca pracy we Francji na rzecz Polski. W tej sytuacji my, polscy związkowcy reprezentujący interesy polskich pracowników, nie mamy żadnych skrupułów i w pełni popieramy obecny rząd Prawa i Sprawiedliwości w tych działaniach, które wczoraj i dzisiaj zostały ogłoszone. Przy wyborze sprzętu obronnego o porównywalnej, wysokiej klasie powinno decydować to, gdzie jest produkowany. Jeśli taki sprzęt jest dostępny i produkowany w Polsce, to tu powinien być kupowany. To jest sprawa priorytetowa, bo tu chodzi z jednej strony o poziom bezpieczeństwa naszego państwa, a z drugiej o troskę o polskiego pracownika. To jest wreszcie wyraz odpowiedzialności za budżet naszego państwa.

To, co teraz powoli zaczyna wypływać na światło dzienne w związku z przetargiem śmigłowcowym i decyzją rządu PO – PSL o wyborze caracali, o czym pewnie nigdy się nie dowiemy w szczegółach z uwagi na tajemnicę postępowania, w jakim to świetle stawia poprzednią ekipę?

– Mogę się podzielić swoimi spostrzeżeniami. Mianowicie byłem wczoraj w Polskich Zakładach Lotniczych w Mielcu i osobiście słyszałem informację, którą ogłaszał min. Antoni Macierewicz. Byli tam parlamentarzyści PiS, m.in. z sejmowej Komisji Obrony Narodowej, był europoseł Tomasz Poręba, była wojewoda Ewa Leniart i marszałek Władysław Ortyl, byli też związkowcy z NSZZ „Solidarność” i innych związków, ale w tym gronie zabrakło posłanki Platformy Krystyny Skowrońskiej. Mimo że Mielec to jest – można powiedzieć – matecznikiem posłanki Skowrońskiej, bo stąd pochodzi, to niestety w tak ważnym dniu nie zaszczyciła swą obecnością załogi PZL Mielec. Była natomiast na pikiecie zorganizowanej przez Związek Nauczycielstwa Polskiego przed Podkarpackim Urzędem Wojewódzkim w Rzeszowie. To tylko pokazuje prawdziwe intencje i podejście polityków Platformy do spraw ważnych dla Polski, do spraw istotnych dla bezpieczeństwa naszego państwa i naszych obywateli. To, co dzisiaj wychodzi na światło dzienne, m.in. przypadki zatrudniania w firmie Airbus Helicopters polityków czy osób powiązanych z Platformą, pokazuje dobitnie, że dla tej formacji ważniejsze były interesy i troska o budżet obcego państwa niż interes państwa polskiego. To także pokazuje, kogo w tym przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii tak naprawdę reprezentował rząd Platformy i PSL. Wreszcie dziś jak na dłoni widać, jaka jest różnica między tamtą ekipą a obecnym polskim rządem.   

Platforma leje krokodyle łzy, oskarżając min. Macierewicza o to, że zdemolował kontrakt na caracale, pogwałcił procedury i dlatego PO domaga się powołania komisji śledczej, która zbadałaby wszystkie procedury i decyzje przetargowe. 

– Takie podejście, ta cała retoryka, jaka dziś płynie z ust polityków Platformy, tylko jeszcze bardziej pogrąża polityków tej formacji. W rozmowach, w których uczestniczyliśmy jako przedstawiciele strony społecznej, używaliśmy tylko merytorycznych argumentów, przekonując ekipę PO – PSL, że warto wziąć pod uwagę oferty z PZL Mielec i PZL Świdnik. Podawaliśmy zarówno argumenty ekonomiczne, dotyczące bezpieczeństwa, jak i argumenty polityczne, ale niestety nikt nie chciał nas słuchać.

Teraz jest inaczej?

– Dla mnie sytuacja jest jednoznaczna, dlatego my jako strona związkowa będziemy bronić decyzji obecnego rządu Beaty Szydło, bo ta ekipa reprezentuje polską rację stanu. Ten rząd w przeciwieństwie do poprzedniej ekipy dba o bezpieczeństwo Polski i Polaków. Natomiast to, co wyprawia dzisiaj Platforma razem z KOD i całym lewackim środowiskiem, także wchodząc w buty zagranicznych lobbystów, to tylko stanowi dowód, że ta ekipa nigdy się nie pogodziła z porażką wyborczą, że tzw. ludzie partii władzy nigdy się nie pogodzili z wolą Narodu, który zepchnął ich na margines sceny politycznej. Jestem też przekonany, że te obecne działania i to postępowanie odsunie tę formację od sprawowania władzy na długie lata. To, co robią, tylko jeszcze bardziej ich pogrąża. Jako opozycji wolno im oczywiście robić wiele rzeczy, manifestować niezadowolenie, także zgłaszać wnioski o powołanie komisji śledczej. Natomiast w mojej ocenie są to działania niemoralne i aroganckie. Czyżby ci ludzie zapomnieli, że przez osiem lat działali na szkodę Polski? Tak czy inaczej sądzę, że jest to PR-owski wybieg, który ma na celu utrzymać tę formację, która tonie, jeszcze przez jakiś czas na powierzchni. Ludzie Platformy tylko udają, że troszczą się o polskie interesy, a tak naprawdę dbają o swoje interesy i o swoje stołki.   

A może – odwracając tę retorykę – należałoby powołać komisję śledczą do zbadania postępowania przetargowego prowadzonego przez Platformę?

– Chciałbym bardzo, żeby ktoś rzetelnie zbadał, jak to faktycznie było z tym – jak głosi Platforma – stuprocentowym wypełnieniem warunków techniczno-taktycznych przez firmę Airbus Helicopters przy rozstrzyganiu procedury przetargowej. Trudno mi powiedzieć, czy do wyjaśnienia tych kwestii i szeregu innych najbardziej odpowiednia byłaby sejmowa komisja śledcza. Być może to zadanie dla np. Najwyższej Izby Kontroli? A może prokuratura powinna się przyjrzeć całemu postępowaniu przetargowemu na śmigłowce wielozadaniowe? Zresztą nie tylko temu, ale wszystkim przetargom publicznym, które miały miejsce za rządów Platformy. Myślę, że wyniki byłyby bardzo ciekawe. W naszej ocenie, w ocenie Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, działania związane z przetargiem śmigłowcowym, który koalicja PO – PSL chciała rozstrzygnąć na rzecz firmy Airbus Helicopters, były szkodliwe dla Polski i naszej armii. Może warto, żeby odtajnić całą dokumentację przetargową, szczegóły prowadzonych rozmów i wtedy się przekonamy, jaka była prawda. Niech spadnie ta zasłona, wówczas nie będzie żadnych wątpliwości. Stąd niech Platforma dobrze się zastanowi, czy rzeczywiście chce komisji śledczej, czy chce ujawnić treści rozmów, jakie w sprawie tego przetargu prowadziły rząd PO – PSL i kierownictwo MON, bo może się okazać, że dostaniemy do rąk dowody na to, czego na razie tylko się domyślamy, że dla tej ekipy interes francuski był ważniejszy od interesu Polski. Proszę sobie odpowiedzieć na pytanie, czy podobna sytuacja byłaby do pomyślenia we Francji. Czy francuski rząd stawiałby interesy innych krajów ponad swój interes narodowy? Być może w grę wchodziły także jeszcze inne kwestie…

Na przykład jakie?

– W przestrzeni medialnej pojawiają się różne argumenty, m.in. ten, że kontrakt śmigłowcowy to cena za wybór Donalda Tuska na stanowisko szefa Rady Europejskiej czy np. rekompensata za zerwanie kontraktu z Rosją na okręty Mistral.  

Jak skomentuje Pan informację, jaką podaje agencja AFP, że Airbus Group zamierza wystąpić do Polski o odszkodowanie za – jak to określono – „jednostronne zerwanie negocjacji bez porozumienia” w sprawie zakupu śmigłowców wielozadaniowych Caracal?

– Sądzę, że najlepiej, żeby w tym wątku wypowiedzieli się prawnicy. W mojej ocenie, jest to element presji, którą być może Airbus chce wywrzeć na polskiej stronie. Zawarcie umowy na zakup śmigłowców warunkuje podpisanie umowy offsetowej, która kończy i niejako dopina cały te proces. 13,5 miliarda złotych to ogromna kwota, która pobudza wyobraźnię i trudno dziwić się Francuzom, że liczyli na maksymalizację zysków i gwarancje miejsc pracy u siebie w kraju. Stało się jednak inaczej, dlatego sądzę, że nie ma się co emocjonować, obrażać i histeryzować, bo będą kolejne przetargi w związku z zapotrzebowaniem na sprzęt wojskowy.   

Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl