logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Francuzi nie obrażą się na polskie pieniądze

Czwartek, 13 października 2016 (05:15)

Z dr. hab. nauk wojskowych, wykładowcą akademickim Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Wojskowi piloci powinni się cieszyć czy może smucić z faktu zakończenia rozmów z francuskim Airbusem w sprawie zakupu śmigłowców Caracal?

– Myślę, że ani jedno, ani drugie. Powiedzmy sobie uczciwie, że ten kontrakt na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii w zasadzie – można powiedzieć, że był nierozstrzygnięty już od dawna. Pewne jest, że śmigłowce dla polskiej armii musimy zakupić, tyle że niekoniecznie te, które zostały wskazane w tym kontrakcie. Przypomnę, że przetarg na wielozadaniowe śmigłowce dla Wojska Polskiego został rozpisany w 2012 r., tymczasem po czterech latach wciąż nie mamy sprzętu. Pytanie zatem brzmi: czy uda się stosunkowo szybko nadrobić stracony czas, bo potrzeby w tym zakresie są ogromne? I – jak sądzę – rząd premier Beaty Szydło ma tego świadomość.

Co zatem obecny rząd powinien zrobić, aby nadrobić stracony czas?

– Uważam, że niepotrzebnie straciliśmy tak dużo czasu i energii na rozmowy z Francuzami, skoro i tak wszystko wskazywało, że ten kontrakt – mówiąc otwartym tekstem – jest nam po prostu niepotrzebny. Sytuacja geopolityczna się zmieniła, a co za tym idzie – zmieniły się także nasze priorytety w zakresie potrzeb sprzętowych. I według mnie, należało stwierdzić, że zmianie uległy nasze priorytety, jeśli chodzi o bezpieczeństwo narodowe, a zatem, że obecnie nie jest nam potrzebny sprzęt, który miał spełniać funkcje transportowe, co było, owszem, ważne podczas misji zagranicznych, a priorytetem jest dzisiaj obrona własnego kraju. W związku z tym trzeba było inaczej określić oczekiwania, a więc warunki techniczno-taktyczne np. w lutym czy w marcu tego roku i do dzisiaj mielibyśmy już rozstrzygnięcie i moglibyśmy kupować śmigłowce. Niestety stało się inaczej i teraz min. Antoni Macierewicz usiłuje nadrobić czas i kupuje niejako z marszu amerykańskie black hawki. Mam też nadzieję, że MON odpowiednio zadbało o podstawę prawną dla tego typu działań. Pamiętajmy bowiem, że z racji członkostwa w Unii Europejskiej obowiązują nas przepisy dotyczące zamówień publicznych, od których można odstąpić tylko z uwagi na ważny interes ekonomiczny i bezpieczeństwo państwa. Jeśli zatem sprawy natury prawnej zostaną w sposób należyty poukładane, to mam nadzieję, że uda się nadrobić stracony czas.

Czym rząd powinien się teraz kierować przy wyborze i zakupie śmigłowców?

– Przede wszystkim należy wziąć pod uwagę, że potrzebny jest nam sprzęt do obrony naszych granic, a nie – jak wspomniałem wcześniej – do wykonywania misji, w których z uwagi na członkostwo w NATO uczestniczymy. Dotyczy to również śmigłowców. Bez wątpienia potrzebne są nam śmigłowce uderzeniowe-szturmowe, które na polu walki będą mogły włączać się do działań bojowych i niszczyć takie cele, jak np. wyrzutnie rakietowe czy wozy pancerne przeciwnika. To jest pierwsza kwestia, która powinna być wzięta pod uwagę przy zakupie; po drugie, potrzebne są nam śmigłowce dla wojsk specjalnych, dla marynarki wojennej, a więc śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych, ale także do akcji ratowniczych na morzu. I właśnie w tym kierunku powinny pójść działania. Jednak sprawą podstawową jest jednocześnie opracowanie strategii, gdzie będzie czarno na białym zapisane, że jest nam potrzebny taki, a nie inny sprzęt.

Poprzednia strategia jest już nieaktualna?

– Poprzednia strategia zakładała, że w razie zagrożenia obronią nas sojusznicy z NATO, a tym, do czego powinniśmy się przygotować, jest udział w misjach zagranicznych. I pod tym kątem dobieraliśmy sprzęt wojskowy, a więc samoloty transportowe, lekki sprzęt. Natomiast w przypadku obrony kraju przed napaścią z zewnątrz te priorytety muszą być określone inaczej.  

Wspomniał Pan o śmigłowcach dla wojsk specjalnych, dla których min. Macierewicz wybrał już black hawki. Pomijając klasę tego sprzętu, to czy nie jest błędem ograniczanie się do zakupu sprzętu wojskowego w jednym kraju? 

– Nie skupiałbym się na tym, czy dany sprzęt wojskowy pochodzi z jednego kraju, ale bardziej skoncentrowałbym się na tym, czy i jakie w związku z zakupem uzbrojenia – w tym wypadku śmigłowców – pozyskujemy technologie, w oparciu o które możemy rozwijać nasz przemysł zbrojeniowy, a co za tym idzie – także zdolności obronne. Jeśli w ślad za tym wyborem pójdą odpowiednie inwestycje offsetowe w rozwój naszej gospodarki, w tym głównie w nasz przemysł zbrojeniowy, to jest to jak najbardziej nie tylko wskazane, ale wręcz konieczne.

Jeśli chodzi o offset przy zakupie samolotów F-16, to interesu raczej nie zrobiliśmy…?

– To prawda, przy samolotach F-16 nie udało się nam zrobić interesu z Amerykanami i należy mieć nadzieję, że obecny rząd wyciągnie z tego wnioski. Do tych kryteriów, którymi powinniśmy się kierować, z całą pewnością powinny należeć m.in. wzmocnienie możliwości obronnych, a tym samym siły armii, wsparcie krajowego przemysłu, nie tylko zbrojeniowego, tworzenie nowych miejsc, ale nie tylko. Kryteria dotyczące modernizacji sił zbrojnych, czyli zakupów zbrojeniowych, na całym świecie są pod szczególnym nadzorem, bo chodzi tu o pieniądze budżetu danego państwa pochodzące z kieszeni podatników. Duże programy modernizacyjne sił zbrojnych w szanujących się państwach muszą przynosić korzyści całej gospodarce danego kraju. Tak było chociażby w przypadku Finlandii, kiedy dokonywano zakupów w Stanach Zjednoczonych i wówczas zakupiono technologie do produkcji systemów telefonii komórkowej i tak powstała słynna Nokia. My niestety nie możemy się poszczycić podobnym osiągnięciem. Jest to jednak, tak jak pan mówi, kwestia tego, czy politycy odpowiedzialni za tego typu sprawy wyciągają wnioski z lekcji. Jest to zatem z jednej strony kwestia korzyści dla naszej gospodarki, a z drugiej kwestia zaopatrzenia się w możliwie najlepszy sprzęt do obrony naszych granic, bo przeciwnik jest przebiegły i potężny.

Wracając do caracali, to jest jeszcze kwestia konsekwencji, mianowicie po decyzji o zakończeniu negocjacji Francuzi wytaczają przeciw Polsce polityczne działa – jak chociażby odwołanie wizyty prezydenta Hollande’a, zapowiadają też, że będą się domagać odszkodowania…

– Prawda jest taka, że mimo wszystko strona polska źle rozegrała sprawę zakończenia negocjacji z Airbus Helicopters, stąd pojawiły się wzajemne uszczypliwości rodem z podwórka, na zasadzie kto komu dołoży. I to jest nie tylko nieprzyjemne, ale przede wszystkim niepotrzebne. W mojej ocenie, należy skończyć z komentarzami i powoli wygaszać emocje, przyjąć program modernizacji polskich Sił Zbrojnych, który – mam nadzieję – w końcu zobaczymy i wysłać sygnał do Francuzów, że mają szanse nie tylko uczestniczenia, ale także wygrania kolejnych przetargów. Nie sądzę, żeby inwestorzy i przemysł francuski nagle śmiertelnie obrazili się na polskie pieniądze i nie byli zainteresowani dalszym udziałem w modernizacji polskiej armii, gdzie pula do podziału wynosi co najmniej sto miliardów złotych. Dlatego ostudziłbym emocje, a zacząłbym szukać i prezentować pozytywne rozwiązania, które będą korzystne dla Polski, ale także dla zagranicznych producentów i ewentualnych dostawców uzbrojenia dla naszego wojska.  

Jak odczytuje Pan zachowanie opozycji, Platformy i Nowoczesnej, która krytykuje decyzję rządu o zakończeniu negocjacji z Francuzami, co więcej, martwi się o utratę miejsc pracy nie w Polsce, ale we Francji, i jeszcze straszy komisją śledczą?

– Przypomnę tylko, że kontrakt na zakup francuskich caracali został uzgodniony jeszcze przez poprzedni rząd koalicyjny PO – PSL. I to poprzednia ekipa nabałaganiła  a teraz usiłuje oskarżyć o to innych. Platforma, która dzisiaj tak krzyczy, przez ostatnie osiem lat nie była w opozycji, ale rządziła i miała wystarczająco dużo czasu, żeby przygotować i dopiąć w najmniejszych szczegółach program zakupów śmigłowców dla Wojska Polskiego, i go przeprowadzić od początku do końca. Natomiast koalicja PO – PSL dziwnymi sposobami i niemalże rzutem na taśmę w ostatniej chwili chciała zgrabnie dopiąć ten kontrakt śmigłowcowy. To, co robią dzisiaj, jest niepoważne i nawet nie bardzo zasługuje na jakikolwiek komentarz. Natomiast jeśli chodzi o kwestię wyjaśnienia okoliczności postępowania przetargowego w sprawie zakupu śmigłowców wielozadaniowych dla naszej armii, to może warto, żeby zajęły się tym odpowiednie organy i przeanalizowały wszystkie etapy. Nie przesądzam, ale nie wykluczałbym, że może to być broń obosieczna, a ofiarą mogą paść ci, którzy dzisiaj tak głośno krzyczą.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl