logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Tak oszukuje Platforma

Poniedziałek, 3 grudnia 2012 (02:14)

Senator Platformy Obywatelskiej Jan Rulewski rezygnuje z pracy w senackiej Komisji Rodziny i Polityki Społecznej. Jak mówi, nie chce być grabarzem ludzi biednych i samotnych.

"Zrezygnowałem po 5 latach pracy, a w zasadzie po 16 latach zajmowania się polityką społeczną. Wydawało mi się, że to jest miejsce, w którym nadal będę służył "Solidarności", tylko już w czasach państwa demokratycznego. Niestety nie mogłem dłużej wytrzymać. Uznałem po pierwsze, że to strata czasu, marnowanie pieniędzy podatników i stwarzanie fałszywych wyobrażeń wobec tych wszystkich ludzi, z którymi konsultowałem sprawy polityki społecznej. (...) Czułem się grabarzem ludzi biednych, słabych i samotnych, opuszczonych" - mówi w rozmowie z portalem Stefczyk.info senator Rulewski.

Czarę goryczy przelało zachowanie jego partyjnego kolegi, przewodniczącego komisji Mieczysława Augustyna, a konkretnie sposób procedowania nad projektem nowelizacji ustawy o świadczeniach rodzinnych. Miał tak manipulować czasem i przebiegiem obrad, aby uniemożliwić senatorom zgłaszanie poprawek.

Jedna z nich dotyczyła wykreślenia z projektu zapisu uniemożliwiającego pracodawcy zatrudniającego osoby niepełnosprawne szczególnej troski - a więc chorych na choroby psychiczne, z ogólnymi zaburzeniami rozwojowymi organizmu, z epilepsją, a szczególnie niewidomych - wypłacanie im premii.

Inna poprawka przewidywała z kolei wykreślenie zapisów pozbawiających osoby niepełnosprawne świadczenia pielęgnacyjnego w sytuacji, gdy zostają zatrudnione.

W trakcie debaty nad tym projektem pominięto też konsultacje ze środowiskami niepełnosprawnych. "Wręcz okłamano nas, że rzekomo on [Augustyn - red.] uzyskał od nich zgodę na dalsze prowadzenie projektu. Przed chwilą to sprawdziłem. Ci ludzie protestują i jasno mówią, że nikt z nimi niczego nie konsultował" - relacjonuje Rulewski.

Podobna sytuacja miała zaistnieć podczas prac nad ustawami emerytalnymi. "Zgłosiłem wówczas dość istotne poprawki. Była obawa, że przejdą, więc pan przewodniczący po cichu zaproponował mi układ: ja wycofuję poprawki, a komisja przychyli się do mojego projektu uchwały, który wzywa do dalszych reform emerytalnych, ale w oparciu o pełny konsensus społeczny. Oczywiście finalnie odrzucono zarówno poprawki, jak i uchwałę" - mówi senator.

Zaznacza, że instrukcje co do procedowania obu ustaw wypłynęły z rządu. Tym samym komisja stała się rządową delegaturą. A taki charakter, przypomina polityk, organa państwowe przybierały za czasów rządów nomenklatury komunistycznej. "Takie obrazki ostatni raz widziałem w komunie na sesji wojewódzkiej rady narodowej, kiedy to pan wojewoda Bąk obiecał radnym, że porozmawia z nimi. Mieli wrócić na salę. Zamiast tego milicja nas wypędziła z obrad, bijąc przy tym. Na szczęście dziś jeszcze nie biją" - zauważa.

Jednak pomimo zastrzeżeń do Platformy Obywatelskiej Rulewski zapowiada, że nie zamierza opuścić jej klubu parlamentarnego.

Problem sposobu procedowania nad ustawami Rulewski podniósł na ostatnim posiedzeniu plenarnym Senatu. Po tym jak Augustyn wniósł o uzupełnienie obrad izby o rozpatrzenie projektu nowelizacji ustawy o świadczeniach rodzinnych.

- Komisja przyjęła poprawki do tej ustawy, a ponieważ ma ona wejść w życie 1 stycznia 2013 r., jest potrzeba rozpatrzenia jej na tym posiedzeniu - argumentował przewodniczący senackiej Komisji Rodziny i Polityki Społecznej.

- Wyrażam sprzeciw. Brałem udział w pracach nad tą ustawą w Komisji Rodziny i Polityki Społecznej. I w trakcie tych prac poinformowano, że mają one charakter, powiedziałbym, wstępny, że to są prace przed podjęciem ostatecznych decyzji za dwa tygodnie, powtarzam: za dwa tygodnie. Zatem w ten sposób wyłączono możliwość składania poprawek. To po pierwsze. Po drugie, w trakcie prac komisji okazało się, że nie zostali zaproszeni przedstawiciele głównego podmiotu tej ustawy, czyli osób o znacznym i umiarkowanym stopniu niepełnosprawności, z dodatkiem: o szczególnej niepełnosprawności - ripostował Rulewski. Ostatecznie Senat przegłosował wniosek Augustyna.

Anna Ambroziak

Nasz Dziennik