logo
logo

Niedawno powiatowy szpital w Wodzisławiu Śląskim i Rydułtowach wzbogacił się o dwie nowe karetki. Ich zakup częściowo sfinansowały lokalne samorządy Zdjęcie: STAROSTWO POWIATOWE W WODZISŁAWIU ŚLĄSKIM/ Inne

Limity na zdrowie

Wtorek, 25 października 2016 (18:39)

Czy poszukiwanie oszczędności w borykającej się z problemami finansowymi polskiej służbie zdrowia powinno odbywać się kosztem zdrowia i życia pacjentów?

Do naszej redakcji zgłosili się Czytelnicy zaniepokojeni planami zamknięcia oddziału ginekologiczno-położniczego w szpitalu w Rydułtowach (Śląskie). – Moja żona Barbara jest w 12. tygodniu zagrożonej ciąży i leczy się w tej placówce. To jest bardzo dobry oddział. Cieszy się świetną opinią w regionie. Przyjeżdżają do niego pacjentki z całego Śląska – wyjaśnia pan Dariusz, który interweniował w tej sprawie u samego wojewody. – Złożyłem pismo i wojewoda przekazał je w urzędzie pani dyrektor, która ma pod sobą placówki medyczne – dodaje.

Przyszłość rydułtowskiej porodówki jest zagrożona, bo 8 na 10 lekarzy oddziału pod koniec lipca złożyło wypowiedzenia. Ich termin mija 30 października. – Rozmawiamy z nimi, by je wycofali. Na chwilę obecną sprawa jest rozwojowa. Dyrekcja podejmuje starania w celu zapewnienia obsady lekarskiej. Jeśli nie da się jej zapewnić do końca miesiąca, to od 1 listopada istnieje takie prawdopodobieństwo i konieczność czasowego zawieszenia działalności tego oddziału – wyjaśnia „Naszemu Dziennikowi” Sławomir Graboń, rzecznik szpitala.

Szpital w Rydułtowach kilka lat temu połączono z placówką w Wodzisławiu Śląskim. Dziś ta zespolona jednostka tonie w długach. Zadłużenie wynosi 39 milionów złotych. Szukanie oszczędności sprowadzało się dotychczas m.in. do planów, by łączyć oddziały i przenosić z jednego miasta do drugiego. Dlatego już wcześniej pojawiały się pomysły, by porodówkę w Rydułtowach przenieść do Wodzisławia. Optymalizacja kosztów wiązała się także z wprowadzeniem wymogów, które w ocenie lekarzy stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa zdrowotnego pacjentów i obniżenia jakości świadczeń. Dlatego złożyli wypowiedzenia.

Ceniony oddział do likwidacji

– Nam nie chodzi o pieniądze i podwyżki, bo rozumiemy trudną sytuację szpitala – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” jeden z lekarzy. Medycy nie zgadzają się m.in. na zbyt radykalne limity na leki, które zaproponowało kierownictwo. – Miesięcznie na lekarstwa na naszym oddziale możemy przeznaczyć 4 tys. zł. Przy ilości 270-320 hospitalizowanych pacjentek stanowi to od 12 do 16 zł na jedną leczoną osobę. Jako lekarze uważamy, że ustalenie takich limitów wydatków jest moralnie i etycznie nie do przyjęcia i nie wyrażamy na to zgody – zaznaczają. Nie godzą się też na cięcia finansowe ustalone dla środków dezynfekcyjnych i sanitarnych. – Decyzje te naruszają określone w aktach prawnych procedury i standardy postępowania – wskazują lekarze.

– Nikt nie odpowiedział nam też, dlaczego zabrania się nam przyjmowania pacjentek w stanie zagrożenia życia, pod groźbą sankcji dyscyplinarnych – twierdzą. – Tak postępować może jedynie ktoś, dla kogo działalność szpitali stanowi tylko wartość w wymiarze finansowym i kto jest jednocześnie niezorientowany w mechanizmach funkcjonowania NFZ – mówią lekarze. Tymczasem dzięki temu, że do tej pory ilość kontraktowanych świadczeń była nieznacznie przekraczana, NFZ corocznie podwyższał szpitalowi limity. – To zapewniło naszemu oddziałowi jeden z najwyższych kontraktów w województwie, blisko dwa razy większy od porównywalnego wielkością i kosztami oddziału w Wodzisławiu Śląskim – podkreślają. Ginekolodzy zwracają też uwagę, że jest ich za mało. – Przy ilości 1200-1300 porodów rocznie na oddziale w Rydułtowach nie może dyżurować tylko jeden lekarz, bo może to zagrażać bezpieczeństwu rodzących kobiet i ich dzieci – mówią. – Pacjentki chętnie przychodzą do nas, bo cenią sobie nasz oddział. Szpital miał straty, a my przynosiliśmy ponad 1 mln zł zysku rocznie. Wielu z nas pracowało tutaj 30-40 lat. To był nasz drugi dom. Na oddziale w Wodzisławiu jest tylko 600 porodów rocznie – tłumaczą.

 

Niepewny los położnych

– Problemem nie jest więc połączenie oddziałów, bo lekarze mogą pójść pracować do Wodzisławia. To są niewielkie odległości – ok. 6 km. Problemem jest to, że odchodzą specjaliści, którzy przynoszą pieniądze placówce – wyjaśnia „Naszemu Dziennikowi” jedna z położnych. Ta grupa z kolei obawia się o swoje miejsca pracy. W przypadku zawieszenia oddziału zostaną przeniesione do Wodzisławia. – To oznacza, że będzie tam 5 lekarzy i 100 położnych, więc spodziewamy się redukcji – mówi położna z Rydułtów. – O tych zwolnieniach na razie się nie mówi, ale problem z pewnością się już wkrótce pojawi – dodaje. Pracownicy placówki w Rydułtowach twierdzą, że w konsekwencji może dojść do całkowitego wygaszenia jej działalności medycznej.

We wrześniu powołano nową dyrekcję szpitala, która zapewnia, że zostanie wprowadzony plan naprawczy. Do jego przygotowania zobligował ją zarząd powiatu, który zawiaduje jednostką. – Jest plan restrukturyzacji, dyrekcja go przedstawiła, strony się z nim zapoznały. Jest on ukierunkowany na dalszy rozwój i funkcjonowanie szpitala – zaznacza Sławomir Graboń. Poproszony o szczegóły tego planu, rzecznik szpitala prosi o napisanie e-maila w tej sprawie. Zapytaliśmy go również o miesięczne limity na leki, cięcia finansowe dla środków dezynfekcyjnych i sanitarnych oraz czy wprowadzono zakaz udzielania świadczeń zdrowotnych ponad ustalone limity. Do chwili zamknięcia tego numeru nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Aneta Przysiężniuk-Parys

Nasz Dziennik