„Ale nam nie chodzi o zabijanie! Nam chodzi o wybór!”, „Poszłam na czarny protest, bo nie chcę rodzić niepełnosprawnego dziecka”, „Nie jestem za aborcją, ale poszłam protestować, bo co będzie, jeśli ktoś mnie zgwałci i zajdę w ciążę? Chcę móc wybrać”. Takie głosy pojawiały się czasem przy okazji nieustannego tłumaczenia ludziom, że aborcja to mordowanie człowieka – bez względu na to, czy jest to człowiek z gwałtu, Żyd, niepełnosprawny, leworęczny czy inny.
Organizatorzy ostatnich akcji aborcyjnych sprytnie próbowali odwrócić kota ogonem – niby ich postulaty dotyczyły zostawienia starego porządku, ale już aktywiści partii Razem i inne lewicowe stowarzyszenia współtworzące protesty wyraźnie zaznaczały, że chodzi im o prawo do zabijania na życzenie. Mało tego, niektórzy jakby zapomnieli, że te same środowiska i organizacje, które rozkręcały „czarne protesty”, jeszcze przed chwilą składały w Sejmie projekt, według którego dzieci ciężko chore można by zabijać do końca ciąży.
Prawdę jednak trudno ukryć. Zwłaszcza jeśli prawda tyczy się pogardy dla życia. I tak po złotoustej Bakule, domagającej się aborcji „bękartów i kalek”, przyszedł czas na inne celebrytki wspierające do tej pory dziewuchy. Jedna z nich, piosenkarka Natalia Przybysz, pochwaliła się swoją aborcją, o której nawet wymyśliła piosenkę. Powodem zabicia jej dziecka nie była wada letalna ani nawet podejrzenie zespołu Downa, nie był nią gwałt. Nie, powodem był… za mały metraż mieszkania. Piosenkarka twierdzi, że nie chciałoby się jej teraz zamieniać 60-metrowej maleńkiej „klitki”, w której gnieździ się już z konkubentem i dwojgiem dzieci, na coś większego. Mówiła też o niechęci do pieluch i powrotu do nich, o partnerze, któremu szkoda było dokładać trzecie dziecko na utrzymanie, ale słowa z mieszkaniem zapadły ludziom w pamięć najmocniej.
Bo oto wyszło szydło z worka
I pokazało, o co chodzi celebrytkom reklamującym „czarny protest”. Nie obchodzi ich tak narzucana w ostatnim czasie prolajferom pomoc potrzebującym, bo nadal, poza krzykami, nic dla tych potrzebujących, w przeciwieństwie do prolajferów, nie zrobili. Nie obchodzi ich nawet zgniły aborcyjny kompromis. Nie – celebrytki boją się, że jeśli ciąża zastanie ich w rozkwicie kariery, jeśli nagle zapomną pigułek, gumek albo te nie zadziałają, mimo tak dobrej, prowadzonej również przez nie, kampanii reklamowej, nie będą mogły tego dziecka zabić. No bo jak, skoro to nielegalne? To znaczy, można wyjechać na Słowację, jak Przybysz, ale ciężko tak jechać ze świadomością chęci zabicia nienarodzonego dziecka. Ciężej niż usunąć za rogiem, u znajomego lekarza, legalnie. A skoro legalnie, to przecież nie powinno być to takie złe.
O to chodzi organizatorom czarnego protestu i przez panią Natalię mają oni teraz dużo trudniejszą sytuację. Bo nie tak miało być! Jeszcze nie teraz. Teraz czas na urabianie ludzi na „ciężką sytuację życiową”, czyli, oczywiście, nie pochwalamy aborcji, nawet zgodzimy się z tym, że to zabójstwo – ale czasem trzeba. Bo dziecko niepełnosprawne, bo mąż będzie bił kobietę, bo kobieta nie wyjdzie z biedy z dzieckiem. A tu wyskakuje piosenkarka jak Filip z konopi i radośnie oznajmia, że usunęła ciążę, odzyskując przypadające na nią metry kwadratowe mieszkania, a nawet napisała o tym piosenkę. Mało tego, z ochotą pomagał jej we wszystkim konkubent, najwyraźniej radując się, że nie będzie musiał bawić kolejnego bachora w czasie, gdy kobieta zarabia. Faux pas, nie teraz, pani Natalio!
Mleko się rozlało, słychać głosy oburzonych, że nie tak to miało wyglądać. Że jeśli to są te „trudne sytuacje”, to „czarny protest” nie jest dla nich. I może nawet ktoś by zauważył, że delikatnie mówiąc, przerażające wyznanie jest bardzo na rękę obrońcom życia, ale nie jest. Zginęło dziecko i zginęło tylko dlatego, że komuś żal było ewentualnej kariery i wcale niemałego metrażu. I to jest w całym tym wyznaniu najstraszniejsze. Reszta to tylko dodatek. Bo przypominam – zabójstwo jest zabójstwem, bez względu na to, czy zabijamy z powodu gwałtu, małego mieszkania czy podejrzenia choroby. I o tym osoby nagle wypisujące się z „czarnego protestu” najwyraźniej zapomniały.

