logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Kto tu kłamie

Wtorek, 4 grudnia 2012 (02:05)

Małopolska policja bynajmniej nie zaprzecza, że w operację przeciwko krakowskim licealistom była zaangażowana Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Obecność funkcjonariuszy Agencji zdecydowanie potwierdzają też uczniowie, rodzice i nauczyciele.

 

Rzecznik prasowy ABW ppłk Maciej Karczyński oświadczył w niedzielę, że Agencja nie była zaangażowana w operację przeciwko licealistom, którzy utworzyli organizację strzelecką Młodzi Narodowych Sił Zbrojnych, afiliowaną przy zarządzie małopolskich struktur kombatanckich Związku Żołnierzy NSZ w Krakowie.

Karczyński, gnany przemożną potrzebą dementi, zupełnie nieoczekiwanie włączył się do rozmowy polityków, telefonując do studia programu "7. dzień tygodnia" w Radiu Zet.

"Nie wchodziliśmy tam. To jest kłamstwo" - powiedział.

Co innego mówi jednak w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" podinspektor Dariusz Nowak z małopolskiej komendy policji.

- Pana artykuł jest obszerny, zawiera więcej, niż mógłbym panu powiedzieć. Cóż więc mógłbym jeszcze panu powiedzieć, by pana zaskoczyć? - tłumaczy policjant.

Nowak nie dementuje udziału innych służb, w tym Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w działaniach podjętych wobec grupy uczniów. Na konkretne pytanie w sprawie dementi Agencji odpowiada: - Uznajmy, że tak jest: my byliśmy na pewno.

I odsyła do osób reprezentujących inne służby, w tym ABW.

- Czy może pan powiedzieć wprost, że była to czysto policyjna akcja i innych służb na miejscu nie było? - dopytuje podinspektora Nowaka "Nasz Dziennik".

- Odpowiadam w imieniu policji i mogę panu powiedzieć, że policja na miejscu była. Za inne instytucje odpowiadać po prostu nie mogę - tłumaczy policjant.

Podobne zapewnienia na pytanie o obecność ABW w szkole słyszymy od jednego z nauczycieli zobowiązanego do zachowania dyskrecji. "Nie potwierdzam, nie zaprzeczam" - mówi dyplomatycznie mężczyzna.

Michał Cieślawski, dowódca grupy Młodzi NSZ Małopolska, potwierdza raz jeszcze: "ABW tam była".

- Mówili nam to świadkowie: nauczyciele ze szkoły oraz rodzice, zarówno moi, jak i mojego kolegi, u którego przeprowadzono rewizję - relacjonuje. Świadkiem przeszukania w domu była jego mama.

- Wszystkie te relacje były zbieżne co do obecności Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Mogą to po prostu potwierdzić osoby, które pracują w szkole - dodaje.

"Nasz Dziennik" poinformował w sobotę, na podstawie rozmów z bezpośrednimi świadkami zdarzenia, o rozpytywaniu, przesłuchiwaniu i rewizji w domach sześciu krakowskich licealistów. Funkcjonariusze policji, ABW i Straży Granicznej sprawdzali, czy nie posiadają broni i materiałów wybuchowych. Wszystko w związku z działaniami służb w sprawie Brunona K., naukowca podejrzewanego o plany przygotowania zamachu terrorystycznego na prezydenta, premiera i Sejm. Uczniowie byli pytani, czy mają z nim jakieś związki, badano ich poglądy polityczne.

- Na temat naszych poglądów politycznych rozmawialiśmy głównie podczas rozpytania i takiej pogadanki w szkole - relacjonuje Cieślawski.

Podczas przesłuchań funkcjonariusze zbierali informacje na temat organizacji, którą zawiązali, nazwisk, danych, charakteru działalności grupy Młodzi NSZ Małopolska. Działania zostały podjęte po uzyskaniu - jak deklaruje policja - "wiarygodnej informacji". Dlaczego jednak zamiast dyskretnej akcji rozpoznania bez weryfikacji postanowiono użyć tak konfrontacyjnej metody?

- Możemy dyskutować o faktach - tłumaczy podinspektor Dariusz Nowak, nie chcąc wdawać się w ocenę działań podjętych wobec licealistów. Podkreśla, że policja otrzymała wiarygodną informację, którą musiała sprawdzić. Zaznacza również, że sprawa nie jest zamknięta.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że poranną wizytę funkcjonariusze złożyli ostatnio w mieszkaniu 17-latka, który aplikował do grupy Młodzi NSZ.

- Nic nie możemy rozstrzygać, cały czas trwa postępowanie. Rzeczywiście w czasie przeszukań nie znaleziono czegokolwiek, co byłoby zabronione. Taka jest prawda - kwituje Nowak.

Maciej Walaszczyk

Nasz Dziennik