Sejm zajmuje się sprawą powołania do istnienia Wojsk Obrony Terytorialnej. Widzi Pan potrzebę tworzenia nowego rodzaju sił zbrojnych?
– Jestem po wstępnych rozmowach telefonicznych z płk. Wiesławem Kukułem, dowódcą Wojsk Obrony Terytorialnej, i Polskie Lobby Przemysłowe im. Eugeniusza Kwiatkowskiego wkrótce zorganizuje konferencję na ten temat, gdyż uważamy, że jest on wyjątkowo interesujący. Ten typ wojsk jest nam bardzo potrzebny. Pamiętajmy, że w Polsce już funkcjonowały jednostki obrony terytorialnej – w poprzednim systemie, jak i po 1989 r. Zostały one jednak zlikwidowane, co do dzisiaj jest dla mnie rzeczą niezrozumiałą. Oficjalnie miało to związek z tzw. profesjonalizacją armii, którą forsował minister Bogdan Klich. Tamte jednostki obrony terytorialnej miały trochę inne cechy niż te, nad którymi pracuje minister Antoni Macierewicz. Dzisiaj mówimy tylko o zadaniach bojowych, a wtedy wykonywały dodatkowo pewne prace społeczne. To, co teraz obserwujemy, jest to tylko odbudowywanie starego, ale na nowych warunkach.
I jaką formę powinny przyjąć? Co uważa Pan za podstawę przy ich tworzeniu?
– Uważam, że rekrutacja do tych wojsk powinna przebiegać wśród członków organizacji paramilitarnych, ale w oparciu o kryteria typowo wojskowe. Następna sprawa to takie ich zorganizowanie, aby były nastawione na obronę terenu, na którym funkcjonują, czyli związane z miejscem stacjonowania.
A co z wyposażeniem?
– Oczywiście niemożliwe jest, aby zostały tak wyposażone jak wojska operacyjne, ale oprócz broni strzeleckiej muszą posiadać broń przeciwlotniczą i przeciwpancerną. Myślę tu o przenośnych zestawach rakiet przeciwlotniczych Grom i Piorun. Istotne jest to, że są produkowane w Polsce. Są jeszcze rakiety przeciwpancerne. W tej chwili mamy izraelskie spiki, ale dzięki licencji produkujemy je u nas. Co bardziej optymistyczne, trwają prace nad typową konstrukcją polską. Te dwa zestawy – do obrony przeciwlotniczej i przeciwpancernej – muszą stanowić podstawę wyposażenia. Poza tym broń lekka.
Pojazdy?
– Tak, ale tutaj równie ważne jest, aby do ich dyspozycji były oddane śmigłowce wielozadaniowe. Nie twierdzę, że trzeba je im przekazać, ale powinni mieć możliwość korzystania z nich w razie potrzeb. Jeżeli obrona terytorialna ma wspierać wojska operacyjne, to powinna mieć możliwość przemieszczania się wraz z nimi.
Kwestia szkolenia wydaje się kluczowa. Może warto zastanowić się nad powrotem do powszechnego poboru?
– Ta sprawa jest wyjątkowo poważna i wymaga szerokiej debaty, jaką formę ma przyjąć powszechny pobór, jaki ma być jego rozmiar itd. Ale bez wątpienia to by znacząco wpłynęło na zwiększenie liczebności naszej armii. To jest dobry moment na dyskusję, bo idea Narodowych Sił Rezerwy w ogóle się nie sprawdziła. A wszystko przez to, że funkcjonowanie ich było tak kiepskie, że nie udało się znaleźć tylu chętnych, ile przygotowano miejsc. Samym szkoleniem obrony terytorialnej powinny zająć się szkoły oficerskie. Myślę tu szczególnie o Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu. W mojej ocenie, tak właśnie rekruci otrzymają najlepsze przygotowanie. W sprawach szkolenia trzeba też poruszyć jedną kwestię: Wojska Obrony Terytorialnej powinny mieć pewne cechy wojsk specjalnych, a więc GROM czy Formozy. Mówię tu tylko o niektórych cechach, bo wiadomo, że idealnie nie da się i nie można ich skopiować. Dlatego uważam, że świetną decyzją było to, aby na ich czele stanął płk Wiesław Kukuła, który był dowódcą Pułku Komandosów w Lublińcu. Także on doskonale zna specyfikę wojsk specjalnych, ich szkolenie, a tym samym swoje doświadczenie może przenieść na tę formację.
Szczególnie zaangażowany w powstanie WOT jest minister Antoni Macierewicz. Opozycja twierdzi, że szef MON buduje swoją prywatną armię. A jak Pan widzi tę kwestię?
– To już jest polityka. W tej fazie budowy wojsk zaangażowanie ministra Macierewicza jest zrozumiałe. Pamiętajmy, że równolegle trwają prace nad reformą systemu dowodzenia. Kiedy ta się zakończy, wtedy Wojska Obrony Terytorialnej znajdą się pod bezpośrednim dowództwem wojskowych. Jeżeli WOT mają znacząco wzmocnić polski system bezpieczeństwa, a taka jest idea ich powstania, to innej drogi nie widzę, jak tylko odpowiednie umieszczenie ich w systemie dowodzenia. A tam szef MON będzie miał na nie taki sam wpływ jak na inne rodzaje sił zbrojnych.

