logo
logo

Zdjęcie: WSIiZ/ Domena publiczna

Islamski „kret” w służbach to zagrożenie nie tylko dla Niemiec

Poniedziałek, 5 grudnia 2016 (03:15)

Z gen. bryg. rez. dr. inż. Tomaszem Bąkiem, dyrektorem Instytutu Studiów nad Terroryzmem Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Wcześniej w Bundesferze, a teraz w centrali Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji (BfV) w Kolonii. Czy zaskoczyła Pana informacja o islamistycznym „krecie” w niemieckich służbach kontrwywiadowczych?

– Nie od dzisiaj wiadomo, że na całym świecie, we wszystkich państwach trwa rywalizacja służb specjalnych zarówno wywiadu, jak i kontrwywiadu. W związku z tym musimy się liczyć również z taką ewentualnością, że w służbach wywiadowczych będą się pojawiać tego typu zradykalizowane osoby.

Mężczyzna miał za zadanie obserwowanie salafitów w Niemczech, tymczasem planował zamach bombowy na centralę BfV w Kolonii. Na ile wiarygodną wiedzą dysponują niemieckie służby kontrwywiadowcze, skoro pozyskiwaniem jej zajmują się de facto sympatycy tzw. Państwa Islamskiego?

– To dobre pytanie. Rzeczywiście cała ta sprawa może świadczyć o pewnym chaosie i bałaganie wewnątrz służb kontrwywiadowczych w Niemczech. Nie dotyczy to jednak tylko Niemiec, bo podobne sytuacje mieliśmy w przypadku francuskich sił specjalnych, kiedy się okazało, że zagrożenia i sytuacja przekroczyła możliwości służb. Oczywiście ze strony służb zawsze możemy usłyszeć zapewnienia o gotowości do podjęcia określonych kroków, a więc do wykrywania i przeciwdziałania wszelkim zjawiskom związanym głównie z terroryzmem, ale nie do końca tak jest. Wspomnę tylko, że w ubiegłym roku francuskie służby specjalne przyznały, że nie panują nad sytuacją, a więc weryfikacją osób związaną z niekontrolowanym napływem migrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Z kolei brak możliwości weryfikacji tożsamości tych osób może się przekładać na inwigilację urzędów państwowych czy służb specjalnych przez zwolenników, sympatyków czy nawet członków tzw. Państwa Islamskiego.        

Jakie szkody mógł wyrządzić i jakie informacje mógł przekazywać agent ISIS?

– Oględnie mówiąc, te szkody mogą być bardzo poważne. Przede wszystkim taki „kret” może posiadać wiedzę dotyczącą technik działania służb specjalnych – zwłaszcza w kwestii zwalczania i przeciwdziałania zjawiskom ujawniania się tzw. Państwa Islamskiego na terenie Europy czy na obszarze poszczególnych państw. Ponadto taki człowiek może destabilizować sytuację wśród innych pracowników służb specjalnych. Na przykład może celowo wprowadzać do obiegu błędne informacje, które zamiast służyć pomocą w zwalczaniu terroryzmu, będą dezinformować służby wywiadowcze czy kontrwywiadowcze.

Czy w tej sytuacji są wiarygodne informacje, którymi dysponują służby niemieckie i na podstawie których podejmują działania?

– To dobre pytanie, na które jednak trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Natomiast z całą pewnością sprawa islamisty w centrali niemieckich służb BfV jest dowodem na luki istniejące w systemie bezpieczeństwa, które należy uszczelnić i dotyczy to nie tylko Niemiec.

Podanie informacji o wykryciu „kreta”, który uprawiał w internecie proislamską propagandę i ujawniał tajemnice państwowe czy, jak słyszymy, przygotowywał zamach, powinno się odbywać w świetle kamer?

– Właściwie są dwie szkoły. Jedna mówi, że te informacje z jasnych względów powinny być ściśle tajne i nie mają prawa ujrzeć światła dziennego. Natomiast druga głosi, że ze względów profilaktycznych takie wiadomości powinny być nagłaśniane. Chodzi o to, że w momencie ujawnienia takiej informacji u innych osób powiązanych czy też zamieszanych w podobne procedery mogą się pojawić nerwowe ruchy, a wówczas sam „kret” jest łatwiejszy do zidentyfikowania, jak również jego powiązania i kontakty z innymi osobami na zewnątrz, jak i wewnątrz służb specjalnych. Poza tym ujawnienie informacji o wykryciu „kreta” jest to istotny czynnik odstraszania innych potencjalnych agentów czy zwolenników tzw. Państwa Islamskiego, którzy chcieliby prowadzić taką czy podobną wrogą działalność.

Okazuje się, że ten zdeklarowany islamista w centrali Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji w Kolonii oferował pomoc innym zwolennikom ISIS w dostaniu się do służby kontrwywiadowczej. Dużo może być takich wtyczek w niemieckich służbach?

– Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Natomiast jeśli ten islamista miałby wpływ na to, jak odbywa się proces weryfikacji i przyjmowania kandydatów do służb specjalnych, to jemu podobnych wewnątrz niemieckiej BfV może być więcej. Jednakże uważam, że najprawdopodobniej cały ten proces wykrycia „kreta” odbywał się w sposób bardzo przemyślany, zorganizowany i wszystko, o czym usłyszeliśmy, nie było dziełem przypadku, ale odbyło się po zasięgnięciu wielu opinii i przy zastosowaniu specjalnej ścieżki. Proszę pamiętać, że ktoś, kto chce się dostać do służb specjalnych, zazwyczaj tam nie trafia, bo to służby wybierają sobie kandydatów, a nie odwrotnie.    

Co przyczynia się do radykalizacji ludzi, którzy mają odpowiadać za bezpieczeństwo, a de facto stają się namiestnikami tzw. Państwa Islamskiego?

– Sytuacja geopolityczna, z jaką ostatnimi czasy mamy do czynienia w Europie, konflikty i coraz więcej problemów związanych chociażby z ruchem migracyjnym, w tym również z przenikaniem na nasz kontynent elementów tzw. Państwa Islamskiego, to wszystko jest czynnikiem wywołującym chaos w działaniach służb. Dotyczy to zarówno służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo, ale też tych, które kierują państwem.

Wspomniał Pan, że to służby wybierają sobie odpowiednich kandydatów do swoich szeregów, a jak tzw. Państwo Islamskie pozyskuje zwolenników, co jest tym czynnikiem radykalizującym? 

– Przede wszystkim wyłuskują ludzi, głównie Europejczyków sfrustrowanych bądź to sytuacją polityczną, bądź ekonomiczną. Z kolei osoby takie, posiadając europejski paszport, wyjeżdżają do krajów, które są objęte działaniami czy wpływami tzw. Państwa Islamskiego, tam są indoktrynowani, przechodzą szkolenie, po czym z „wypranymi mózgami” wracają legalnie do krajów swego pochodzenia. Mieliśmy przecież przypadek również polskiego obywatela, który był poszukiwany przez Interpol tzw. czerwoną notą za przyłączenie się do tzw. Państwa Islamskiego. I to jest największym zagrożeniem. Możemy się spodziewać, że takich ludzi radykalizujących się będzie coraz więcej.

Jest to zatem metoda działania islamistów…?

– Jak najbardziej tak można to określić. Zarówno Francuzi, Niemcy, Norwegowie czy Szwedzi szacują, że od pięciuset do nawet półtora tysiąca Europejczyków działa w strukturach tzw. Państwa Islamskiego. Oczywiście na ile te statystyczne dane są prawdziwe, to trudno powiedzieć, ale z całą pewnością jest to bardzo poważny sygnał, którego nie należy lekceważyć. Mamy bowiem do czynienia z ludźmi, którzy są zindoktrynowani przez ISIS, są doskonale przygotowani do działania na rzecz ISIS, za to na szkodę państw Unii Europejskiej. Co istotne, są to ludzie, którzy mają europejskie paszporty i mogą się swobodnie poruszać na terenie państw wspólnoty. To jest czynnik ryzyka, zresztą Europol ostrzega przed bojownikami ISIS w Europe, którzy mogą przeprowadzić na terytorium Starego Kontynentu jeszcze więcej zamachów terrorystycznych, niż to miało miejsce dotychczas. Sposób działania tzw. Państwa Islamskiego, które zostało poważnie osłabione poprzez działania sił koalicji w Syrii czy w Iraku, się zmienia. W tej sytuacji można się spodziewać również bardziej aktywnego powrotu z tamtych rejonów zagranicznych bojowników i ich rodzin na terytorium Unii Europejskiej.

Można przeciwdziałać temu przenikaniu potencjalnych terrorystów na teren Europy?

– Oczywiście jest to bardzo trudne. Bywa, że poszukiwanie potencjalnych terrorystów można przyrównać do szukania igły w stogu siana. Tak czy inaczej służby specjalne mają swoje metody, do których należy zaliczyć kontrole oraz wnikanie w środowiska struktur tzw. Państwa Islamskiego, co wcale nie jest proste.  

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl