Wczoraj we Wrocławiu przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk na zakończenie Europejskiego Roku Kultury, zamiast podsumować to wydarzenie kulturalne, na początku odczytał z kartki antyrządowe wystąpienie.
Kompetencje przewodniczącego Rady ograniczają się do ustalania z rządami państw członkowskich agendy poszczególnych jej posiedzeń, prowadzenie obrad i zaproponowanie konkluzji szczytów, a także reprezentowanie tego organu na różnych międzynarodowych spotkaniach.
Nie ma on prawa komentowania polityki wewnętrznej prowadzonej przez poszczególne państwa członkowskie, a tym bardziej pouczania ich rządów czy większości parlamentarnych.
I tego nie robi, nie odważył się nawet na żadne słowa krytyki wobec Turcji, kraju stowarzyszonego z UE, którego rząd i prezydent po tzw. puczu, zdecydowali się na przeprowadzenie masowych aresztowań wojskowych, sędziów, policjantów i dziennikarzy.
W odniesieniu do Polski od momentu, kiedy Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory parlamentarne i powołało rząd premier Beaty Szydło, często publicznie wypowiada się krytycznie, ba, zdecydował się przyjmować oficjalnie przedstawicieli opozycji parlamentarnej, a także pozaparlamentarnej, w tym przywódcę KOD Mateusza Kijowskiego.
Wczoraj w odczytanym z kartki wystąpieniu stwierdził między innymi, adresując to wyraźnie do polskiego rządu i większości parlamentarnej, „że demokracja, w której pozbawia się ludzi dostępu do informacji lub narzuca jeden model życia, staje się równie nieznośna jak dyktatura”.
I później: „Kto dziś podważa europejski model demokracji, gwałcąc konstytucję i dobre obyczaje, naraża nas wszystkich na strategiczne ryzyko, odrzucając ducha wolności i wspólnoty, pisze kolejny akt dramatu polskiego”.
I na koniec: „po wczorajszych wydarzeniach w Sejmie i na ulicach Warszawy, mając też w osobistej pamięci, co znaczą grudnie w naszej historii, apeluję do tych, którzy sprawują władzę w naszym kraju, o respekt i szacunek wobec ludzi, wobec zasad i wartości konstytucyjnych, ustalonych procedur i dobrych obyczajów”.
Dziękował tylko opozycji, stwierdzając: „jesteście dziś najlepszymi strażnikami polskiej reputacji – w Europie i na świecie”.
Niestety, ta wypowiedź przewodniczącego Tuska ma niewiele wspólnego z polską rzeczywistością i wyraźnie wskazuje, że zaczyna on sobie mościć z powrotem „polityczne gniazdko” w Polsce, ponieważ, jak się wydaje, już w maju przyszłego roku przestanie on kierować pracami Rady Europejskiej.
Już bowiem w styczniu przyszłego roku Parlament Europejski wybierze nowego przewodniczącego i będzie to najprawdopodobniej Antonio Tajani, włoski chadek, obecnie jeden z wiceprzewodniczących PE.
Dwa i pół roku temu wybierano przewodniczących PE i Rady, a więc Niemca Martina Schulza (socjaliści) i Polaka Donalda Tuska (chadecja), a przewodniczący Komisji Luksemburczyk Jean-Claude Juncker (chadecja) i wysoki przedstawiciel ds. stosunków zewnętrznych Włoszka Frederica Mogherini (socjaliści), byli wybierani na całą 5-letnią kadencję, teraz więc zmiana na tym pierwszym stanowisku wywoła konieczność dalszych zmian.
Juncker i Mogherini są raczej nie do ruszenia, wszystko, więc wskazuje na to, że Donald Tusk będzie musiał ustąpić miejsca jakiemuś prominentnemu politykowi z europejskich socjalistów.
Stąd coraz większa nerwowość przewodniczącego Tuska i jego najbliższego otoczenia oraz coraz częstsze próby przypominania się w Polsce poprzez atakowanie obecnego rządu.
Ale powrót do krajowej polityki nie będzie łatwy. Schetyna się na pewno nie usunie, do wyborów prezydenckich jeszcze blisko 4 lata, trudno będzie je przetrzymać, będąc w tle obecnej opozycji.

