logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Atak w Berlinie to sygnał ostrzegawczy

Środa, 21 grudnia 2016 (03:24)

Aktualizacja: Niedziela, 20 sierpnia 2017 (09:41)

Z gen. bryg. rez. dr. inż. Tomaszem Bąkiem, dyrektorem Instytutu Studiów nad Terroryzmem Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Mamy kolejny w tym roku zamach terrorystyczny. Co się zmieniło pod względem bezpieczeństwa w Niemczech, skoro do takich aktów wciąż dochodzi?

– Jak widać, niewiele się zmieniło, skoro podczas – jak wszystko wskazuje – ataku terrorystycznego w Berlinie zginęło 12 osób, a 48 zostało rannych. Oczywiście jest to zjawisko bardzo trudne do zapobieżenia, bo tak na dobrą sprawę w każdej chwili, w dowolnym miejscu może wystąpić. Pozostaje jedynie bardzo głęboka inwigilacja struktur terrorystycznych, o ile potwierdzi się informacja, że rzeczywiście mieliśmy do czynienia z zamachem terrorystycznym inspirowanym przez tzw. Państwo Islamskie.

Czy i co ten zamach daje czy też powinien nam dać do myślenia?

– To, co wydarzyło się wczoraj w Berlinie, powinno dać do myślenia przede wszystkim służbom, a co za tym idzie – przełożyć się na wzmocnienie czujności i prowadzenie szeroko zakrojonych działań związanych z wykrywaniem i przeciwdziałaniem tego typu aktom. Jest to również kwestia dotycząca współdziałania poszczególnych państw na terenie Europy, i to nie tylko w obrębie Unii Europejskiej. Rządy poszczególnych państw mają obowiązek odpowiedzieć sobie na pytania dotyczące problematyki migracji do Europy – zwłaszcza tej nielegalnej i w dodatku w tak wielkim wymiarze.

Współczesny terroryzm przystosowuje się do zmieniających się warunków, terroryści stosują coraz to nowsze, trudne do przewidzenia metody.

– Niezmiernie trudno jest wniknąć w środowiska, a tym bardziej w umysł takiego czy innego człowieka i dowiedzieć się, co dzieje się w jego głowie. Proszę zwrócić uwagę, że jeszcze do niedawna zamachy były dokonywane przy pomocy materiałów wybuchowych, przy pomocy broni strzeleckiej czy też przy pomocy ostrzałów rakietowych czy moździerzowych – mam tu na myśli przede wszystkim państwa Bliskiego Wschodu. I tego typu aktom można było przeciwdziałać m.in. poprzez inwigilację środowisk muzułmańskich, wokół których koncentrują się główne organizacje terrorystyczne. Dzięki temu można było wykrywać składy broni, amunicji, śledzić przygotowywanie tego typu materiałów, można też było śledzić strony internetowe czy korespondencje pomiędzy potencjalnymi zamachowcami. Natomiast w momencie, kiedy ktoś wsiada za kierownicę ciężarówki i z impetem wjeżdża w tłum ludzi, tak jak to miało miejsce w lipcu w Nicei czy teraz w Berlinie, to tego nie da się przewidzieć. Proszę też pamiętać, że terroryści nie obawiają się konfrontacji, bo decydując się na akt terroru, ryzyko śmierci mają wkalkulowane w swoją zbrodniczą misję. Tak czy inaczej żeby stwierdzić czy wykryć, że ktoś ma zamiar dokonać zamachu, trzeba byłoby zajrzeć w głąb, we wnętrze człowieka, co jest niemożliwe. Nie ma też pewności, czy po wczorajszym zamachu ktoś inny nie wsiądzie np. do samolotu, pociągu czy do innego środka komunikacji publicznej i nie będzie usiłował dokonać zamachu.

Czy wraz ze zmianą sposobu dokonywania zamachów zmieniają się też działania służb, aby zapobiec podobnym tragediom?

– Z całą pewnością powinny się zmienić. Służby muszą ewaluować. Trudno powiedzieć, czy nastąpi to natychmiast, ale nie ulega wątpliwości, że muszą zostać wyciągnięte wnioski. Przede wszystkim konieczna jest głęboka analiza tego, w jaki sposób to się stało i dlaczego odpowiedzialne za bezpieczeństwo służby nie były w stanie odpowiednio wcześniej zareagować i przeciwdziałać takiemu zjawisku, żeby nie doszło do zamachu. 

Jeśli okaże się, że zamachu dokonuje imigrant, mieszkaniec ośrodka dla uchodźców, to czy nie jest to wystarczający argument za postawieniem tamy niekontrolowanemu napływowi uchodźców?

– O tym, że należy zastopować napływ uchodźców, że należy zorganizować inny system pomocy tym ludziom, mówimy już od dawna. Trzeba mieć też świadomość, że wśród tak ogromnej fali uchodźców, obok ludzi, którzy zagrożeni uciekają przed wojną, głodem, z powodu wydarzeń, które mają miejsce na Bliskim Wschodzie, są potencjalni zamachowcy. Organizacje terrorystyczne wykorzystują migracje i wśród tej fali uciekinierów starają się ukryć osoby, które mają czynić zło na terenie Europy. W związku z tym są konieczne działania przede wszystkim służ bezpieczeństwa, które prowadziłyby bardzo wnikliwą kontrolę i sprawdzanie tożsamości tych osób. Przypomnę, że już we wcześniejszych wywiadach udzielonych portalowi NaszDziennik.pl podkreślałem, że przecież nie kto inny, ale francuskie służby stwierdziły, że przy tak dużym napływie migrantów służby specjalne, służby bezpieczeństwa nie są w stanie zapanować nad sytuacją i sprawdzić, czy tożsamość danej osoby jest prawdziwa. Tymczasem nie ma pewności, czy wczoraj ujęty w Berlinie człowiek – Pakistańczyk jest rzeczywiście sprawcą tego zamachu, bo – jak słyszymy – wcale nie jest to takie oczywiste. Ale jeśli nawet jest to sprawca zamachu terrorystycznego, to ma on na sumieniu obok kilku drobnych przestępstw także kilkakrotne zmiany tożsamości. I taka osoba powinna być niezwłocznie odesłana tam, skąd przybyła, albo też zatrzymana pod konkretnymi zarzutami, ale w żadnym wypadku nie powinna trafić do obozu dla uchodźców.  

Angela Merkel z jednej strony nie chce zamykać drzwi przed uchodźcami, a z drugiej chce zapewnić bezpieczeństwo ludności własnego kraju. Czy to się da pogodzić?

– Wydaje się to niemożliwe. Przy zezwoleniu na tak obfitą falę migracyjną nie będzie możliwe dokładne sprawdzenie i weryfikacja tych ludzi – to po pierwsze. Po drugie, kolejne zwycięstwo w wyborach Angeli Merkel, która – przypomnę – tak ochoczo zabiegała, a wręcz narzucała pozostałym państwom Europy solidarny podział przemocy i gwałtów, z czym wiąże się bezrefleksyjne przyjmowanie uchodźców, tylko doda jej wiatru w żagle. W związku z tym nie spodziewałbym się, że nagle zmieni ona front i zaprzestanie wspierania fali migracji, a tym bardziej że będzie jej przeciwna. Mimo wszystko sygnał, jaki niesie wczorajszy zamach, powinien też skłonić do myślenia i do refleksji obecną kanclerz Niemiec, bo bezpieczeństwo własnego narodu powinno być dla każdego przywódcy najważniejsze.

Po tym, jak Angela Merkel zapraszała imigrantów do Europy, chyba trudno się spodziewać, że nagle zmieni zdanie. W tej sytuacji może unijne władze powinny na niej wymóc zmianę stanowiska?  

– Oczywiście byłoby wskazane takie podejście. Tyle tylko, że Unia Europejska nie ma aż tak skutecznych narzędzi, którymi mogłaby wywrzeć presję zwłaszcza na takich państwach jak Niemcy czy Francja, gdyż to raczej one dyktują warunki pozostałym członkom Wspólnoty. Natomiast nie ulega wątpliwości, że taka presja, zmuszająca np. Niemcy do zmiany stanowiska w kwestii bezrefleksyjnego i de facto zagrażającego bezpieczeństwu całej Europy przyjmowania uchodźców, byłaby jak najbardziej wskazana. Stanowcze przeciwstawienie się terroryzmowi, który jest bezkompromisowy, powinno być racją stanu dla każdego państwa. Proszę też pamiętać, że Niemcy dotychczas, poza incydentalnymi, ale tylko próbami aktów terroru w swoim kraju nie zetknęły się z większą fal ataków. Ten wczorajszy atak podczas jarmarku bożonarodzeniowego przy placu Breitscheidplatz w Berlinie jest bardzo poważnym sygnałem, a zarazem ostrzeżeniem dla wszystkich – i to zarówno dla społeczeństwa, jak i dla władz państwa niemieckiego.

Przed nami święta Bożego Narodzenia. Czy zatem ten akt terroru nie jest też uderzeniem w chrześcijaństwo i wartości świata zachodniego?

– Zbliżające się święta Bożego Narodzenia stają się doskonałą okazją do ataków, przede wszystkim dlatego że na jarmarkach, na placach wielu miast gromadzą się ludzie, aby wspólnie się cieszyć, świętować. Biorąc to pod uwagę, należy się zastanowić, co się będzie działo w same święta, podczas uroczystości, ale również w trakcie sylwestra i powitania nowego 2017 roku. To, co się wydarzyło w Berlinie, to sygnał ostrzegawczy, że tego typu imprezy masowe muszą być w sposób szczególny, jeszcze bardziej skuteczny zabezpieczane.  

Panie Generale, co te wczorajsze wydarzenia z Berlina mówią nam, Polakom? Czy jesteśmy, czy w jakikolwiek sposób możemy się czuć zagrożeni?

– Zagrożenie jest bardzo realne i dotyczy to nie tylko Niemiec, ale wszystkich państw europejskich, w tym również Polski. Tragedia z Berlina jest sygnałem, który musi zostać dostrzeżony i uwzględniony przez polskie władze i polskie służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa i obywateli. Proszę wziąć pod uwagę, że te wydarzenia dzieją się bardzo blisko polskiej granicy i dużych aglomeracji miejskich jak Szczecin czy Wrocław. Zresztą w dzisiejszych czasach przy obecnych środkach komunikacji odległość sto, dwieście czy nawet trzysta kilometrów to nie jest żadna przeszkoda, zwłaszcza przy możliwości swobodnego poruszania się po krajach wewnątrz Unii Europejskiej. Bez paniki, ale trzeba trzymać rękę na pulsie.  

Prezydent elekt Donald Trump nazwał zamach w Berlinie przerażającym aktem terroru i dodał kategorycznie, że „Państwo Islamskie i inni islamscy terroryści regularnie mordują chrześcijan. (...) Ci terroryści muszą zostać starci z powierzchni ziemi”...

– W mojej ocenie, nie są to tylko słowa, ale z jednej strony jest to kontynuacja polityki amerykańskiej, która polega na bezwzględnej walce z terroryzmem, a z drugiej jest to zapowiedź jeszcze bardziej zdecydowanych działań. Takie jasne, zdecydowane stanowisko przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych – i to w pierwszym dniu po tym, jak kolegium elektorów potwierdziło wybór Donalda Trumpa – jest zapowiedzią działań w obszarze, który stanie się jednym z punktów strategii bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Tym punktem jest bezwzględna i zdecydowana walka z terroryzmem w ogóle, a w szczególności z terroryzmem islamskim.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl