logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Przegrywamy dzisiaj z głupotą

Piątek, 30 grudnia 2016 (05:29)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Ostatnio w Sejmie, który bardziej przypomina kabaret niż miejsce, gdzie decydują się sprawy Polski, objawiły się nowe „talenty”. Może przy okazji okupacji sali plenarnej odkryli swoje prawdziwe powołanie?

– Nie będę owijał w bawełnę i powiem wprost: komuś się poprzewracało w głowach. Komuś – jak widać – pomyliły się role, choć na usta ciśnie się znacznie mocniejsze określenie. Zostały przekroczone wszelkie granice smaku i szeroko pojętej kultury. Próbowałem odnaleźć w przeszłości odpowiednik tego, z czym w tej chwili mamy do czynienia w Sejmie – szczególnie po wczorajszych filmikach, zdjęciach, scenkach zamieszczanych przez posłów Platformy i Nowoczesnej na portalach społecznościowych i powiem uczciwie, że nie znalazłem. Młodzież, która jest doskonałym obserwatorem wydarzeń, tego typu zjawiska określa słowem „żal”, bo jest to rzeczywiście coś bardzo żałosnego. To nie jest straszne, to nawet nie jest śmieszne, to po prostu jest żałosne. Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz, a mianowicie na żałosną postawę niektórych mediów. Kiedy w 2002 r. mównicę sejmową okupował ówczesny poseł Gabriel Janowski lub kiedy podobnym wyczynem w tym samym roku wsławili się posłowie Samoobrony, na czele z Andrzejem Lepperem, a w 2005 r. scenariusz ten powtórzył poseł Zbigniew Nowak, to media we właściwy sobie sposób niemalże zlinczowały autorów tamtych protestów. Natomiast dzisiaj nad podobnym protestem Platformy i Nowoczesnej te same media przechodzą do porządku dziennego, tak jakby się nic nie stało. To pokazuje podwójne standardy moralne i totalną – w mojej ocenie – żałosną hipokryzję partyjno-medialną, jaka obowiązuje dziś w Polsce.

Pozostając w tym prześmiewczym tonie, zapytam: czy skoro szybkimi krokami zbliża się sylwester, możemy się spodziewać tańców na sali plenarnej Sejmu?

– Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Choć z drugiej strony, patrząc na dotychczasowe wyczyny posłów dwóch wspomnianych wcześniej ugrupowań, nie założyłbym się, że do tego nie dojdzie. Mam cichą nadzieję, że w momencie, kiedy pojawia się druga okazja – Nowy Rok – to szansa ta zostanie wykorzystana. Pierwszą było Boże Narodzenie, które być może nie przez wszystkich jest traktowane jak ważne święto. W historii to jedno z najważniejszych świąt było czasem zawieszania działań wojennych przez walczące ze sobą strony, ale – jak widać – nie dotyczy to polskiego parlamentu. Przed nami sylwester i być może dla niektórych posłów kulturowo będzie to bliższe wydarzenie. Przypomnę tylko, że w Rosji jest to wydarzenie traktowane niemalże jak święto narodowe, a niedługo potem będzie – jak mówi klasyk – „święto sześciu króli” i być może jedna z tych okazji zostanie wykorzystana do tego, aby się zreflektować i zakończyć ten żenujący spektakl. Tak czy inaczej na obecnej polskiej scenie politycznej mamy pasjonatów, którzy w swoich wyczynach pobili dotychczas wszystkie możliwe rekordy chociażby wspomnianej już Samoobrony, która – co trzeba podkreślić – nie blokowała fotela marszałka Sejmu, nie nocowała też na sali plenarnej Sejmu w Boże Narodzenie czy – jak wszystko wskazuje – również w sylwestra. To pokazuje, że niestety, ale mamy nową świecką tradycję i bardzo złą praktykę.    

Sala plenarna i mównica sejmowa to odpowiednie miejsce dla tego typu występów?

– Przyznam, że po wczorajszych występach PO – Nowoczesnej jako poseł na Sejm miałem wielkiego kaca moralnego. Mimo że nic złego nie zrobiłem, to czułem się jednak fatalnie, obserwując posłów, posłanki zniżających się do dziadowskiego poziomu. I zadaję sobie – podobnie zresztą jak wielu obywateli tego kraju – pytanie, co się dzieje z Polską.

A może politycy Platformy i Nowoczesnej odpowiadają na zapotrzebowanie swoich elektoratów?

– Być może. Nie chodzi tu oczywiście o generalizowanie i odnoszenie do całego naszego społeczeństwa, ale dotyczy to pewnej grupy, a uściślając – jednostkowych przypadków, które wymagają porady specjalistów. Jeżeli bowiem poseł zniża się do tego, że na sali sejmowej w ławach innego ugrupowania „buszuje” po prywatnych rzeczach, gdzie każdy z nas, posłów, ma swoje notatki, materiały, teksty wystąpień, bo my na sali plenarnej pracujemy, to znaczy, że taki intruz wdziera się z brudnymi butami na czyjś teren bez pozwolenia gospodarza, bez pytania czy zaproszenia. Nie znajduję słów na określenie zachowania posła Sławomira Nitrasa, który buszował po ławach posłów Prawa i Sprawiedliwości, bo jeżeli nie zawahał się tego zrobić na sali plenarnej Sejmu, to należy domniemywać, że może to robić wszędzie. To wskazuje, że niestety, ale pojęcie prywatności, intymności, coś, co się określa mianem własności, w głowach wielu parlamentarzystów po prostu nie istnieje.

Dlaczego nikt od parlamentarzystów nie wyciąga konsekwencji, i bynajmniej nie mam tu na myśli konsekwencji partyjnych?

– Przede wszystkim chciałbym się dowiedzieć od marszałka Sejmu, jakie są koszty niańczenia posłów protestantów od 16 grudnia do dzisiaj. Przecież ktoś z obsługi Sejmu, przez cały czas musi być na miejscu, żeby nadzorować, ktoś musi wokół nich chodzić, i to na paluszkach, bo to przecież pan czy pani poseł mieli zachciankę spędzić święta na sali sejmowej. Ktoś właśnie przez posłów PO – Nowoczesnej nie miał świąt, bo zamiast spędzić Boże Narodzenie z najbliższymi, był zmuszony spędzić ten szczególny czas w pracy. Pamiętam, jak posłowie Platformy i Nowoczesnej martwili się o nadgodziny straży marszałkowskiej i innych pracowników Sejmu, którzy – jak twierdzili – muszą wieczory spędzać w Sejmie za sprawą nocnych głosowań. Ale ci sami parlamentarzyści nie martwią się tym, że ktoś przez nich musiał w Sejmie spędzić święta. To pokazuje przewrotność myślenia i działania tych ludzi. Może ktoś z tych posłanek i posłów powinien stanąć przed kamerami i po prostu przeprosić m.in. tych, którym zafundowali święta w pracy. Jak sądzę, nie bez racji byłoby też wystawienie rachunku protestującym posłom Platformy i Nowoczesnej za utrzymanie dodatkowego zaplecza osób. Wbrew pozorom są to bardzo konkretne obciążenia i koszty, które płaci polski podatnik.    

A może tzw. obrońcom demokracji wszystko wolno?

– Tak się im tylko wydaje. Ponadto jest jeszcze jedna kwestia, a mianowicie czy my przypadkiem nie mylimy pojęcia obrony demokracji z destrukcją czy demontażem demokracji. Żyjemy dzisiaj w czasach, gdzie każdy zostawia ślad w internecie, tym bardziej polityk, dlatego zachęcam wszystkich do odrobiny wysiłku i sprawdzenie, jak obrady Sejmu wyglądały w poprzednich kadencjach i jak zachowywali się ówcześni marszałkowie. I czy wtedy też nazywano to zamachami na demokrację i polski parlament. Przypomnijmy sobie, co niedawno mówił w dość infantylny sposób podczas wiecu KOD-u były prezydent Bronisław Komorowski. Przecież nie był to ton wypowiedzi człowieka, który jeszcze niedawno piastował najwyższy urząd w państwie, ale w jego głosie było tyle jadu, złości, co więcej – można było odnieść wrażenie, że ten człowiek upaja się wypowiadanymi przez siebie treściami. To nawet nie jest śmieszne, to tragiczne. Zajrzyjmy do internetu, poszukajmy. Przecież dziś wszystko jest jawne. I posłuchajmy, zobaczmy, jak wyglądało prowadzenie obrad przez marszałków: Stefana Niesiołowskiego, Radosława Sikorskiego, Ewę Kopacz czy Małgorzatę Kidawę-Błońską. Przypomnijmy sobie, jak bez udziału opozycji, czyli PiS-u przeprowadzono obrady chociażby przy zmianach budżetowych i jak wtedy ówczesna marszałek Ewa Kopacz mówiła, że koalicja PO – PSL da sobie radę bez PiS-u. Jak łatwo zapomnieliśmy o tym wszystkim – chociażby o tym, jak nielegalnie zakładano podsłuchy, o tym, ile było wejść służb do redakcji np. „Wprost”. Dlaczego wtedy na ulice nie wychodzili w proteście obrońcy słowa i wolnych mediów, gdzie byli ci, którzy dzisiaj rozrywają szaty. Hipokryzja polityków Platformy i Nowoczesnej jest dzisiaj obrzydliwa. Jako poseł na Sejm, przyglądając się z bliska tym wszystkim wydarzeniom, mam mieszane uczucia. To jest niesmaczne, to jest bardzo nieeleganckie, pokazujące, jak nisko upadła polska klasa polityczna. Nie chcę użyć dosadnego określenia, ale po tym, co dzisiaj widzę, na usta ciśnie mi się, że polska klasa polityczna gnije. Mamy do czynienia ze zgnilizną polskiej klasy politycznej.             

Podobnego określenia użył Pański kolega klubowy poseł Jacek Wilk, twierdząc, że III RP gnije i potrzebna jest zmiana ustrojowa…

– Tak to wygląda. Mamy do czynienia z politycznym nowotworem, który już dawno minął stadium początkowe, ale gnijąc, daje przerzuty. W tej sytuacji Polsce nie trzeba tylko liftingu, wymiany personalnej, ale Polsce potrzeba dziś głębokiej, systemowej zmiany. Potrzeba jasnych, prostych, przejrzystych zasad, Polsce potrzeba odpowiedzialności, ale nie zbiorowej, a indywidualnej. Nie może być tak, że poseł łamie prawo, narusza godność polskiego parlamentu i nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności. Co więcej – jest świętą krową, której nie wolno obrazić. Tu coś jest nie tak… To, co obserwujemy, nie jest normalne. Nienormalne jest to, że w państwie prawa nagle mniejszość zaczyna szantażować większość. Czwarta siła polityczna w parlamencie zaczyna grozić, że jeśli rządząca większość się nie ugnie pod jej żądaniami, to wyprowadzimy ludzi na ulice. Czy ktoś ma zaćmę na oczach, że nie dostrzega tego szantażu, że mamy do czynienia z demontażem państwa?

Ostre słowa…   

– Może i ostre, ale takie są fakty. Tego nie da się inaczej nazwać. Dla określenia tego typu działań nie ma innej definicji. To jest demontaż państwa polskiego.

Ten stan nie może trwać w nieskończoność. Wicemarszałek Tyszka stwierdził, że klub Kukiz’15 jest gotowy do mediacji w sporze między PO – Nowoczesną a PiS. Na czym miałby polegać ewentualny kompromis?

– Przede wszystkim wszystkie strony sporu trzeba posadzić do stołu, a nie utwardzać stanowiska, które i tak przypominają dziś beton. W Kukiz’15 liczymy na to, że w Senacie pojawią się poprawki budżetowe, które w „głosowaniu blokowym” zostały odrzucone na Sali Kolumnowej. Wierzymy, że Senat uratuje honor polskiego parlamentu. I to jest rozwiązanie kompromisowe, które pozwoli wyjść z trwającego impasu. Senatorowie mają prawo nanieść poprawki i my jako posłowie mamy obowiązek te poprawki senackie przegłosować w Sejmie. Nawet jeśli tych poprawek będzie czterysta, to my je rozpatrzymy i przegłosujemy.

Czy jednej i drugiej stronie, które okopały się na swoich pozycjach, zależy na kompromisie i czy wobec tego kompromis jest możliwy?

– Na to pytanie muszą odpowiedzieć obie strony tego sporu. My w Kukiz'15 od samego początku, kiedy rozpoczęła się ta demolka, mówiliśmy, że należy nie zerwać Sejm, ale ogłosić przerwę do soboty, po to aby ostudzić emocje i pozwolić posłom na drugi dzień powrócić na salę z chłodnymi głowami. Oczywiście jesteśmy przeciwni demolowaniu państwa, bo nie o to tu chodzi.

Kto zyskuje na trwającym politycznym klinczu?

– Uważam, że na tym politycznym klinczu zyskują wszyscy, tylko nie Polska. Wszyscy wewnętrzni i zewnętrzni wrogowie państwa polskiego zacierają ręce, bo lepszego scenariusza działań przeciwko Polsce nawet sami nie byliby w stanie wymyślić. Nasi wrogowie cieszą się, że Polacy sami rozpoczęli demontaż własnego państwa bez ich udziału. To pokazuje tragizm sytuacji, kiedy sami między sobą zaczynamy się tłuc, sami sobie szkodzimy, podstawiamy sobie nogi. Niestety, ale w Polsce dzisiaj wygrywa głupota, my, Polacy, przegrywamy z głupotą. To, co dzisiaj się dzieje w polskim parlamencie, trudno określić inaczej niż głupota. Niestety!

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl