logo
logo

Relikwie Trzech Króli spoczywają w katedrze pw. św. Piotra i Najświętszej Maryi Panny w Kolonii. Zdjęcie: STADT KOELN/ -

Upadli na twarz i złożyli Mu pokłon

Piątek, 6 stycznia 2017 (09:05)

Relikwie Trzech Króli spoczywają w katedrze pw. św. Piotra i Najświętszej Maryi Panny w Kolonii.

Mędrcy ze Wschodu, później – już w drugim tysiącleciu – powszechnie zwani Trzema Królami, byli przedstawicielami elity ówczesnego świata. Prowadzeni światłem gwiazdy przybyli z daleka, bo rozpoznali w Dzieciątku Słowo Boga, które stało się Ciałem. Herod i jego dwór, przekonani o swojej urojonej wielkości, pyszni i syci, też uważali się za elitę. Prawdy, która była tuż obok, jednak nie odkryli i nie poznali.

Przeżywając pokłon Trzech Króli, raz jeszcze usposabiajmy się do trwania przed Bogiem jak tamci prawdziwi Trzej Mędrcy i razem z nimi padnijmy przed Nim na twarz.

Kim byli?

Ewangelista św. Mateusz, mówiąc o niezwykłych wędrowcach, którzy przybyli do Betlejem, by złożyć hołd Nowonarodzonemu, określa ich dziwnym i rzadkim w Biblii terminem „magoi”. Etymologicznie to zgrecyzowane słowo pochodzi z języka perskiego od słowa „magu” określającego kogoś wyjątkowego, obdarzonego szczególnymi darami i niezwykłymi przymiotami ducha i umysłu.

Termin ten – mający bardzo szerokie spectrum znaczeniowe – znany był w kulturze greckiej. W Persji słowem tym – jak zaświadczają Ksantos, Hermodoros i Arystoteles – określano mędrców staroirańskich (np. Zoroastra i jego uczniów), ale też doradców królewskich, myślicieli, badaczy przyrody, a zwłaszcza obserwatorów gwiazd i torów ciał niebieskich, zwanych też astrologami, co nie ma nic wspólnego z dzisiejszym podmienionym znaczeniem tego słowa mającym konotacje okultystyczne i satanistyczne. Herodot utrzymuje, że magami nazywano też jakiś szczególny szczep irański. Sofokles i Eurypides, pisząc o magach, mają na myśli głównie wieszczków i czarnoksiężników. W kulturach Babilonii, przeciwnie niż w Persji, magowie nie byli mędrcami i ludźmi nauki, ale bardziej wróżbitami, znachorami czy tłumaczami snów, poszukiwaczami kosmicznych sił rzekomo determinujących ludzką egzystencję. Dlatego Biblia po wielekroć zdecydowanie potępia tego typu praktyki, a także wszelki wpływ gwiazd i ciał niebieskich na życie ludzkie i jego zależność od znaków zodiaku.

Kim więc byli magowie, którzy przyszli do Betlejem? Przede wszystkim uczonymi, mędrcami, odkrywcami, ludźmi wielkiej wiedzy, ale też spełniającymi funkcje organizacyjne, przywódcze, kierownicze, a być może nawet kultyczne. W czasach hellenistycznych darzono ich ciągle niemałą estymą, z uznaniem odnosząc się do ich doświadczenia i wiedzy, zwłaszcza z zakresu przyrodoznawstwa, medycyny i astronomii.

Skąd przybyli?

Święty Mateusz mówi krótko: „przybyli ze wschodu: apo anatolon”. Wschód jawił się ludziom tamtych czasów jako źródło mądrości, wiedzy, ale też dobrobytu i bogactwa, wyrafinowanego luksusu i stylu życia. Już wtedy rodziło się i utrwalało przekonanie o wartościach Wschodu w powtarzanych później adagiach: „Lux in oriente” lub „Lux ex oriente”.

Nadto po Via Maris nieustannie przecież przemierzały karawany z Egiptu do Damaszku i dalej w Dolinę Niniwy i jeszcze dalej aż do Persji, wiozące wonności, pudry i kadzidła (przeciw brudowi i przykrym zapachom) oraz orzechy i suszone owoce, najrozmaitsze przyprawy, jak goździki, cynamon, kardamon czy szafran, tak pożądane przez możnych ówczesnego świata zajętych władzą i konsumpcją.

Wschód postrzegano jako źródło wielkich dóbr, bogactwa i dostatku. Marco Polo (XIII w.) w pamiętniku ze swej podróży na Daleki Wschód („Opisanie świata”, 1298) łączy mędrców z perskim miastem Saveh. „Jest w Persji miasto, Saveh – pisze – z którego wyszli Trzej Magowie, kiedy udali się, aby złożyć pokłon Jezusowi Chrystusowi. W tym mieście znajdują się trzy wspaniałe i potężne grobowce, w których złożeni zostali Trzej Magowie”. Podobną wzmiankę pozostawił nam bł. Oderyk z Pordenone, który w 1320 r. podążał trasą Marco Polo.

Prawdopodobne jest też, że mędrcy mogli przybyć do Betlejem ze starożytnego babilońskiego jeszcze ośrodka badań astronomicznych, wspomnianego już w Kodeksie Hammurabiego, jakim było jeszcze ciągle w tym czasie Sippar na wschodnim brzegu Eufratu (dziś stuhektarowe wykopaliska Abu Habbek, 30 km na północny zachód od Bagdadu).

Ilu było mędrców?

Ewangelista nie precyzuje ich liczby. Wschodnie tradycje – których głównym źródłem są apokryficzne „Ewangelie Dzieciństwa Jezusa” (arabska, gruzińska i ormiańska) – przekazują różne i nieraz fantastyczne liczby. Niewykluczone, że doliczano też do orszaku inne osoby towarzyszące głównym delegatom. W tradycji koptyjskiej (egipskiej) mówi się nawet o 60 osobach. W tradycji syryjskiej występuje 12 mędrców, co miałoby być symbolicznym nawiązaniem do 12 pokoleń Izraela i 12 apostołów. W jednej z tradycji czytamy, że z Persji wyruszyło 12 magów. Dotarli jednak tylko do północnej Mezopotamii. Pogubili się w drodze, aż w końcu przybyli do miasta Hah (dziś Kurdystan turecki), gdzie dziewięciu z nich pozostało, zaś trzech najwytrwalszych ruszyło w dalszą drogę i dotarło do Betlejem. Potem wrócili do Hah i wznieśli małą świątynię ku czci Maryi. Co ciekawe, do dziś zachowany został w tym miejscu – kolejny oczywiście – mały kościółek.

Tradycja zachodnia od początku mówi tylko o trzech królach-mędrcach. Już Orygenes (185-254) wyjaśniał, że przyniesiono trzy dary, od każdego mędrca po jednym. Beda Czcigodny (672-735) utrzymuje, że darczyńców było trzech, gdyż byli oni reprezentantami trzech wówczas znanych kontynentów i ras: Europy (którą zamieszkiwali potomkowie biblijnego Jafeta – król biały), Azji (potomkowie Sema – król żółty) i Afryki (potomkowie Chama – król czarny). Nic tedy dziwnego, że po odkryciu przez Kolumba Nowego Świata, na XV-wiecznym obrazie z klasztoru Viseu (płn. Portugalia) widzimy czwartego króla, Indianina, reprezentanta Ameryki, niosącego w darze pojemnik z ziarnami kakaowca.

Słynna mozaika z VI w. z bazyliki Sant’Apollinare Nuovo w Rawennie nazywa już mędrców po imieniu: Kacper, Melchior, Baltazar. Jednak tradycje są różne. Dla Greków byli to: Apellicon, Amerim i Serakin; dla Syryjczyków: Kagpha, Badalilma i Badadakharida; z kolei dla Etiopczyków: Ator, Sater i Paratoras. Starożytne malowidła w katakumbach – niestety częściowo zniszczone – przedstawiają różną liczbę mędrców. W katakumbach św. Piotra i Marcelina w Rzymie widzimy tylko dwóch Mędrców, w katakumbach Domitylii – aż czterech, zaś na freskach w katakumbach Pryscylli – trzech. I ta ostatnia liczba od VI w. przyjęła się powszechnie w Kościele zachodnim.

Z mędrców królowie

Jako pierwszy określenia „królowie” użył już Tertulian (zm. 220). Upowszechnił je później biskup prymas Galii Cezary z Arles (470-543). A stało się to głównie za sprawą dwóch tekstów Starego Testamentu. W Księdze Izajasza (60,6) czytamy: „Zaleje cię mnogość wielbłądów, dromaderów z Madianu i Efy. Wszyscy oni przybędą ze Saby, ofiarując złoto i kadzidło”.

Z kolei w Psalmie 71,10 napisano: „Królowie Tarszisz i wysp przyniosą dary. Królowie Szeby i Saby złożą daniny. I oddadzą mu pokłon wszyscy królowie… Przeto będzie żył i dadzą mu złoto z Saby”. Rozumiano, że tak bogate i cenne dary, iście królewskie, jak złoto, kadzidło i mirra, mogli przynieść tylko królowie. Zresztą królowie Tarszisz (prawdopodobnie Andaluzja w Hiszpanii), Szeby (królestwo we wschodnim rogu Afryki) i Saby (królestwo południowoarabskie) zostali explicite wymienieni. Królowie Saby uchodzili za wielce znaczących. Stąd hołd oddawany przez nich mógł dotyczyć absolutnego wyjątku: króla nad królami. Zastosowano te teksty do mędrców ze Wschodu i tak odtąd oni sami stali się królami.

Do utrwalenia przekonań, że mędrcy byli królami, przyczynił się też bardzo popularny apokryf „Grota skarbów” powstały w środowisku mezopotamskim (IV w.) i syryjskim (VI w.), w którym jest mowa o podwójnych szatach mędrców: królewskich i kapłańskich, które przywdziewali zależnie od okoliczności. Magowie mieli dotrzeć do jaskini (groty) zamieszkałej przez Adama i Ewę, znaleźć tam zostawione przez pierwszych rodziców złoto, kadzidło, mirrę, które przynieśli Chrystusowi.

Złożyli dary

Mędrcy złożyli Dzieciątku złoto, okazując Mu cześć jako Królowi, jako komuś ważniejszemu od nich. Kadzidło było wyrazem hołdu złożonego Bogu i kapłanowi, zaś mirra uznaniem Jego człowieczeństwa i śmierci.

Złoto kojarzy się z tym, co najcenniejsze, najkosztowniejsze. Dlatego też – choć bywa znakiem chciwości, pychy i krzywdy – używano go też w różnych kultach, do wyrobu naczyń czy insygniów ofiarnych. Rzadko pamięta się, że złoto symbolizuje nie tylko bogactwo, ale mądrość, wiedzę, zdolności, władzę, niebo, światłość. Proces wytapiania złota, oczyszczania go z domieszek, jest obrazem prób i prześladowań, którym podlegamy i z których wychodzimy wzmocnieni, oczyszczeni i jeszcze bardziej szlachetni.

Kadzidło jest żywicą z różnego rodzaju drzew kadzidlanych uprawianych szczególnie we wschodniej Afryce oraz w Indiach. Istnieje cała sztuka dobierania w odpowiednich proporcjach kilkunastu różnych rodzajów kadzidła, które odpowiednio skomponowane dają upragniony efekt. Prawdziwie dobre kadzidło i dziś jest luksusem, choć nie tak powszechnie pożądanym jak w starożytności, gdzie używano go nie tylko do celów kultowych, ale i higienicznych. W judaizmie kadzidło rezerwowane było wyłącznie dla Boga, służąc Jego uwielbieniu i przebłaganiu.

Mirra jest również żywicą czerpaną z niektórych gatunków drzew terebintowych. Może zachować postać płynną lub krystaliczną. W starożytności była cennym kosmetykiem dermatologicznym. Parę kropel mirry dodanej do wina zwiększało jego działanie upajające, a nawet odurzające. Mirry używano też do balsamowania zwłok. Noszono ją także w specjalnych woreczkach zawieszonych na szyi, by wdychać jej orzeźwiający i regenerujący zapach. Mirra przez swą intensywną woń odstraszała również robactwo. Skrystalizowana zaś była cenną domieszką do kadzideł.

Od początku, za św. Ireneuszem z Lyonu (ok. 140-202), symbolikę darów wyjaśnia się prosto: złoto jest znakiem królewskiej godności Pana Jezusa, kadzidło znakiem Jego Boskości, a mirra zapowiedzią śmierci na krzyżu.

Relikwie

Relikwie Trzech Mędrców miała odnaleźć cesarzowa św. Helena. Przesłane do nowego Rzymu budowanego przez cesarza Konstantyna pozostawały tam do czasu, aż św. Eustorgiusz, biskup Mediolanu (344-355), chwalony przez potomnych jako wielki obrońca wiary, otrzymał je od cesarza i umieścił w swojej katedrze.

W 1163 r. Fryderyk I Barbarossa napadł na Mediolan i za namową arcybiskupa Kolonii Reinalda von Dassel zrabował relikwie i z wielką pompą – przez Burgundię – dokonał ich retranslacji do Kolonii, gdzie złożył je w specjalnej kaplicy ówczesnej katedry. Z czasem przeniesiono je do nowo budowanej katedry pw. św. Piotra i Najświętszej Maryi Panny.

Spoczywają w olbrzymim, przebogatym, potrójnym sarkofagu-relikwiarzu imitującym trójnawową bazylikę, będącym arcydziełem średniowiecznej sztuki złotniczej. Mikołaj z Verdun, a później i jego uczniowie pracowali nad nim łącznie 30 lat (1190-1220). Relikwiarz (długość 220 cm, szerokość 110 cm, wysokość 155 cm) pokryty jest ponad tysiącem szlachetnych kamieni i pereł oraz emaliowanymi medalionami, z których wiele pochodzi z czasów rzymskich, o czym świadczą ich pogańskie motywy (np. głowa Meduzy czy postacie tancerek). Relikwiarz otoczony jest też 74 figurami z pozłacanego srebra. Ponad trzysta kamei na relikwiarzu stanowi największy zbiór tej biżuterii na świecie.

Warto dodać, że Kolonia po Rzymie i Composteli stała się wtedy trzecim najważniejszym miejscem pielgrzymkowym w Europie. Kult – jak podkreślano – Trzech Króli z Kolonii był w cesarstwie usilnie propagowany, a cesarze po koronacji w Akwizgranie pielgrzymowali już nie do Rzymu, ale do Kolonii. Do jeszcze większego wzrostu popularności kultu Trzech Króli – również w Polsce – i rozwoju wielu wspaniałych tradycji z ich świętem związanych przyczyniło się walnie dzieło niemieckiego karmelity Jana z Hildesheim – „Historia Trium Regnum” (XIV w.).

Złożyli Mu pokłon

O Trzech Królach napisano niezliczone tomy, powstawały na ich temat wielkie dzieła, tysiącami komentarzy obrosło zaledwie 12 wersetów drugiego rozdziału Ewangelii św. Mateusza. Wśród niezliczonych informacji nie zgubmy jednak tego, co najważniejsze. Wszystko to plewa, gdy nie będziemy chcieli i potrafili upaść na twarz i złożyć pokłonu Panu. Cała Ewangelia Mateuszowa zawiera się między dwoma pokłonami: tym pierwszym w Betlejem złożonym przez Trzech Mędrców i tym ostatnim złożonym przez uczniów. „Potem jedenastu udało się na górę… A gdy Go zobaczyli, upadli na twarz” (Mt 28,17).

Gdy tak szybko i coraz szybciej upływają nam lata, niech całe życie nasze jeszcze bardziej przemienia się w jeden wielki pokłon Panu. Życzmy sobie, byśmy mieli tę mądrość, którą mieli Trzej Królowie. Obyśmy przed nikim i niczym nie upadali na twarz, tylko przed Bogiem samym.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Ks. Jerzy Banak

Aktualizacja 6 stycznia 2017 (10:28)

Nasz Dziennik