logo
logo

Zdjęcie: http://stanislawozog.pl// Internet

Zmiany w UE są szansą dla Europy i Polski

Sobota, 21 stycznia 2017 (19:39)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Włoch, chadek Antonio Tajani został przewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Czy to dobry wybór...?

– Moim zdaniem, zresztą nie tylko moim, to najlepszy wybór z możliwych. Biorąc pod uwagę kandydatów, jacy zostali zgłoszeni, Antonio Tajani był najlepszy pod każdym względem. Zarówno jeśli chodzi o jego przekonania, a także biorąc pod uwagę doświadczenie polityczne. Przypomnę tylko, że Tajani, polityk Europejskiej Partii Ludowej (EPP), to wieloletni poseł do Parlamentu Europejskiego, komisarz Unii Europejskiej. Wcześniej jako pierwszy wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, prowadząc posiedzenia europarlamentu, pokazał się z jak najlepszej strony jako człowiek bardzo obiektywny w swych ocenach, a przy tym niezwykle skromny. Dał się także zapamiętać jako człowiek, który potrafi przyznać rację innym, co więcej, umie przeprosić, co w dzisiejszej polityce jest rzeczą niezwykle rzadką.

Antonio Tajani zabiegał o poparcie Pana frakcji…

– Owszem, Antonio Tajani był na spotkaniu z Europejskimi Konserwatystami i Reformatorami (EKR) dwukrotnie. Odpowiadał na szereg pytań, w tym również ze strony polskich posłów dotyczących spraw Polski. Po drugiej turze wyborów chcieliśmy się z Tajanim spotkać raz jeszcze. Oczekiwaliśmy od niego jasnego stanowiska w sprawie Polski. Chcieliśmy od niego usłyszeć, że odcina się od Europejskiej Partii Ludowej (EPL), która w dotychczasowych debatach różnie, a w szczególności skandalicznie zachowywała się wchodząca w skład tej grupy politycznej Platforma Obywatelska. I Antonio Tajani to zrobił przed kamerami, wypowiedział się bardzo ciepło pod adresem Polski, ale również – zresztą nieoczekiwanie – potwierdził to na piśmie. Podsumowując, uważam, że jest to dobry wybór.

W Parlamencie Europejskim, gdzie wszystko od lat wydaje się poukładane, jeśli chodzi o obsadę najważniejszych stanowisk, tym razem sprawa nie była tak oczywista…

– To właśnie dzięki naszej grupie EKR, posłom z Wielkiej Brytanii, Polski i z innych krajów, doszło do rozbicia nieformalnej koalicji EPL z Socjalistami, które od wielu lat dzieliły między siebie najważniejsze stanowiska w PE. Doszło do spięcia – dość mocnego – między EPL a liberałami z Guyem Verhofstadtem na czele. Ludowcom, a szczególnie Verhofstadtowi, wydawało się, że to, iż bardzo ostro wypowiada się w pewnych kwestiach, w tym o Polsce, pomoże mu w zdobyciu stanowiska szefa PE, ale te oczekiwania były jak widać płonne. W tej sytuacji został stworzony najlepszy z możliwych – biorąc pod uwagę interes Polski, ale nie tylko – układ, który wyłonił takie, a nie inne prezydium PE.  

Jakie znaczenie ma fakt, iż Polska ma także dwóch wiceprzewodniczących: Ryszarda Czarneckiego i Bogusława Liberadzkiego oraz kwestora prof. Karola Karskiego?

– To są bardzo ważne sygnały, które świadczą dobrze o Polsce. Tak licznie reprezentowanej grupy narodowej we władzach PE chyba dotychczas jeszcze nie było. To świadczy, że Polacy się liczą w tym gremium, co dobrze wróży na przyszłość.

Wracając jeszcze do Tajaniego, proszę powiedzieć, co ten wybór oznacza dla Polski?

– W czasie wspomnianych spotkań z grupą EKR Antonio Tajani odniósł się wyraźnie do spraw polskich i zadeklarował, że w jego agendzie nie będzie spraw o charakterze politycznym w stosunku do państw członkowskich. Stwierdził ponadto, że nie można krytyki państw członkowskich opierać tylko i wyłącznie na domysłach czy plotkach. Podstawą do ewentualnych procedur zawsze muszą być fakty i prawo, którego nie wolno naciągać.

A co ten wybór oznacza dla przyszłości UE?

– Trzeba w przyszłość patrzeć pozytywnie. Antonio Tajani w swoim krótkim wystąpieniu – jeszcze przed wyborem – mówił bardzo zdecydowanie o konieczności i potrzebie reform funkcjonowania PE. Mówił też o likwidacji rozwiniętej do monstrualnych rozmiarów przez Martina Schulza administracji europarlamentu. Co równie ważne, mówił o konserwatyzmie Europy – jako przyszłości, wspomniał też ojców założycieli UE, których intencją nie była taka Europa, jaką obecnie widzimy. Skrytykował też dążenia Verhofstadta, a także komunistów – zielonych do federalizacji Europy, czyli do tworzenia tzw. Stanów Zjednoczonych Europy. To wskazuje, że ta polityka czy ten zamiar zostanie odłożony w czasie, a być może całkowicie zaniechany.

Poseł Anna Fotyga stwierdziła, że procedura wyboru na stanowisko przewodniczącego PE była pierwszą od 38 lat prawdziwie demokratyczną…

– To prawda. Zresztą Anna Fotyga, wypowiadając się w ten sposób, bazuje także na swoim własnym doświadczeniu, bo przecież w PE zasiada nie po raz pierwszy. Podobnie uważają europosłowie z innych krajów, z którymi rozmawiałem. Również im zarówno sam wybór, jak i sposób, w jaki został dokonany, podobał się. To daje jakąś nadzieję na przyszłość.

Jak ten wybór przyjęli europosłowie Platformy?

– Po wyborze Antonio Tajaniego na ich twarzach rysował się smutek, bo jak kiedyś w rozmowie z panem redaktorem powiedziałem – powrót Donalda Tuska do Polski na osiołku wydaje się stawać powoli faktem. W koszyku najważniejszych funkcji politycznych w Unii Europejskiej z czterech najważniejszych stanowisk, a więc przewodniczącego PE, szefa Komisji Europejskiej, szefa unijnej dyplomacji i szefa Rady Europejskiej, aż trzy są w rękach EPL. Przypomnę, że dotychczas była równowaga pod względem liczby piastowanych stanowisk przez przedstawicieli chadeków i socjalistów. Teraz chadecy mają przewagę 3:1 i trzeba będzie to zrównoważyć. Za kilka miesięcy kończy się kadencja tzw. króla Europy – Donalda Tuska i wszystko wskazuje, że nie na białym koniu, a na osiołku będzie on musiał wrócić do Polski.

Czy to oznacza, że najsłabsze ogniwo w tym łańcuchu odpada?

– Dokładnie tak jest. Trzeba jednak dodać, że chłop na przestrzeni ponad dwóch lat na salonach europejskich narobił niemało szkód. Zresztą zawiódł też oczekiwania swojej protektorki, kanclerz Angeli Merkel, która – jak pamiętamy – wyforowała go na to stanowisko. Jeśli zaś chodzi o Polskę, to nasz kraj nie miał z niego żadnego pożytku, zarówno gdy piastował urząd premiera, a tym bardziej na stanowisku szefa Rady Europejskiej.

Z unijnej sceny znika Martin Schulz, który ma teraz zamiar kandydować na urząd kanclerza Niemiec, a przynajmniej na szefa dyplomacji tego kraju. Na ile jest to realne?

– Martin Schulz to człowiek o wielkich ambicjach i jeszcze większym mniemaniu o sobie. I najchętniej widziałby się na miejscu Jean-Claude’a Junckera, a więc na stanowisku szefa Komisji Europejskiej. Podobno były takie pomysły, ale ustąpienie Junckera wiązałoby się z rozpadem całej Komisji Europejskiej, a tego właśnie się obawiano. Natomiast propozycja zagospodarowania Schulza jako szefa niemieckiej dyplomacji jest wyjściem awaryjnym wymyślonym przez Angelę Merkel. Jest ona świadoma, że swoimi błędnymi decyzjami chociażby w kwestii otwarcia granic Europy dla imigrantów muzułmańskich straciła sporą część zaufania oraz poparcia. Teraz jako chadek chce rozbudować swój elektorat wyborczy możliwie jak najszerzej i stąd być może sięga po socjalistę Martina Schulza. To stwarza kanclerz Merkel nadzieję, bo gwarancji nie może mieć żadnej, że wygra zbliżające się wybory w Niemczech.

Czy Schulz nadaje się w ogóle na stanowisko szefa dyplomacji?

– Moim zdaniem, Schulz ze swoimi cechami osobowościowymi, charakterem, ale też problemami emocjonalnymi, co było zauważalne, nie nadaje się ani do piastowania stanowiska przewodniczącego Komisji Europejskiej, ani na szefa dyplomacji niemieckiej. W tej sytuacji jedyne, z czego mogę się cieszyć, to to, że o Martinie Schulzu – jako przewodniczącym PE – mogę powiedzieć w czasie przeszłym.

Ustępujący prezydent Francji François Hollande może zastąpić Tuska? Taki news pojawił się ostatnio w przestrzeni medialnej.

– Moim zdaniem, nie jest to możliwe. François Hollande wystarczająco się skompromitował jako prezydent Francji, stąd lansowanie jego osoby na stanowisko szefa Rady Europejskiej byłoby bardzo ryzykowne. Przy okazji mam nadzieję, że w wyborach prezydenckich we Francji nie wygra szefowa Frontu Narodowego Marine Le Pen. Wystawienie Hollande’a na szefa Rady Europejskiej byłoby bardzo pomocne dla Marine Le Pen. Powtórzę raz jeszcze: Hollande wraz ze swoją administracją wystarczająco się skompromitował i tak kompromitacja kosztowała krew wielu Francuzów. Nie wyobrażam sobie, żeby prezydent kraju, gdzie kolejny raz został przedłużony stan wyjątkowy, wprowadzony po atakach terrorystycznych w Paryżu, który swą polityka odpowiada za tragedię wielu ludzi, otrzymał możliwość tzw. miękkiego lądowania na stanowisku szefa Rady Europejskiej. Taki scenariusz nie wydaje mi się możliwy do zrealizowania. Dla mnie pomysł taki brzmi niczym weekendowy żart.

Z drugiej strony może coś jest na rzeczy, bo ciśnie się na usta porównanie: jaka UE, taki kandydat nas szefa Rady Europejskiej...     

– Mam nadzieję, że po wyborze Antonio Tajaniego na stanowisko przewodniczącego PE postrzeganie UE, a przynajmniej PE, nieco się zmieni. Gdyby UE miała dłużej dryfować czy staczać się po równi pochyłej, tak jak to miało miejsce ostatnimi czasy, co zresztą mogłem obserwować z bliska, to trudno byłoby wróżyć dobrą przyszłość. Jaka będzie przyszłość UE, trudno dzisiaj powiedzieć. Ten 2017 rok przyniesie rozstrzygnięcia we Francji, w Niemczech, we Włoszech i od tego, jaki kierunek przyjmą te wiodące kraje UE, będzie zależeć przyszłość Wspólnoty. Nie ukrywajmy – sytuacja jest zła. Wiele krajów na skutek nieodpowiedzialnej polityki unijnych decydentów, tych w Brukseli, a także przywódców Niemiec czy Francji, jest dzisiaj w gotowości podjąć decyzję o opuszczeniu szeregów Unii, podobnie jak uczyniła to Wielka Brytania.  

Jak odbiera Pan doniesienia, że Platforma i Nowoczesna 16 grudnia planowały doniesienie na Polskę do organów europejskich, domagając się pilnej interwencji w związku z sytuacją w Polsce?

– Przyznam, że kiedy Platforma zapowiadała, że będzie totalną opozycją, a sprawy polskie będą się rozstrzygać nie w Sejmie, a na ulicy, nie nad Wisłą, a na zachodzie Europy – wówczas nie wierzyłem, że będzie ich na to stać, ale czas pokazał, że te zapowiedzi się ziściły. Ostatnio mieliśmy okupację sali plenarnej Sejmu i po raz pierwszy w historii polskiego parlamentaryzmu okupację fotela marszałka Sejmu. Mam nadzieję, że ci okupanci poniosą koszty przynajmniej finansowe, które są wymierne, bo tych niewymiernych nie sposób wycenić czy oszacować, jeśli chodzi o wizerunek Polski za granicą. To, co się wydarzyło, ten bunt opozycji, zwłaszcza Platformy, jest konsekwencją odcinania ludzi tej formacji od fruktów, jakie wiązali i de facto mieli, sprawując przez osiem lat władzę w Polsce, poprzez różne układy i układziki. Co więcej, wydawało się im, że te owoce będą im towarzyszyć zawsze. Odcinanie tej pępowiny spowodowało frustrację.

Czy UE i KE nadal będą sprzyjać tzw. opozycji totalnej, występując przeciw legalnie wybranej władzy w Polsce?   

– Odnoszę wrażenie, że instytucje unijne mają już dość tego warcholstwa. Mimo zaangażowania przeciwko Polsce, zwłaszcza wiceprzewodniczącego KE Fransa Timmermansa, ciała decyzyjne tego organu doszły do wniosku, że działania Komisji nie mają uzasadnienia czy podparcia w unijnym prawodawstwie, traktatach czy umowach. Działanie KE wobec Polski było i jest bezprawne i takie są fakty.       

Co robił przewodniczący Nowoczesnej Ryszard Petru w Brukseli u szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera?

– Ten niejaki ekonomista próbował przekonywać Polaków, że przyjęty przez Sejm budżet państwa na 2017 r. będzie weryfikowany przez KE czy jakikolwiek inny organ UE. Ze ściągawką w ręku, co może wskazywać, że pamięć szwankuje lub co innego zaprząta mu głowę, spotykał się w Brukseli z przewodniczącym Junckerem i podczas konferencji prasowej odczytywał punkt po punkcie. Widać jednak było znudzenie Junckera tym spektaklem. Odniosłem wrażenie, że spragniony chciał czym prędzej zakończyć to spotkanie. Oczywiście odpowiedział, bo nie mógł inaczej, i powiedział, że KE nic do polskiego budżetu nie ma. I takie są fakty. Przypomnę, że KE może się wypowiedzieć w przypadku deficytu. Tymczasem deficyt Polski mieści się w ramach przewidzianych unijnym prawem i jest poniżej 3 proc., a co za tym idzie, Komisja nie ma nawet prawa do tego się odnosić. Ryszard Petru przejechał kawał drogi z Polski do Brukseli, żeby się dowiedzieć, że na próżno te wszystkie zabiegi. Mam nadzieję, że podejście unijnych polityków przynajmniej w jakimś stopniu ostudzi zapędy Ryszarda Petru i całej tej totalnej opozycji, która straszy Polaków.

Czy to oznacza, że temat Polski zaczyna się wypalać?

– Oczywiście cała tzw. totalna opozycja usiłuje przekonywać unijnych polityków, że w Polsce źle się dzieje, jest mowa o ogromnym zaangażowaniu opozycji w Polsce w protesty czy wręcz w walkę o obronę rzekomo zagrożonej demokracji. Tyle tylko, że ten szum robi coraz mniejsze wrażenie na unijnych decydentach, którzy widzą, że to jest nieprawdą i nadużyciem. Mam nadzieję, że w trakcie sprawowania funkcji przewodniczącego PE przez Antonio Tajaniego wszystko się uspokoi, a europarlament zajmie się nie wydumanymi, ale realnymi problemami, jakie stoją przed Europą, jeśli chodzi o kryzys, który przeżywa UE, kwestie gospodarcze czy chociażby sprawy migracyjne, w przypadku których brak racjonalnej polityki odbija się czkawką i stwarza coraz więcej zagrożeń. Dotychczas szukano tematów zastępczych, natomiast po tzw. konferencji przewodniczących PE, która odbyła się w piątek, gdzie się ustala punkty obrad, jakie będą podejmowane na następnych sesjach PE, widać, że następuje zmiana. Temat Polski się wypala i bardzo mi się podobała odpowiedź wicepremiera Mateusza Morawieckiego, który podczas szczytu w Davos, pytany przez jakiegoś dziennikarza o szkodliwe działania przeciwko wolności mediów czy też brutalności policji i służb porządkowych przed parlamentem, odpowiedział, że dziwią go pytania dotyczące kwestii, które w Polsce nie występują, natomiast pomija się sprawy rozwoju polskiej gospodarki, które w Davos powinny dominować.

Skoro mowa o ekonomii, to jak wyglądają finanse i gospodarka w Polsce?

– Mimo ubolewań i czarnowidztwa pseudospecjalistów z Platformy czy Nowoczesnej stan finansów i gospodarki w Polsce jest dobry. Wstępne dane GUS za grudzień 2016 r. obalają mity. Oceny ekonomistów z zachodniej Europy, jeśli chodzi o ocenę sytuacji ekonomicznej czy gospodarczej w Polsce, są bardzo pochlebne. Również agencje ratingowe Moody’s i Fitch, wbrew twierdzeniom i straszeniu tzw. totalnej opozycji, nie obniżyły, a pozostawiły ratingi dotyczące sytuacji Polski na dotychczasowym poziomie. Również prof. Marek Belka, który się zna na gospodarce czy finansach, którego chyba trudno posądzać o sympatyzowanie z rządem Prawa i Sprawiedliwości, w jednej z ostatnich swoich wypowiedzi publicznych stwierdził, że nie było żadnych powodów, aby obniżać ratingi Polski. Również, jak stwierdził, budżet jest w dobrym stanie, a to jedna z najważniejszych rzeczy.        

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl