logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Sowieckie, nie polskie

Czwartek, 26 stycznia 2017 (18:29)

Z prof. Grzegorzem  Kucharczykiem, historykiem z Polskiej Akademii Nauk, rozmawia Anna Ambroziak

Jak Pan jako zawodowy historyk ocenia sformułowanie „polskie obozy koncentracyjne” w odniesieniu do łagrów założonych na naszych ziemiach przez Sowietów i komunistów?

– To kolejny zabieg niemieckiej propagandy historycznej, która próbuje zneutralizować proces budzenia się polskiej świadomości społecznej w tej kwestii. Wydawany przez niemieckiego wydawcę „Newsweek Polska” włącza się w tę akcję. Nie sądzę jednak, by tego typu komentarze były akcją spontaniczną. Nieprzypadkowo zbiegły się one w czasie, gdy ruszyła pewna inicjatywa państwa polskiego, a z drugiej – inicjatywa oddolna, po to, by zapobiegać fałszowaniu historii, by zapobiegać mówieniu o rzekomych polskich obozach zagłady.

Ma Pan na myśli propozycje nowelizacji ustawy o IPN, w której przewidziano kary za użycie sformułowania „polski obóz koncentracyjny”?

– Tak. Oraz akcję internetową „German Death Camps”, która ruszyła po tym, jak publiczna niemiecka telewizja skandalicznie zachowała się w sprawie wykonania wyroku polskiego sądu – przeprosin więźnia Auschwitz za użycie określenia „polski obóz koncentracyjny”. Kolejne publikacje o polskich obozach zagłady to po prostu kontra wobec tych właśnie akcji.
Obozy, które przetrzymywały polskich patriotów po 1945 r., nie były obozami polskimi. Przede wszystkim były to obozy komunistyczne. Państwo polskie po 1945 r. nie było państwem wolnym, nie było państwem demokratycznym. Było państwem, które znajdowało się pod nową okupacją, okupacją sowiecką. Funkcjonujący wtedy aparat władzy wykonywał jedynie polecenia płynące z Moskwy. Nie można tu w żadnym razie mówić o polskich obozach śmierci.
W podobny sposób można byłoby mówić o anglosaskich obozach koncentracyjnych funkcjonujących na terenie powojennych Niemiec. Zdarzało się, że wykorzystując infrastrukturę niemieckich obozów koncentracyjnych, alianci przetrzymywali w nich osoby podejrzane o związki z nazizmem.

Jak powinno zachować się w tej sytuacji państwo polskie?

– Na pewno powinny zareagować polskie służby dyplomatyczne. Mają naprawdę szerokie pole do działania, by przeciwdziałać tej fałszywej propagandzie. Potrzebna jest też prawdziwa edukacja historyczna w szkołach. Reformując polskie szkoły, należałoby postarać się o to, by polskie dzieci uczyły się prawdziwej historii swojego kraju, tej historii, która rozegrała się po 1939 roku. Może należałoby więcej czasu poświęcić właśnie tym zagadnieniom. W takich przypadkach zawsze gra się na pewnej ignorancji. Aby propaganda, jakakolwiek, była skuteczna, musi się opierać na prawdzie. Ale – nie na całej prawdzie. Tak jest i w tym wypadku. Ci, którym zależy na podawaniu nieprawdy, uciekają się do faktu, że komuniści wykorzystywali obozy, więzienia, w których wcześniej Niemcy dręczyli Polaków. Po to, by z kolei więzić tam żołnierzy podziemia niepodległościowego, wszystkich, którzy zagrażali władzy ludowej. Tak było m.in. w przypadku Zamku Lubelskiego.
Wykorzystuje się prawdziwe fakty, umieszczając je w fałszywym kontekście. Chodzi tu o wymieszanie prawdy z fałszem. Zgodnie z powiedzeniem, że w mętnej wodzie łatwiej łowić ryby.

Pojawiły się też sugestie, że sprawa ta powinna stać się przedmiotem bezpośrednich rozmów podczas najbliższej wizyty kanclerz Angeli Merkel.

– Jak najbardziej. Ponieważ nie chodzi tu tylko o to, co robi strona niemiecka, ale też o to, czego nie robi. Gdzie jest oświadczenie niemieckiego ministerstwa spraw zagranicznych informujące, że odcina się od wszelkich publikacji na temat rzekomych polskich obozów zagłady? Tego nie ma. I ta bierność jest – można powiedzieć – głośno bijącą ciszą.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Anna Ambroziak

Aktualizacja 26 stycznia 2017 (19:19)

Nasz Dziennik