logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Wypowiedzi Tuska szkodliwe i nierozważne

Piątek, 3 lutego 2017 (20:01)

Z Tomaszem Porębą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Szczyt na Malcie odbywa się w cieniu listu Donalda Tuska do szefów państw i rządów Unii Europejskiej, który wskazuje szereg zagrożeń dla UE, do których zalicza m.in. działania administracji Donalda Trumpa. Jak należy ocenić tę „diagnozę” Tuska?

– Wymienianie amerykańskiej administracji wśród zagrożeń dla Europy obok m.in. terroryzmu i radykalnego islamu jest kompletnym nieporozumieniem. Mijają zaledwie dwa tygodnie od zaprzysiężenia Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych, nowa amerykańska administracja dopiero rozpoczyna swoją pracę i na takie oceny jest zdecydowanie za wcześnie. Nie mówiąc już nawet o tym, że są nietaktowne i niegrzeczne. Z całą pewnością wypowiedzi Donalda Tuska nie przyczyniają się do budowania dobrych relacji transatlantyckich – są po prostu szkodliwe i nierozważne.

Donald Tusk i elity unijne chcą zrzucić, a przynajmniej oddalić od siebie, odpowiedzialność za kryzys w UE?

– Z pewnością tak, jest to próba odwrócenia uwagi od szeregu kryzysów, które trawią Unię Europejską od wielu miesięcy i lat, a które w mniejszym bądź większym stopniu są bagatelizowane. Zdecydowanie łatwiej jest włączyć się w chór krytyków nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych, który pokazywał już, iż reprezentuje odmienne poglądy niż brukselskie elity, niż myśleć i działać na rzecz budowania dobrych relacji. Nie mam wątpliwości, że atakując prezydenta Trumpa, Tusk liczył na zainteresowanie i pochwałę ze strony liberalnych mediów. Dziennikarze niestety dali się złapać w tę pułapkę.

List Tuska można odczytywać także jako zapewnienie sobie reelekcji na stanowisku szefa Rady Europejskiej – z jednej strony, ale z drugiej – czy ten egoizm nie  kompromituje nie tylko samego Tuska, ale także Europę i Polskę?

– Znajdujemy się obecnie w kluczowym momencie, jeśli chodzi o przyszłość Donalda Tuska w Brukseli, więc każde jego działanie jest obliczone na zapewnienie sobie reelekcji. Jeszcze przed wyborami w Stanach Zjednoczonych przewodniczący Tusk próbował zaskarbić sobie przychylność zachodnich polityków, opowiadając się po stronie Hillary Clinton i zamieszczając na Twitterze, tuż przed rozstrzygnięciem wyborów, wypowiedź swojej żony mówiącą o tym, że „Jeden Donald w polityce wystarczy”. Trzeba jednak wyraźnie stwierdzić, że teraz posunął się stanowczo za daleko, używając relacji z naszym najważniejszym światowym partnerem jako karty przetargowej w swojej kampanii wyborczej.

Starania Tuska o reelekcję mogą być skuteczne?

– Po wyborach przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, którym został Włoch Antonio Tajani, europejska układanka przybrała dla Donalda Tuska niekorzystny kształt. Obecnie więcej zależy od tego, czy pojawi się poważny kontrkandydat, który będzie w stanie zdobyć poparcie zarówno socjalistów, jak i europejskiej chadecji, niż od działań samego Tuska. Zresztą on sam już wielokrotnie udowodnił, że funkcja przewodniczącego Rady Europejskiej go przerosła. Fakty mówią same za siebie: nie poradził sobie z kryzysami, z którymi boryka się UE, takimi jak kryzys migracyjny czy kryzys strefy euro, a jego przewodnictwo w Radzie zostanie zapamiętane przede wszystkim przez pryzmat Brexitu, któremu nie zapobiegł.

Wracając jednak do listu, jakie mogą być jego konsekwencje, jeśli chodzi o relacje UE – Stany Zjednoczone, i czy polityk na tak wysokim szczeblu jak Tusk ma tego świadomość, a może zwyczajnie nie dorósł do pełnienia tej funkcji?

– Gdyby taką diagnozę postawił ważny niemiecki, francuski czy brytyjski polityk, skutki dla sojuszu łączącego Stany Zjednoczone i Unię Europejską mogłyby być opłakane. Nawet wobec państw znacznie mniej nam przyjaznych i stanowiących prawdziwe zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa używa się łagodniejszych słów niż te, którymi posłużył się Donald Tusk. Na szczęście nie jest traktowany jak lider czy przywódca Europy, za którego on sam się uważa, więc jego słowa mogą zostać – i miejmy nadzieję, że zostaną – zignorowane.

Czy UE czeka katastrofa, jak to zresztą diagnozuje Donald Tusk?

– Unia stoi wobec wielu wyzwań i zagrożeń. W tej sytuacji rolą przewodniczącego Rady Europejskiej powinno być proponowanie działań i rozwiązań, ale także wyciąganie wniosków z popełnionych błędów. To świadczy o poziomie i skuteczności polityka. Na przykładzie Brexitu widać jednak, że nic takiego nie nastąpiło, co tylko pokazuje, że środowiska decyzyjne UE mają ograniczoną zdolność do refleksji. Zamiast straszyć i pisać czarne scenariusze, Donald Tusk powinien zaproponować konkretne pomysły na walkę z nielegalną imigracją czy poprawę bezpieczeństwa w UE. To jest obowiązek przewodniczącego Rady Europejskiej.

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl