logo
logo

Zdjęcie: European Parliament / -

Kolejna fala migracji zapuka do bram UE

Poniedziałek, 27 lutego 2017 (11:19)

Aktualizacja: 30 września 2017 (18:33)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Po co Węgrom nowe ogrodzenie na granicy z Serbią, do budowy którego się przygotowują?

– Zapewne wywiad węgierski ma informacje o kolejnej fali nielegalnej migracji, która podejmie próbę przedostania się do Europy i stąd to działanie – skądinąd bardzo słuszne i odpowiedzialne. Doświadczenia podwójnego płotu na granicy z Macedonią pokazują, iż po przełamaniu pierwszej bariery jest pewien czas na interwencję, aby nie było konieczności wyłapywania nielegalnych imigrantów już na swoim terytorium.

Europie zagraża kolejna fala nielegalnych imigrantów? 

– Problem ciągle jest i będzie narastał. W krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej liczba ludności będzie się zwiększać. To są tykające bomby demograficzne. Szacuje się, że liczba ludności na wspomnianych obszarach na przestrzeni najbliższego ćwierćwiecza wzrośnie o prawie 50 proc. Poprzednie fale migracji pokazały, że Unia Europejska i poszczególne kraje Wspólnoty nie są przygotowane na masowe i praktycznie niekontrolowane przyjmowanie imigrantów. Sytuacja jest cały czas dynamiczna, a niektóre źródła prasowe mówią o kolejnych milionach osób przygotowujących się do marszu na Europę. Te dane są oczywiście trudne do zweryfikowania, ale tych informacji nie należy lekceważyć. Warto też zauważyć, że tylko w tym roku do Włoch przedostało się ponad 20 tysięcy nielegalnych imigrantów. To pokazuje, że presja migracyjna nie ustaje nawet mimo zimy. Ponadto sytuacja na Bliskim Wschodzie wskazuje, że ciągle jest tam daleko do normalizacji. Zastanawiające jest także to, jak w sytuacji napływu nielegalnych imigrantów zachowa się Turcja i czy nie stanie się zamiast państwem buforowym – jak planowały to ośrodki decyzyjne Unii Europejskiej – państwem przerzutu nielegalnych imigrantów, tak jak to było w poprzednich latach. 

Płot to kosztowne przedsięwzięcie. Z tego, co podają Węgrzy, ma on kosztować ponad 130 milionów dolarów. Czy dotychczas tego typu tama przeciw imigrantom na granicy z Serbią i Chorwacją była skuteczna?

– Zdecydowanie ta zapora była skuteczna i to do tego stopnia, że podobne płoty wzniosły na swoich granicach także takie kraje jak Słowenia czy Austria. Zresztą każda bariera jest dobra, bo fizycznie utrudnia nielegalnym imigrantom przekraczanie granicy. Same słupki graniczne dziś już nikogo nie zatrzymają.

W strefach tranzytowych na granicy węgiersko-serbskiej mają stanąć kontenery, w których migranci, składający wnioski o azyl, będą oczekiwać na odpowiedź węgierskich władz. Jak ocenia Pan ten pomysł?

– Kryzys migracyjny pokazał słabość Unii Europejskiej i zdemaskował całkowite nieprzygotowanie na nasilenie problemu napływu do Europy kolejnych fal imigrantów. Unia już teraz powinna myśleć, co z tym problemem zrobić, by mu zapobiec, a przynajmniej się lepiej przygotować do następnych kryzysów migracyjnych. Niestety tego nie robi. Natomiast rząd węgierski od dawna wykazuje się dużą odpowiedzialnością w tym względzie. Jeśli doprowadzimy do sytuacji, że każdy może swobodnie przechodzić granicę, to po co udawać, że jest ona w ogóle chroniona. Stany Zjednoczone budują płot na granicy z Meksykiem, a w Izraelu otwiera się ogień do osób przekraczających nielegalnie granice. Europa wobec zagrożenia także musi, i to skutecznie, chronić swoje terytorium przed nieproszonymi gośćmi.

Co ze „szlakiem wschodnim”? Mam tu na myśli najpierw Ukraińców, czy Polsce również zagraża fala migracji z tego kierunku?

– To jest cały czas kwestia otwarta. Decyzja, jaką podjęła Polska, o daleko idącej liberalizacji wizowej dla obywateli Ukrainy sprawia, że zasadniczo w stosunku do tej nacji płot nie jest potrzebny. Oczywiście zdarzają się przypadki nielegalnego przekraczania granicy Polski przez obywateli Ukrainy, którym odmówiono wjazdu, ale nie jest to zjawisko póki co masowe.

A jeśli chodzi o imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu?

– I tu dochodzimy do sedna sprawy. Mianowicie płot jest potrzebny właśnie na wypadek zagrożenia napływem nielegalnych imigrantów pochodzących z państw islamskich. Jeżeli uruchomi się „wschodni szlak”, to ewentualne decyzje, jakie wówczas zapadną w tym względzie, będą spóźnione. Taki płot jest potrzebny teraz, aby działał prewencyjnie, także w zakresie informacji, że ten kierunek nie jest otwarty, a granicy z Polską nie można przekroczyć, bo chroni ją zapora. 

Jesteśmy przygotowani na ewentualny napływ muzułmańskich imigrantów z kierunku wschodniego?

– Nie jesteśmy. Od trzech lat w tym względzie nic się nie zmieniło. Jedyne zmiany dotyczą zaopatrzenia patroli na tzw. zielonej granicy w broń długą. Jeśli zaś chodzi o stany liczbowe funkcjonariuszy Straży Granicznej, to cały czas są one na podobnym poziomie. W tej sytuacji ciągle liczymy na służby ukraińskie, że to one wyłapią nielegalnych przybyszy, zanim dotrą oni do Polski. Tymczasem na Ukrainie sytuacja społeczna z miesiąca na miesiąc jest coraz gorsza, dlatego nie liczyłbym na skuteczność ukraińskich służb. Fakty są niestety takie, że nie wyciągamy żadnych wniosków, także z doświadczeń innych państw, i biernie czekamy, aż znowu coś nas zaskoczy.

Polskie władze mimo sugestii nie zrobiły nic, aby uszczelnić naszą wschodnią granicę.  Czy to wyraz nonszalancji czy może wynika to z poczucia braku zagrożenia?

– Uważam, że jest to efekt niezdrowego podejścia powodowanego polityką w stosunku do Ukrainy. Nasze władze uważają, że uszczelnienie wschodniej granicy Polski poprzez budowę płotu byłoby źle odebrane przez rząd w Kijowie. Podobnie wielu dziennikarzy w Polsce także nie rozumie, że płot nie jest skierowany przeciwko Ukraińcom, ale przeciwko nielegalnym imigrantom z Azji i Afryki. Każdy, kto bagatelizuje ten problem, bierze na siebie odpowiedzialność za bezpieczeństwo naszego kraju i obywateli. Tutaj niezwykle ważna jest także rola środowiska dziennikarskiego, w którym jest – niestety – wielu ignorantów nierozumiejących powagi tego problemu. Media powinny upominać władze, jeśli te lekceważą zagrożenia, nie dostrzegając problemu, bądź udają, że taki problem nie istnieje.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl