logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Premier musi latać CASĄ

Wtorek, 28 lutego 2017 (18:46)

Aktualizacja: Wtorek, 28 lutego 2017 (18:54)

Z Bartoszem Kownackim, wiceministrem obrony narodowej, rozmawia Krzysztof Losz

 

Z jakich środków transportu powietrznego korzystają najważniejsze osoby w państwie: prezydent, premier, ministrowie?

– Dysponujemy w tej chwili dwoma wynajmowanymi samolotami Embraer. Jest też możliwość korzystania z samolotów wojskowych CASA i śmigłowców w wersji VIP. Dla porównania Francja ma flotę rządową złożoną z 15 samolotów, Niemcy – 11 maszyn, Belgia – 8.

Opozycja krytykuje wykorzystywanie do transportu najwyższych urzędników samolotów CASA, zwłaszcza fakt organizowania lotów dla premier Beaty Szydło. W jakich okolicznościach szefowa polskiego rządu korzysta z tych maszyn?

– Wtedy, kiedy ze względu na wykonywane obowiązki istnieje taka potrzeba. Także wtedy, gdy embraer wykonuje inne zadania. Trzeba mieć świadomość, że według instrukcji HEAD nie można równolegle używać dwóch samolotów Embraer.

Czy ta instrukcja była przestrzegana przy organizacji lotów CASĄ?

– Tak, wszystkie loty odbywają się zgodnie z instrukcją. Została ona wydana nie przez obecne władze, ale w 2013 roku przez ministra obrony Tomasza Siemoniaka. Uważam, że jest dobra i się do niej stosujemy. Natomiast opozycja używa tego argumentu w grze politycznej, bo najpierw chciano wmówić Polakom, że łamana jest instrukcja HEAD, a gdy to nie wypaliło, to padają stwierdzenia, że loty samolotem CASA są zbyt kosztowne. Ale na bezpieczeństwie prezydenta, premiera nie można oszczędzać, to zawsze kosztuje. Więc zarzuty opozycji pokazują tylko jej hipokryzję. Oni się nie troszczą o bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie. Oni chcą rząd nieustannie atakować.

Zarzuty opozycji dotyczą jednak tego, że premier lata wojskowym samolotem do domu, czyli w celach prywatnych.

– Musimy sobie uświadomić, że nie ma czegoś takiego jak prywatne loty prezydenta czy premiera. Funkcję szefa rządu sprawuje się 24 godziny na dobę. Może się zdarzyć taka sytuacja, że pani premier musi opuścić dom czy prywatne spotkanie i pilnie wracać do Warszawy. Dlatego protestuję przeciwko hipokryzji posłów Platformy Obywatelskiej i nie rozumiem rozpętania „afery samolotowej” przez PO.

To świadczy tylko o jakichś głębokich kompleksach tych ludzi, bo dla nich podróż samolotem w realizacji zadań służbowych urasta do rangi nadzwyczajnego wydarzenia. A to jest przecież standard na całym świecie. Zresztą w naszym przypadku można mieć zastrzeżenia do tego standardu, gdyż CASA jest wojskowym samolotem transportowym i nie jest produkowana z myślą o przewozie najważniejszych osób w państwie. Musimy jednak z tych maszyn korzystać, gdyż nie mamy na razie innych. Chciałbym w tym miejscu mocno podkreślić, że to właśnie standard samolotów dla VIP-ów różni nas od Europy, a nie to, że wojsko wozi funkcjonariuszy państwowych.

Posłowie PO zapowiedzieli skierowanie przeciwko Panu wniosku do sejmowej komisji etyki i prokuratury za stwierdzenie, że politycy tej formacji nie mają moralnego prawa wypowiadać się na temat rządowych lotów, bo mają krew na rękach po katastrofie smoleńskiej.

– PO ponosi odpowiedzialność polityczną i moralną za katastrofę, a niektórzy urzędnicy tamtej ekipy ponoszą także odpowiedzialność karną, czego dowodzą trwające postępowania sądowe i prokuratorskie. Grożenie mi odpowiedzialnością karną jest w tym kontekście nie na miejscu. Ponadto debata sejmowa rządzi się swoimi prawami, nieraz używamy podczas niej mocniejszych sformułowań. Politycy PO, którzy tak mocno bronią rzekomo zagrożonej w Polsce wolności, odmawiają mi prawa do wolności wypowiedzi. To jest właśnie wolność słowa w wykonaniu polityków Platformy Obywatelskiej. Oni głośno krzyczą o tym, że prawa obywatelskie są rzekomo w Polsce zagrożone, ale jak tylko ktoś powie coś ostrzejszego na ich temat, to najchętniej wsadziliby go do więzienia. Powtarzam jeszcze raz: oni nie mają moralnego prawa wypowiadać się na ten temat.

Kiedy będziemy mieli normalną sytuację z transportem VIP-ów?

– Gdy kupimy nowe samoloty małe i średnie. Pierwszy z dwóch małych samolotów otrzymamy w czerwcu, kupimy też jeden używany średni samolot i dwa nowe. W przyszłości musimy dokupić jeszcze dwie małe maszyny, aby zaspokoić minimalne potrzeby państwa. Natomiast z naszych analiz wynika, że powinniśmy mieć docelowo 6-8 małych samolotów i trzy średnie, aby nie było żadnych problemów z organizacją przewozów powietrznych najważniejszych osób w państwie. Tymczasem PO chciała kupić tylko dwa używane małe samoloty.

MON jest krytykowane nie tylko za samoloty, ale i za zmiany na wielu wysokich stanowiskach dowódczych w wojsku. Czy one były konieczne?

– Takie zmiany to normalna rzecz, są dowodem na funkcjonowanie cywilnej kontroli nad armią. Zmiany w wojsku były potrzebne z tego powodu, że po 27 latach od zmiany ustroju stać nas jest na to, aby wojskiem dowodzili oficerowie, którzy nie byli kształceni w uczelniach w Związku Sowieckim. Zmiany nie były wykonywane chaotyczne, one były przemyślane. Nie było takiej sytuacji, jak za naszych poprzedników, gdy szef sekretariatu ministra obrony zostawał szefem Żandarmerii Wojskowej.

Roszady na stanowiskach dowódczych w wojsku krytykuje jednak poprzedni minister obrony Tomasz Siemoniak.

– Pan Siemoniak posuwa się wręcz do dzielenia żołnierzy na „lepszych” i „gorszych”. Tymi „gorszymi” mają być oczywiście oficerowie awansowani przez PiS. To są irracjonalne argumenty. Dziwię się tej krytyce i z tego powodu, że przecież awansowani teraz oficerowie służyli w wojsku, szkolili się także w czasach ośmiu lat rządów PO. Czyżby więc Tomasz Siemoniak podważał ich kwalifikacje i proces szkolenia za swoich czasów? Nie sądzę, bo to są naprawdę wysokiej klasy żołnierze, którzy bardzo nowocześnie patrzą na kwestie bezpieczeństwa państwa, funkcjonowanie armii. Ich awanse na pewno oznaczają wzrost poziomu dowodzenia w naszych Siłach Zbrojnych.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Krzysztof Losz

Nasz Dziennik