logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

W Unii ważna jest tylko poprawność polityczna

Czwartek, 9 marca 2017 (17:56)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy była szansa na przeforsowanie kandydatury Jacka Saryusz-Wolskiego, czy wszystko już było ustalone?

– W mojej ocenie, jest mało istotne, kto będzie przewodniczącym Rady Europejskiej. Żeby pokazać, że jest to niewiele znaczące stanowisko, powiem, że równie dobrze szefem Rady Europejskiej mógłby zostać Koziołek Matołek czy Miś Uszatek i na jedno by wychodziło. Ponadto w Polsce prowadzimy dyskusję w taki sposób, jakby wybór nowego przewodniczącego zależał od nas i jakby to była sprawa życia i śmierci. Tak nie jest. Nie łudźmy się, bo nie jest to sprawa ani ważna, a tym bardziej nie mamy wpływu na ostateczny werdykt większości, która i tak – niestety – przytaknie Niemcom i Francji.

Skoro – jak Pan twierdzi – jest to mało istotne, fasadowe stanowisko, to kim tak naprawdę jest szef Rady Europejskiej?   

– Tak naprawdę pozycję szefa Rady Europejskiej można przyrównać do funkcji woźnego, który w rękach dzierży dzwoneczek, którym otwiera i zamyka posiedzenia szefów państw członków Wspólnoty. Wobec tego odnoszę wrażenie, że mamy do czynienia z przerostem formy nad treścią. Nastąpiło przewartościowanie tego stanowiska i realnych możliwości osoby, która je piastuje. Poza tym jako Polska nie mamy żadnego realnego wpływu na to, kto będzie piastował to stanowisko przez następne dwa i pół roku. Powtórzę raz jeszcze – czy to będzie Donald Tusk, czy ktokolwiek inny, to i tak będzie to tylko człowiek od dzwoneczka, a decyzje tak jak dotychczas będą zapadały w Berlinie i w Paryżu. Dlatego nie przesadzajmy i nie budujmy wokół tej mało istotnej sprawy wielkiej ideologii.

Co można powiedzieć o samej procedurze wyboru szefa Rady Europejskiej?

– Procedura wyboru jest wyjątkowo nieprzejrzysta, bo tak naprawdę wybór na to stanowisko odbywa się według kryteriów gabinetowych. Natomiast to, co dziś przy okazji wyboru szefa Rady obserwujemy, tylko obnaża niejasne kryteria funkcjonowania całej Unii Europejskiej. Struktura funkcjonowania Unii jest dziurawa, wadliwa i wewnętrznie pusta. To przyczyniło się do stworzenia całego dworu wokół Parlamentu Europejskiego, szeregu tytularnych stanowisk, które piastującym je, owszem, dają niemałe profity, ale tak naprawdę nie przekładają się na żadną realną władzę.

Jaka była intencja zgłoszenia przez Polskę niemal w ostatniej chwili kandydatury Jacka Saryusz-Wolskiego na stanowisko szefa Rady Europejskiej?

– Ta cała historia ma jeden kontekst, mianowicie pokazuje Polskę jako kraj nieprzewidywalny, jako kraj, który jest wewnętrznie politycznie rozchwiany i niestabilny. I to według mnie jest cała kwintesencja tego sporu.

W jakim świetle stawia Donalda Tuska fakt, że nawet nie zwrócił się do Polski o poparcie?

– To oczywiście stawia w bardzo złym świetle Donalda Tuska. Donald Tusk – rodem z Polski, bo polski paszport, mam nadzieję, wciąż jeszcze posiada polityk, który rozmawia ze wszystkimi, a nie spotyka się z polskim rządem, aby zabiegać o poparcie swojej kandydatury, to wszystko wygląda bardzo niedobrze. To jednocześnie świadczy, że Tusk z góry uznał, że reelekcję ma zaklepaną i zdanie polskiego rządu nie ma żadnego znaczenia. Natomiast to, co my w tej chwili robimy, co robi rząd, próbując zablokować ten wybór, wystawiając kandydata Jacka Saryusz-Wolskiego, tak naprawdę nie ma absolutnie żadnego znaczenia i jest pozbawione większego sensu.

Czy w takim układzie należało potulnie zaakceptować z góry narzuconą kandydaturę forsowaną przez Berlin i Paryż?

– Według mnie, daliśmy się wkręcić w grę, na którą nie mamy najmniejszego wpływu. W Unii Europejskiej karty rozdają wielcy. Proszę zwrócić uwagę, że obecnie nawet ekonomia nie ma żadnego znaczenia, bo w Wersalu i tak spotyka się Europa pierwszej prędkości, czyli Niemcy, Francja oraz bankrutująca Hiszpania, czy będące w katastrofalnym stanie gospodarczym Włochy. I dla tych wielkich nie liczy się to, że obecnie polska gospodarka bije na głowę Hiszpanię i Włochy. To jednocześnie pokazuje, że dzisiaj nikt już nie patrzy racjonalnie, a ważna jest tylko poprawność polityczna i umiejętność płynięcia w głównym nurcie. Podobnie rzecz ma się z Grecją, która jest bankrutem, tylko nikt jeszcze tego nie ogłosił, bo najpierw pieniądze musi odzyskać światowa finansjera. I choć Grecy nie mają prawa zasiadać w strefie euro, to wciąż tam tkwią, podobnie jak wiele innych państw, które nie spełniają kryteriów. To świadczy o jednym, że cały ten system, ponad miarę rozbudowany instytucjonalnie, jest mocno naciągany. Wielcy robią interesy, a mali za to wszystko płacą w ostatecznym rozrachunku. Taka to jedność europejska.

To, w takim układzie, po co komu taka „kulawa” Unia Europejska?       

– Cała rzecz polega na tym, że dzisiaj Unia – mówiąc kolokwialnie – sama sobie strzela w kolano, sama się doprowadza do rozłamu. Paradoks tej sprawy polega na tym, że nikt tego nie widzi, a przynajmniej udaje, że nie widzi, natomiast w Polsce szuka się winnego, na którego będzie można zrzucić całą odpowiedzialność za niekompetencje wysokich unijnych urzędników. Jesteśmy świadkami polowania na Polskę, którą próbuje się przedstawiać jako sprawcę wszystkich nieszczęść. Tymczasem Unia Europejska jest na etapie ostrego pikowania w dół. Takie są smutne konsekwencje tej nieudolnej polityki brukselskiej sterowanej z Berlina czy Paryża. Wielkie aspiracje gospodarcze, wielkie aspiracje polityczne Unii Europejskiej zostały już dawno przekreślone. Ich już nie ma. Jest szara rzeczywistość, która coraz bardziej trzeszczy.

Wracając do Donalda Tuska, prezes Kaczyński twierdzi, że Niemcy jeszcze jakiś czas temu w nieoficjalnych rozmowach deklarowali, że Tusk nie zostanie wybrany wbrew protestom Polski. Co takiego się stało, że Niemcy zmieniły zdanie?

– Tak naprawdę trudno powiedzieć, czy i jakiego rodzaju były to ustalenia czy deklaracje. Póki co, mamy słowo przeciwko słowu. Niemcy prowadzą swoją politykę, swoje interesy i nie łudźmy się, że forsując swoje projekty, będą na nas zwracać uwagę. Czas najwyższy zacząć patrzeć pragmatycznie. Dbajmy o własne narodowe interesy, a strażnik dzwonka... No cóż, nie jest osobą numer jeden, której należałoby poświęcać zbyt wiele uwagi.

Czym Donald Tusk zaskarbił sobie przychylność i dlaczego jest tak bardzo na rękę unijnym decydentom?

– Donald Tusk to miałki polityk, bez wizji co do przyszłości Europy, za to posiada jedną ważną cechę, a mianowicie gwarantuje status quo. Osiem lat rządów Platformy, z czego większość pod przewodnictwem Tuska, i to, co się w tym czasie działo z polską gospodarką, z inwestycjami, przemysłem, z zamykaniem kopalń, stoczni i de facto zwijaniem polskiego państwa, to nie był przypadek. To było zaplanowane działanie. Co więcej, to nie poszło w próżnię, ale skoro ktoś zyskał, to ktoś wcześniej musiał stracić. Straciła Polska. Reguły ekonomii są jasne. Natomiast dzisiaj Donald Tusk jest beneficjentem swoich wcześniejszych posunięć jako premier Polski i po prostu odcina kupony.

W jaką fazę wchodzi Unia Europejska, zwłaszcza po spotkaniu czwórki „wielkich” w Wersalu?

– Mam nieodparte wrażenie, że Unia Europejska zaczyna się sama wewnętrznie rozkładać. Ten rozkład powoduje cała ta zgnilizna polityczna, którą obserwujemy. Unia nie ma spoiwa, które mogłoby scalić rozpadający się coraz bardziej tylko pozorny monolit. 

Czy coś jest jeszcze w stanie zahamować ten rozpad Unii?

– W mojej ocenie, będzie to bardzo trudne, wręcz niemożliwe. Przede wszystkim nie widać woli zmian, naprawy, brakuje refleksji wśród największych państw Wspólnoty. Tymczasem trzeba powrócić do źródeł. Święty Jan Paweł II, mówiąc o Unii Europejskiej, podkreślał rolę jedności. Ale ta jedność Europy nie może się sprowadzać tylko do jedności instytucjonalnej, ekonomicznej i materialnej, a tak to niestety wygląda. Nie o to chodziło Papieżowi Polakowi. Niestety, stworzono byt tak nieprzejrzysty, tak wewnętrznie sprzeczny, że na dłuższą metę – w obecnej formie – nie jest on w stanie przetrwać. Trzeba zacząć wszystko od początku, na nowo, zacząć od zera. Pytanie brzmi: kto będzie w stanie podjąć to wyzwanie i przeprowadzić ten niewątpliwie trudny, długi, ale konieczny proces? Osobiście nikogo takiego nie dostrzegam na horyzoncie.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 30 września 2017 (20:55)

NaszDziennik.pl