logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Potrzebny jest zdrowy fundament

Środa, 29 marca 2017 (05:16)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem, ekspertem w obszarze polityki z Instytutu Sobieskiego, posłem Ruchu Kukiz’15, przewodniczącym sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Zdaniem szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego, wybór Donalda Tuska na drugą kadencję szefa Rady Europejskiej można zakwestionować na poziomie prawa europejskiego. Po co minister wraca do sprawy – wydaje się – zamkniętej?

– Wypowiedź ministra Waszczykowskiego – zwłaszcza w pierwszej wersji, później podczas konferencji prasowej nieco łagodzona – była wysoce niefortunna. Przy czym „niefortunna” jest bardzo delikatnym określeniem. Taka wypowiedź nie powinna nigdy paść z ust polskiego ministra spraw zagranicznych. Gdyby taka ocena i takie słowa padły ze strony – dajmy na to – dziennikarza, publicysty czy eksperta z think tanku, nie byłaby niczym nadzwyczajnym i z całą pewnością nie odbiłaby się takim echem, ale kiedy taka opinia pada z ust ministra odpowiedzialnego za dyplomację państwa polskiego, to brzmi to bardzo źle. Nie może polski szef dyplomacji mówić tak dziwnych rzeczy. Co więcej, nie może stwarzać wrażenia braku przejrzystości i spoistości polskiej polityki zagranicznej. Tymczasem niestety tak to wygląda. Jest to zatem fatalny błąd min. Waszczykowskiego, co kolejny raz potwierdza, że obecny szef MSZ jest najsłabszym ogniwem rządu.

Pomijając wypowiedź ministra Waszczykowskiego, czy Pana zdaniem wybory dokonywane na wysokie stanowiska unijne są przejrzyste i czy mają cokolwiek wspólnego z demokracją?

– Wybór Donalda Tuska na drugą kadencję szefa Rady Europejskiej był bardzo specyficzny, żeby nie powiedzieć, że była to zwyczajnie polityczna ustawka. Wobec braku jasnych zasad przyjęto formułę bardzo mocno naciąganą. Sądzę, że taki numer nie przeszedłby przy wyborze sołtysa, ale – jak widać – mógł przejść na najwyższych szczeblach Unii Europejskiej. To, że mamy do czynienia z podwójnymi standardami w Unii, wiadomo nie od dziś, ale kwestionowanie dokonanego wyboru Donalda Tuska, zwłaszcza po ostatnim szczycie, gdzie Polska zaakceptowała Deklarację Rzymską, jest politycznym błędem. Tak niestety rysują się standardy demokratyczne w Unii, która poucza Polskę w kwestii rzekomego łamania tych zasad. Oczywiście na przyszłość wnioski z politycznych uwarunkowań dokonywanych wyborów na najwyższe stanowiska w Unii powinny zostać wyciągnięte. Tak czy inaczej wybór Donalda Tuska stał się faktem i roztrząsanie tego tematu po raz kolejny nie ma już większego sensu. Podsycanie tego ognia niczego nie zmieni, a przeciwnie – może zaszkodzić wizerunkowi Polski. Brnięcie w tego typu retorykę i dyskusje – po raz kolejny – o tym, co się dokonało w Brukseli, pokazuje tylko miałkość i bezradność polskiej dyplomacji.  

Po co szef naszej dyplomacji wraca do tej sprawy i mówi jedno, a premier Beata Szydło uważa, że temat wyboru Tuska jest zamknięty, podobnie zresztą jak prezydencki minister Krzysztof Szczerski. Czy mamy dwugłos?

– To jest pytanie do ministra Waszczykowskiego, po co to zrobił. Z całą pewnością nie świadczy to dobrze o panu ministrze i nie wystawia mu pozytywnej oceny jako dyplomacie. Dyplomacja to trudna, odpowiedzialna praca, wymagająca zaangażowania, ogromnej wiedzy i wszechstronnej aktywności. Dyplomacja to umiejętność kontrolowania własnych emocji i zachowań. To także sztuka przewidywania konsekwencji, planowania i przewidywania pewnych ruchów. Trzeba pamiętać, że konsekwencje niewłaściwej reakcji czy chybionych ruchów mogą być nieporównanie poważniejsze niż w jakimkolwiek innym zawodzie. Wracając do meritum, w sytuacji, kiedy wszystkie gremia już dawno temat zamknęły i nikt nie miał cienia wątpliwości: było, stało się, sprawa zamknięta, nagle wyskakuje polski szef MSZ i wypowiada opinie, które nie powinny paść. To tylko pokazuje, że min. Waszczykowski jest najsłabszym ogniwem tego rządu.  

A może zwyczajnie daje się wciągać w dziennikarskie prowokacje?

– Nie przesadzajmy, tej sprawy nie da się zamieść pod dywan. Nie da się usprawiedliwić polskiego ministra spraw zagranicznych. Powtórzę jeszcze raz, że gdyby dotyczyło to „podrzędnego polityka”, posła, działacza partyjnego, to nie byłoby sprawy. Ale mamy nieodpowiedzialną wypowiedź polskiego szefa dyplomacji, który powinien posiadać umiejętność wybrnięcia nieraz z trudnych sytuacji, także prowokowanych przez dziennikarzy. Według mnie, jest to porażka naszej dyplomacji. Wygląda, że ktoś nie potrafi, nie rozumie albo się na tym nie zna.

A zatem czy polska dyplomacja pod obecnym kierownictwem zmierza w dobrym kierunku?

– Sądzę, że w niedługim czasie konieczne będzie dokonanie zmiany na stanowisku szefa polskiej dyplomacji. Niestety, ale kilka ruchów ministra Waszczykowskiego odbiło się negatywnie na wizerunku Polski.

Co ma Pan na myśli?

– Takich „kwiatków” jest bardzo dużo. Przykładem może być sprowadzenie do Polski Komisji Weneckiej, co pociągnęło za sobą szereg negatywnych konsekwencji. Również kierunek białoruski nie był strzałem w dziesiątkę, czego dowodzą ostatnie działania prezydenta Łukaszenki. To otwarcie na Białoruś w takiej, a nie innej formule nie do końca się sprawdza. Również jeśli chodzi o politykę wobec Ukrainy popełniane są kardynalne błędy. Przede wszystkim mamy fatalnego ambasadora RP w Kijowie. Poglądy Jana Piekło i jego krytyka dotycząca polskiej pamięci o ludobójstwie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, a zarazem wybielanie zbrodniarzy z OUN-UPA niewiele różnią się od poglądów ukraińskich. Można zatem powiedzieć, że jaki ambasador, taka polityka. Tyle tylko, że ktoś podjął decyzję o mianowaniu Jana Piekło na ambasadora RP na Ukrainie. Klub Kukiz’15 od samego początku był przeciwny tej szkodliwej dla Polski nominacji. Te wszystkie „grzechy” pokazują, że można być świetnym komentatorem spraw zagranicznych, bardzo dobrym wiceministrem, ale niestety kiepskim ministrem. Uważam, że czeka nas wymiana szefa MSZ.

Myślę, że potrzebna jest zmiana pokoleniowa w szeregach polskich dyplomatów.

W jakim kierunku powinna zmierzać polska dyplomacja?    

– Przede wszystkim – tak jak już wspomniałem – w szeregach MSZ powinna się dokonać zmiana pokoleniowa. Konieczne jest zerwanie z osobami, które pracowały w dawnych strukturach tego resortu. Co więcej, miały związki ze służbami, a ich nazwiska figurują w Instytucie Pamięci Narodowej. Tzw. resortowe dzieci osób, które pamiętają jeszcze czasy ministra Bronisława Geremka, powinny zniknąć z tej przestrzeni. Jednocześnie należy zacząć poważne budowanie kadr dyplomatycznych praktycznie od zera. Polskiej dyplomacji potrzebny jest nowy, zdrowy fundament.       

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl