Dwie głowy, trzy nogi i cztery miednice w jednej trumnie, czy tak w obliczu katastrofy smoleńskiej powinny wyglądać standardy służb odpowiedzialnych Rosji, która mieni się mocarstwem?
– To rzuca światło nie tylko na służby rosyjskie, ale przede wszystkim kompromituje Ewę Kopacz, ówczesną minister zdrowia w rządzie Donalda Tuska. To ona – jak pamiętamy – z mównicy sejmowej zapewniała o profesjonalizmie rosyjskich służb, wprost nie mogła wyjść z podziwu dla pracy i sumienności rosyjskich patomorfologów w odniesieniu do ciał ofiar. Przekonywała, że sekcje zostały przeprowadzone z wielką pieczołowitością, a na miejscu katastrofy ziemia została przekopana, niemalże przesiana do głębokości jednego metra. Kłamała, bezczelnie kłamała, i to w bardzo ważnej dla nas, Polaków, sprawie zwłaszcza jeśli uwzględnimy polską tradycję i szacunek dla zmarłych. Tutaj mamy najtragiczniejszą katastrofę w powojennych dziejach Polski, gdzie zginęły najważniejsze osoby w państwie, którym należą się honory, cześć i szacunek, a jak widzimy, potraktowano ich w sposób okrutny, uwłaczający wszelkim zasadom obowiązującym w cywilizowanym świecie. Szczerze współczuję rodzinom, które z tego powodu kolejny raz muszą przeżywać ogromną traumę. Jak wielki ból musi dotknąć serca człowieka, który dowiaduje się, że bez szacunku zostały potraktowane, zbezczeszczone ciała ich najbliższych. Brakuje mi słów, żeby to w jakikolwiek sensowny sposób skomentować.
Krewni ofiar nie mogli nawet otworzyć trumien, aby pożegnać swoich bliskich…
– Owszem, na początku było nawet zalecenie odgórne, na co część rodzin się skarżyła, że nie wolno otwierać trumien w Polsce żeby móc zobaczyć i pożegnać najbliższą osobę. Tak bowiem zaleciła strona rosyjska. I to zalecenie było wręcz powtarzane przez ówczesne polskie władze, które podobnie jak całe śledztwo w sprawie przyczyn katastrofy jak również tę kwestię oddały w ręce Rosjan. W swojej książce pt. „Moja czarna skrzynka” płk Edmund Klich, ujawniając kulisy badania katastrofy smoleńskiej, sam mówi, że kiedy udawał się do Moskwy, to nawet nie wiedział, w jakim charakterze, i dopiero, kiedy Putin zaprosił go na jedno z posiedzeń, to wtedy został zaklepany na funkcję polskiego akredytowanego przy rosyjskim Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym (MAK). To pokazuje błędy, słabość ówczesnej administracji państwa, która nie miała własnego zdania, stała się podległa administracji Putina, oddając nie tylko śledztwo stronie rosyjskiej, ale jak się okazuje, również doczesne szczątki tych, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie pod Smoleńskiem, pozwalając ich potraktować w sposób uwłaczający ludzkiej godności.
Czy Rosjanie, wiedząc, jak potraktowali ciała ofiar, celowo zakazali polskiej stronie otwierania trumien?
– To, że Rosjanie mogli tak postąpić, to jest jedna sprawa, ale według mnie ważniejsze i najbardziej oburzające jest to, że polska strona rządowa wydała rodzino zalecenie, aby nie otwierać trumien. Część rodzin, która nie zastosowała się do tych zaleceń – i słusznie – musiała się wykazać nie lada determinacją, żeby tak naprawdę wymusić to, co powinno być oczywiste, co jest prawem przypisanym rodzinom zmarłych. Ten zakaz był czymś strasznym ze względu na naszą polską i nie tylko polską tradycję, bo szacunek dla zmarłych jest okazywany we wszystkich kulturach, w całym cywilizowanym świecie. Widać w przypadku Rosjan, dodatkowo biorąc pod uwagę rangę osób, które poniosły śmierć, tych elementarnych zasad kultury zwyczajnie zabrakło.
To nie są pierwsze przykłady profanacji ciał. Kim trzeba być, żeby się tak zachować w stosunku do zmarłych…?
– To prawda, przecież pamiętamy, że w grobie, w którym miał być pochowany Piotr Nurowski, zostało złożone ciało ministra Mariusza Handzlika, przez długi czas nie było wiadomo, gdzie pochowano szczątki legendy „Solidarności” Anny Walentynowicz. Jeśli do tego dodamy, że podczas ekshumacji już w Polsce, zaszyte w ciałach ofiar znajdowano kawałki ubrań, niedopałki papierosów czy gumowe rękawiczki, to to pokazuje, że Rosjanie robili to celowo i cynicznie, a rząd Donalda Tuska poprzez zaniechanie odpowiada za tę profanację. Pyta pan: kim trzeba być, żeby się tak zachować w stosunku do zmarłych…? Trudno znaleźć odpowiednie słowa, żeby określić zachowanie, które jest obce nie tylko naszej kulturze, ale kulturze ludzkiej. Pytania jakie muszą paść i, w końcu padają brzmią: – dlaczego wśród przeprowadzających „sekcje” zwłok w Zakładzie Medycyny Sądowej Moskwie zabrakło polskich patomorfologów, których nie dopuszczono do czynności? Dlaczego w sytuacji, kiedy były podejrzenia, domysły, że coś jest nie tak jak trzeba to, dlaczego nie zdecydowano się, żeby w Polsce otworzyć trumny i sprawdzić „rzetelność i profesjonalizm” Rosjan? I tego nie potrafię zrozumieć, nie mogę sobie uzmysłowić bierność administracji rządowej koalicji PO – PSL, która nie zadbała o swoich obywateli, o elitę naszego państwa, która zginęła pod Smoleńskiem. Zresztą przestrzeganie podstawowych ludzkich zasad powinno towarzyszyć nie tylko w odniesieniu do zmarłych osób prominentnych, ale wszystkich obywateli. Tego szacunku niestety nie okazano i to jest przerażające. Słowa, jakie cisną mi się na usta dla określenia tego skandalu, nie nadają się do publikacji. Ludzie tak nie postępują.
Jako żołnierz, uczestnik misji wojskowych widział Pan pewnie nie jedno, ale czy te profanacje, o których dzisiaj słyszymy, da się z czymkolwiek porównać?
– Owszem widziałem masowe groby, ale zawsze w tych sytuacjach traktowaliśmy ciała zmarłych z należytym szacunkiem. Ten szacunek był zawsze okazywany i zawsze była troska, aby ten szacunek – człowiekowi po śmierci – okazywać. W przypadku katastrofy smoleńskiej nie mieliśmy do czynienia z warunkami bojowymi, ale jeśli chodzi o możliwości, te warunki były wręcz komfortowe do tego, żeby z szacunkiem zebrać wszystkie szczątki, opisać, zbadać i ułożyć w trumnach. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że jest to trudne zadanie, ale możliwe do realizacji. Jeżeli zabrakło sił Rosjanom, to Polska sama powinna spełnić swój obowiązek wobec ofiar tragedii, wobec najważniejszych osób w państwie. Pamiętam, jak Ewa Kopacz przekonywała, że na miejscu katastrofy oraz w Moskwie, gdzie dokonywano oględzin ciał ofiar, że te czynności są wykonywane profesjonalnie, co więcej przyszła premier rządu mówiła, że są tam polscy lekarze, a skoro tak, to dlaczego nie dopuszczono ich do wykonywania czynności sekcyjnych. W kontekście tej obecnej i wcześniejszych profanacji zwłok słowa Ewy Kopacz telewizja powinna powtarzać w kółko, aby uświadomić polskiemu społeczeństwu, w czyich rękach było państwo przez osiem lat rządów koalicji PO – PSL. Rosjanie napluli nam w twarz, a polskie władze były przy tym bierne.
Grzegorz Schetyna, komentując zresztą nie tylko ten skandal, uważa, że trzeba zrozumieć realia i atmosferę tamtego czasu, a dopiero potem ferować wyroki…
– W żaden sposób nie rozumiem takiego podejścia. Dziwię się, że polityk z ambicjami piastowania funkcji premiera polskiego rządu nie potrafi powstrzymać się od takich komentarzy. Rozumiem, że w ten sposób – idąc w zaparte – chce bronić interesów swojej partii czy też jej prominentnych członków, którzy się wówczas skompromitowali, a dzisiaj piastują ważne funkcje w Brukseli. Wydaje mi się, że w tej sytuacji Grzegorz Schetyna nie powinien bronić przegranej sprawy, ale stanąć w prawdzie i zachować się w tej sytuacji jak Polak. Osobiście nie spotkałem się i to niezależnie od opcji, aby ktoś pochwalał profanowanie ciał. Tu nie ma wytłumaczenia, nie da się usprawiedliwić coś, co nigdy nie powinno się zdarzyć. Katastrofa to jest jedno, ale postępowanie po katastrofie to inna sprawa. Ciału ludzkiemu należy się szacunek za życia, ale także po śmierci. Dlatego po śmierci osoby bliskiej myjemy ciało, ubieramy, składamy do trumny, gromadzimy się na modlitwie, oddając cześć, a następnie składamy je w grobie. Tu z ciałami ofiar katastrofy smoleńskiej w tej pierwszej fazie postąpiono w sposób skandaliczny niemający wytłumaczenia.
Sprawa ekshumacji dzieli rodziny. Czy Pana zdaniem te skandaliczne wieści, jakie do nas docierają, uspokoją nastroje krewnych ofiar tragedii smoleńskiej?
– Z całą pewnością rodziny ofiar po tym, co się stało z ciałami ich najbliższych, tego spokoju prędko, a być może nawet nigdy nie zaznają. Te profanacje pozostaną w ich pamięci i to, że zadano im kolejne cierpienie, bo dopiero po kilku latach te sprawy są porządkowane. Dziwię się tylko tym członkom rodzin smoleńskich, a zwłaszcza jednemu panu, który upiera się przy swoim stanowisku, wyrażając swój sprzeciw wobec ekshumacji i zachowuje się tak, jakby nic się nie stało. Oczywiście można różnie reagować na ból i cierpienie po stracie najbliższych, dlatego nie chcę ferować wyroków, ale w tej sytuacji nie ma innego wyjścia, jeżeli chce się z szacunkiem potraktować szczątki swoich bliskich. Wiem, że niektórzy obawiają się, że okaże się, iż w grobie, w którym złożyli ciało swojej najbliższej osoby, spoczywa ktoś inny. W tej sytuacji ekshumacje są tym bardziej konieczne, żeby rozwiać te wątpliwości. Trzeba powyjmować z trumien wszystko to, co się tam nie powinno znaleźć. A ciała ofiar tragedii smoleńskiej powinny się znaleźć – wszystkie – we właściwych miejscach, aby ich krewni mogli się modlić, oddawać im cześć i szacunek. Powinniśmy też dążyć do pełnej prawdy o Smoleńsku.

