logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Eurokraci rujnują zjednoczoną Europę

Sobota, 20 maja 2017 (22:24)

Ze Stanisławem Ożogiem, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Parlament Europejski poparł propozycję Komisji Europejskiej i w czwartek przyjął rezolucję, w której wzywa państwa członkowskie do szybszej relokacji uchodźców. Kara za odmowę to 250 tysięcy euro za jedną osobę. Spodziewał się Pan takiej reprymendy?

– Byłem przekonany, że takie rozstrzygnięcie zapadnie i Parlament Europejski przyjmie rezolucję wzywającą państwa Unii do szybszej relokacji uchodźców, bo tak rozkładają się głosy w europarlamencie. Natomiast zaskoczył mnie wynik tego głosowania, bo przy wysokiej frekwencji tylko bodajże 135 eurodeputowanych było przeciwko ponaglaniu państw do przyjmowania uchodźców. Wstrząsające dla mnie było również to, że także spośród Polaków były głosy za tą rezolucją. Nie będę komentował, bo zwracanie większej uwagi byłoby w pewnym sensie dowartościowaniem trzech europosłów Platformy Obywatelskiej i jednego z PSL-u, którzy – zresztą nie pierwszy raz – sprzedali Polskę. Wcześniej na forum Parlamentu Europejskiego w Strasburgu odbyła się debata na ten temat i jedna z europosłanek Platformy Barbara Kudrycka – ku mojemu przerażeniu – ganiła rząd Prawa i Sprawiedliwości, że nie przyjął siedmiu tysięcy uchodźców, do czego zobowiązała się ekipa z premier Ewą Kopacz na czele. Zresztą ciężko nadążyć nad zmieniającą się retoryką Platformy, zwłaszcza że jej obecny lider Grzegorz Schetyna jednego dnia jest przeciw przyjmowaniu uchodźców, drugiego dnia jest za ich przyjmowaniem i tak w kółko. Ostatecznie nie wiem, na czym stanęło. Nie wiem, skąd wynika ta częsta zmiana zdania Grzegorza Schetyny, być może był pod wpływem… np. niemieckim czy też faktycznego lidera, który z Brukseli pociąga za sznurki w Platformie, a jego stanowisko staje się przekazem dnia dla posłów tej formacji.       

No właśnie, proszę powiedzieć, jak odebrał Pan wypowiedź Donalda Tuska, który twierdzi, że polski rząd wyłamuje się z europejskiej solidarności w sprawie uchodźców, co więcej, straszy Polskę sankcjami?

– Donald Tusk, co widać, wcale nie ukrywa swojego politycznego zaangażowania w wewnętrzne sprawy Polski, a ta wypowiedź była wręcz skandaliczna. Myślę, że tą wypowiedzią i swoim zachowaniem rozwiał wszelkie wątpliwości, wyjaśnił bowiem, dlaczego obecny polski rząd, rząd Prawa i Sprawiedliwości, był przeciwny jego reelekcji na stanowisku szefa Rady Europejskiej. Tusk pokazał, udowodnił, że działa przeciwko Polsce, przeciwko Narodowi. Nie przeciwko rządowi premier Beaty Szydło, ale przeciwko swojej Ojczyźnie.

Bo to teraz nie tyle polski, co europejski polityk…

– Ani polski, ani europejski. Jeśli spróbujemy zrozumieć ideę Europy, to, o co w tym projekcie chodziło ojcom założycielom UE, czy też, co, mówiąc o Europie, miał na myśli największy z Polaków św. Jan Paweł II, to widzimy, że te idee zjednoczonej Europy, Europy ojczyzn, rozjeżdżają się z brukselskimi wizjonerami, którzy rujnują dorobek pokoleń odpowiedzialnych polityków. Donald Tusk jako eurokrata i jeden z beneficjentów obecnego systemu z całą pewnością odbiega od założeń ojców założycieli UE, a określenie „polityk europejski” w odniesieniu do jego osoby absolutnie nie przystaje.  

Jak ocenia Pan szanse Donalda Tuska – po zakończeniu kariery na unijnych salonach – na powrót do polskiej polityki?

– Trudno mi powiedzieć, kiedy Tusk zakończy swoją karierę na salonach unijnych, ale nie sądzę, żeby miał jakiekolwiek szanse na powrót do polskiej polityki, w dodatku w roli prezydenta, w której niektórzy go już obsadzają. Polacy widzą poczynania byłego premiera swojego kraju, który chce im zafundować „przygodę” z muzułmańskimi imigrantami. Sondaże jednoznacznie wskazują, że 71 proc. Polaków jest przeciwnych przyjmowaniu imigrantów, a tym bardziej przymusowemu lokowaniu ich w Polsce.

Czym, w Pana ocenie, może zaowocować dyktat i grożenie Polsce karami za nieprzyjmowanie uchodźców?

– Trudno przewidzieć, jaki będzie finał tego sporu, który wciąż trwa. Przypomnę, że Węgry i Słowacja zaskarżyły w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości decyzję Komisji Europejskiej w sprawie obowiązkowego rozmieszczania uchodźców w państwach Unii na podstawie narzuconych kwot i zaczekajmy na ostateczne rozstrzygnięcie. Natomiast w kwestii ewentualnych kar konieczna jest jednomyślność wszystkich państw członkowskich i chociażby po ostatnim głosowaniu w PE widać wyraźnie, że nie ma na to szans.

Jak zachowa się Polska, jeśli KE zechce nałożyć na nas kary? Wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański nie wyklucza, że jeśli KE będzie naciskać w sprawie relokacji uchodźców, to rząd o zdanie zapyta Polaków. To dobry pomysł?

– Referendum to ostateczność. My wiemy, czego oczekują od nas Polacy. Z całą pewnością polski rząd będzie bronić swojego stanowiska w kwestii imigrantów. I tak jak wspomniałem, żeby KE przeforsowała kary, musi być jednomyślność wszystkich państw członkowskich. Nie wyobrażam sobie, żeby Węgrzy, Słowacy czy Czesi poparli próbę dyscyplinowania Polski – kraju, który nie chce dopuścić do destabilizacji własnego państwa. Widzimy, jak sytuacja wygląda w Niemczech, we Francji, gdzie wciąż obowiązuje stan wyjątkowy, czy w Belgii, gdzie na ulicach Brukseli są setki, a nawet tysiące policjantów, którzy pilnują bezpieczeństwa. My nie chcemy zafundować Polakom takiego scenariusza, dlatego nie pozwolimy, żeby nasi rodacy żyli w strachu, a wychodząc na ulice, obawiali się o swoje bezpieczeństwo.

Patrząc, jak wygląda problem z tzw. uchodźcami, można powiedzieć, że polityka migracyjna UE poniosła klęskę?

– Najpierw trzeba się zastanowić, czy UE kiedykolwiek miała politykę wobec imigrantów? Przecież tej polityki nigdy nie było i nie dotyczy to tylko ostatnich lat, ale co najmniej dwóch dekad. Były za to nieodpowiedzialne zaproszenia, wręcz zachęta dla imigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu ze strony kanclerz Angeli Merkel, która de facto otworzyła drzwi Europy dla uchodźców. Kiedy jednak sprawa wymknęła się spod kontroli, to pojawiły się nieudolne, doraźne próby rozwiązania problemu i narzucanie siłą państwom członkowskim przyjmowanie nieproszonych gości. Brak jednak systemowych działań, których nie było i nie ma. Owoce braku polityki migracyjnej widzimy na co dzień we Włoszech czy w Grecji, gdzie ciągle docierają nowi imigranci, a kolejni już czekają na swoją szansę poprawy warunków życia.

Co zatem z wypełnieniem zobowiązań w sprawie przyjęcia migrantów, jakie złożyła Ewa Kopacz, która twierdzi, że Polska jest do tego zobowiązana?

– To były zobowiązania złożone przez Ewę Kopacz i jej przejściowy i nieudolny rząd. Rząd ten popełnił błąd i to jest fakt. Owszem, można mówić o ciągłości polityki, ale należy się liczyć przede wszystkim z wolą Narodu, który w sposób demokratyczny pozbawił władzy Platformę, dając mandat zaufania Prawu i Sprawiedliwości. Sprawujemy władzę w imieniu Narodu, który jako suweren określa kierunki działań rządu premier Beaty Szydło. Dlatego, wracając jeszcze do pana wcześniejszego pytania, nie wykluczamy, że to Naród powinien się wypowiedzieć w tak ważnej kwestii, jak sprawa imigrantów. Na Facebooku postawiłem pytanie: dlaczego ponad 50 krajów na świecie, z tego blisko połowa to kraje, gdzie religią wiodącą jest islam, nie zaprosiło tzw. uchodźców muzułmańskich do swoich państw…? To bardzo ciekawe, dlaczego…

Politycy Platformy i Nowoczesnej szeroko otwierają dla nich drzwi Polski, ale drzwi swoich domów już niekoniecznie…

– Tak wygląda prawdziwe oblicze i moralność tych formacji politycznych, które chciałyby rządzić naszym krajem. Granice Polski otwierają, wypowiadają się w imieniu parafii Kościoła rzymskokatolickiego, próbując narzucić im przyjmowanie imigrantów, a sami – jak przychodzi co do czego – „migają” się od odpowiedzialności. I tylko w tym kontekście – zwłaszcza politycy tzw. Nowoczesnej – przypominają sobie o istnieniu Kościoła katolickiego, ale jego naukę mają za nic.

W piątek w Warszawie gościł Frans Timmermans, który z Hanną Gronkiewicz-Waltz sadził drzewa, a przy okazji odebrał tytuł człowieka roku nadany mu przez „Gazetę Wyborczą”. Postawił on sprawę jasno – że umowa podpisana przez rząd Ewy Kopacz w sprawie relokacji uchodźców musi być wypełniona…

– Odpowiem krótko: jaka gazeta, taki człowiek roku. Cieszy natomiast fakt, że Frans Timmermans dał się podpuścić Adamowi Michnikowi, a mianowicie w sposób precyzyjny i jednoznaczny określił się, po czyjej stronie stoi i za kim jako wiceszef Komisji Europejskiej się opowiada. Jeśli zaś chodzi o pikniki w towarzystwie Hanny Gronkiewicz-Waltz, to nie jest ważne, kto sadzi drzewa, ale ważne, żeby się one przyjęły i rosły. Patrząc, kto sadzi, mam co do tego poważne wątpliwości.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl