Eksperci biją na alarm: albo Polska będzie trzeźwa, albo nie będzie jej wcale. Uzależnionych od alkoholu jest w naszym kraju od około 600 tys. do nawet miliona osób, kolejne trzy miliony piją ryzykownie i szkodliwie. A spożycie tej substancji ciągle wzrasta i jest o 40 proc. wyższe niż w PRL. W rodzinach z problemem alkoholowym wychowuje się 1,5 mln dzieci i młodzieży. Po butelkę sięgają coraz młodsi.
Jak wykorzenić ten wyniszczający trend? Szereg postulatów wysunęli w Sejmie uczestnicy wczorajszej konferencji „Ku trzeźwości Narodu”, wśród nich przedstawiciele Episkopatu, parlamentu, rządu, instytucji rządowych, terapeuci i naukowcy.
– Na tle innych krajów wypadamy bardzo źle. Jest tak, ponieważ alkohol można tu kupić wszędzie – w sklepiku, na stacji benzynowej. O każdej porze dnia i nocy. Alkohol jest dziś tak tani jak nigdy przedtem. Do kupna zachęcają reklamy dostępne w zasadzie wszędzie – w mediach, na ulicznych billboardach. To się musi zmienić – diagnozował minister zdrowia Konstanty Radziwiłł.
Przede wszystkim państwo – na poziomie rządu, parlamentu i samorządów – nie może się uchylać od odpowiedzialności. Zyski budżetowe czerpane ze sprzedaży alkoholu są iluzoryczne, skoro – jak wskazał ks. bp dr Tadeusz Bronakowski, przewodniczący Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości – na każdą złotówkę pozyskaną z podatku czy akcyzy przypadają 4 zł, które trzeba potem wydać na rozwiązywanie problemów alkoholowych. Te koszty ponosi nie tylko służba zdrowia, ale też policja, straż pożarna, więziennictwo, opieka społeczna czy ubezpieczyciele.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

