W poniedziałkowym wydaniu dziennik „Fakt” napisał, że w trumnie gen. Bronisława Kwiatkowskiego, który zginął w katastrofie w Smoleńsku w 2010 r., znaleziono szczątki jeszcze siedmiu innych osób.
Rzecznik Prokuratury Krajowej prok. Ewa Bialik w rozmowie z PAP potwierdziła informacje członków rodzin gen. Kwiatkowskiego, że „w jego trumnie znalazły się szczątki innych osób”.
Zdaniem prof. Mieczysława Ryby z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, to „namacalny dowód na to, że siedem lat temu państwo polskie nie zdało egzaminu w nawet najbardziej fundamentalnej kwestii, jak pochówki ofiar i rozróżnienie podstawowych kwestii chowanych ciał”.
– Kiedy ciała ofiar katastrofy dotarły do Polski, z ust ówczesnego premiera Donalda Tuska padła teza, że „państwo polskie zdało egzamin”. Teraz wiemy, że tak nie było i mieliśmy do czynienia jedynie ze sprawnym PR-em niż z dobrym działaniem instytucji państwa polskiego, które stanęło przed bardzo dużym wyzwaniem. To były działania w gigantycznym chaosie, bez panowania nad sytuacją – ocenił kierownik Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX w. KUL.
W jego opinii, polskie instytucje państwowe zawiodły już w pierwszych czynnościach po katastrofie pod Smoleńskiem.
– To są zaniechania i grzechy pierworodne, a wszystko, co działo się w tej sprawie później, było tego konsekwencją. Donald Tusk, zgadzając się na to, by trumny nie były otwierane w Polsce, czy minister Ewa Kopacz, która nie dopilnowała, by polscy lekarze byli obecni podczas sekcji zwłok, było serią zaniedbań – stwierdził prof. Ryba.
Pytany, czy tych błędów można było uniknąć, odparł, że tak, ale – jak dodał – „Donald Tusk i jego otoczenie byli tak przerażeni konsekwencjami i tak bardzo chcieli to upudrować, szczególnie biorąc rzekome dobre relacje polsko-rosyjskie, że poczyniono kroki PR-owskie, a nie rzeczywiste”.
Prof. Ryba wskazał, że wszystko, co działo się w tej sprawie później – m.in. oddanie śledztwa Rosjanom – było tego konsekwencją i „odbywało się w podobnym klimacie”.
Zaznaczył jednocześnie, że „ktokolwiek próbował podważać PR-owską wizję, że wszystko jest w porządku, polskie państwo działało sprawnie i zdało egzamin, był atakowany jako oszołom i szaleniec”.
– Nawet decyzja prokuratury o ekshumacjach ciał ofiar katastrofy była nie tylko oprotestowana przez środowisko ówczesnej władzy, ale wręcz sarkastycznie wyśmiewana. Dziś nikt się z tego nie śmieje, ponieważ na jaw wyszły fakty, które są co najmniej bulwersujące – stwierdza prof. Mieczysław Ryba i podkreślił, że decyzja o ekshumacjach była słuszna, ponieważ „nawet gdybyśmy mieli wiedzę, którą już teraz posiadamy, to jest ona bardzo istotna – dla rodzin i poszanowania ofiar – oraz dla nas wszystkich w kontekście wyjaśniania katastrofy”.
– Żeby taka rzecz się nigdy nie powtórzyła, trzeba mieć precyzyjną diagnozę, co się stało w momencie katastrofy, oraz tego, co się działo po niej, w sensie śledztwa, wyjaśnień, pochówków itd. – zauważył.
Zdaniem prof. Ryby, jedyną możliwością naprawy popełnionych błędów jest wyjaśnienie wszystkiego od nowa.
– Nie da się pewnych rzeczy zamieść pod dywan, jak próbowano robić. Trzeba dogłębnie, najbardziej rzetelnie i prawdziwościowo, jak się da, pokazać i wyjaśnić. Nie ma innej drogi, jak wrócić do punktu wyjścia i próbować wszystko po kolei zbadać. Inaczej trudno będzie uzdrowić nie tylko nasze państwo, ale także nastroje społeczne, które są bardzo emocjonalne. I nie ma co im się dziwić, przy takim chaosie informacyjnym czy wręcz fałszach – zaznaczył.
Dodał, że „jeśli będą takie przesłanki, odpowiedzialność muszą ponieść ci, którzy poczynili istotne zaniedbania”. – To są bowiem rzeczy oburzające i skandaliczne – podkreślił.
10 kwietnia 2010 r. w katastrofie rządowego samolotu Tu-154M w Smoleńsku zginęło 96 osób – w tym prezydent Lech Kaczyński i jego żona Maria.

