logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Platforma już nie zamiecie tego pod dywan

Środa, 31 maja 2017 (04:44)

Z prof. dr hab. Mieczysławem Rybą, kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W trumnie gen. Bronisława Kwiatkowskiego, a teraz także gen. Włodzimierza Potasińskiego znaleziono szczątki ośmiu osób. Czy ofiary katastrofy smoleńskiej nie zasłużyły na godne potraktowanie?

– Każdy człowiek ma swoją godność i każdemu za życia jak i po śmierci należy się szacunek. Dotyczy to także podejścia z szacunkiem do ciał zmarłych, których nie wolno pozbawiać godności. Jest to tym bardziej zasadne, gdy dotyczy osób, które miały reprezentować państwo polskie na niezwykle ważnych obchodach 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Fakty, jakie do nas docierają, coraz szerszym strumieniem temu przeczą. Takie rzeczy niestety się zdarzały zwłaszcza w tradycjach wschodnich, azjatyckich, gdzie szacunek dla zmarłych jest postrzegany inaczej. Jednak w tym wszystkim najbardziej szokujące jest to, że to polskie władze nie zadbały, żeby sprawdzić i nadzorować jak proces identyfikacji i układania ciał w trumnach przebiega i w porę nie zareagowały, żeby nie dopuścić do skandalu, z którym niewątpliwie mamy tu do czynienia.    

Jeśli w jednej trumnie dziś znajdowane są dwie głowy, to trudno się oprzeć wrażeniu, że było to celowe działanie…

– To jest działanie charakterystyczne dla barbarzyńskich tradycji, pokazujące pewien rodzaj pogardy dla ludzi po śmierci, w tym wypadku dla ofiar, które zginęły w Smoleńsku. I to jest bez wątpienia skandal, tym bardziej że decyzja o nieotwieraniu trumien po przewiezieniu ciał do Polski była skrzętnie czy konsekwentnie wykonywana. Wyobraźmy sobie konsekwencje, gdyby ówczesne polskie władze postąpiły jak należy i przeprowadziły sekcje zwłok ofiar w Polsce. Skandal międzynarodowy byłby murowany. Tymczasem po stronie rządu Donalda Tuska była pełna pokora, milczenie i bezwolne poddanie się z góry narzuconej woli Rosjan. I to jest skandal, tym bardziej cała sprawa powinna zostać dogłębnie wyjaśniona. Sądzę, że powinna się to dokonać nie tylko na gruncie czysto poznawczym, ale również na drodze prawnej. Zatem nie dziwi mnie, że po kolejnej ekshumacji, gdzie jak na dłoni widać rozbieżności między deklaracjami, relacjami ówczesnych władz, a z każdym kolejnym dniem i ujawnianymi faktami, że prokuratura wzywa w charakterze świadka byłą premier a w 2010 r. minister zdrowia Ewę Kopacz. Przecież to ona zapewniała publicznie, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem, a Rosjanie z wielką pieczołowitością, rzetelnie przeprowadzali wszystkie prace związane z identyfikacją ciał i umieszczaniem ich w trumnach. Widać jednak, że tak nie było, stąd rzetelne śledztwo i dociekanie do prawdy wymaga zbadania wszystkich wątków tej sprawy. Platforma już nie zamiecie tego pod dywan.    

Za co i na jakiej podstawie Ewa Kopacz chwaliła Rosjan, mówiąc o staranności i wręcz rodzinnej atmosferze panującej podczas prac sekcyjnych w Instytucie Ekspertyz Sądowych Moskwie?

– Najzwyczajniej w świecie mamy tu do czynienia z kłamstwem, i to w całej rozciągłości. Widać, że ówczesna minister zdrowia Ewa Kopacz, rozpływając się w słowach nad starannością rosyjskich patomorfologów, albo nie miała wiedzy, jak sprawy się mają bądź też mijała się z prawdą, celowo formułując takie kategoryczne, choć nieprawdziwe tezy. Przecież wszyscy słyszeliśmy, jakoby to polscy lekarze patomorfolodzy uczestniczyli w sekcjach w Moskwie, jak to przekopywano czy wręcz przesiewano ziemię na miejscu katastrofy do głębokości ponad jednego metra, podchodząc z szacunkiem do każdego odnalezionego tam nawet najmniejszego fragmentu ciała ludzkiego. Fakty pokazują, że było zupełnie inaczej. I o tym już wtedy mówiły niektóre rodziny smoleńskie, ale nikt nie tylko im nie chciał wierzyć, ale nawet wysłuchać tego, co mają do powiedzenia. Co więcej, tych ludzi przeżywających ból i żałobę odżegnywano od czci i wiary określano mianem szaleńców. Dzisiaj okazuje się, że to oni mieli rację.    

Wina Rosjan jest bezsprzeczna, ale czy tylko Rosjan…?

– Co do Rosjan i tego, na co ich stać, nikt trzeźwo myślący w Polsce, znający historię nie powinien mieć złudzeń. Natomiast jeśli chodzi o polskie władze, to było to zachowanie skandaliczne. To tylko dowodzi, że za rządów koalicji PO – PSL państwo polskie działało teoretycznie, mając za nic narodowy interes. Zapewnienia prezydenta Bronisława Komorowskiego czy premiera Donalda Tuska, że po katastrofie smoleńskiej państwo polskie zdało egzamin, są nic niewarte. Tak jak to znamy z dwóch kadencji rządów Platformy dla tej formacji – partii władzy liczył się tylko PR, dobry wizerunek, które były ważniejsze niż prawda i polska racja stanu. Jeśli sprawa katastrofy byłaby od początku rzetelnie wyjaśniana, jeśli sekcje zwłok w Moskwie zostałyby objęte rzeczywiście polskim nadzorem bądź zostałyby przeprowadzone po przetransportowaniu ciał do Polski, to obraz rosyjskich działań i wizerunek rządu Donalda Tuska nie byłby już tak dobry jak sobie założono, co więcej – szanse na zwycięstwo w wyborach prezydenckich Bronisława Komorowskiego byłyby znikome. I tak przez osiem lat wyglądały rządy koalicji PO – PSL, natomiast sprawa wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej to tylko ilustracja tego, w jaki sposób funkcjonowała władza pod kierownictwem Donalda Tuska, a potem Ewy Kopacz.

Przed nami kolejne ekshumacje ofiar katastrofy smoleńskiej. Można się tylko domyślać, co czują rodziny, które nie mają pewności, czy w grobie, który odwiedzają, spoczywa ich bliski…? 

– Politycy Platformy kpili sobie z ekshumacji, ale dzisiaj jest to poważny problem dla Donalda Tuska, Ewy Kopacz i całej tej politycznej formacji. Po tym, co dzisiaj widzimy, trudno oczekiwać, że wyniki kolejnych ekshumacji będą inne niż dotychczasowe. Jednak bez wątpienia jest to dramat dla rodzin smoleńskich, bo sprawa mimo siedmiu lat, jakie minęły od katastrofy, wciąż pozostaje niezakończona, a niezabliźniona rana wciąż krwawi. Coraz bardziej zrozumiałe staje się też, dlaczego kiedy prokuratura decydowała się na ekshumacje, był tak ostry protest ze strony środowiska poprzedniej władzy i całego związanego z nią układu politycznego. Przypomnę tylko ataki poparte szyderstwem. Dzisiaj to układa się w jedną całość i mówi nam, jakie były przyczyny tych ataków i prób ośmieszenia tych, którzy domagali się prawdy o Smoleńsku.

Na ile uprawniona jest teza, że rząd Platformy wiedział o haniebnych działaniach Rosjan wobec ciał ofiar katastrofy Tu-154M, a mimo to dał na to przyzwolenie?

– Może nie tyle wiedziano, co raczej nie chciano wiedzieć. Nie chciano też podważać wiarygodności Rosjan, bo w tamtych okolicznościach, chwilach pełnych emocji powstałaby bardzo prosta sugestia, że pod Smoleńskiem nie mamy do czynienia ze zwykłą katastrofą lotniczą, bo niby dlaczego bezczeszczono zwłoki. Stąd usiłowano stworzyć wrażenie idealnej współpracy polsko-rosyjskiej w tym zakresie. Przypomnę, że ta tragedia wydarzyła się w atmosferze czy w kontekście wcześniejszych decyzji o rozdzieleniu wizyt premiera i prezydenta w Katyniu, co mogło w sposób wręcz piorunujący uderzyć w ówczesny rząd i jak wspomniałem, utrudnić czy wręcz uniemożliwić wygraną w wyborach prezydenckich kandydatowi Platformy. W tej sytuacji oddano wszystko w ręce Rosjan, uznając, że tak będzie najlepiej. Zadbano tylko, aby te działania czy też ich brak przykryć mocną propagandą, która zakładała jedna zasadniczą tezę: wszystko jest w jak najlepszym porządku, współpraca z Rosjanami jest wręcz wzorowa, a państwo polskie w obliczu wielkiej narodowej tragedii zdało egzamin. W końcu – jak słyszeliśmy niemal na każdym kroku – Rosjanie są naszymi przyjaciółmi. Taki był przekaz, tego się trzymano, starając się PR-owsko to obudować, a każdy, kto tę tezę podważał, był z miejsca atakowany i nazywany szaleńcem, że na grobach ofiar chce uprawiać politykę. Dzisiaj widać, jaka była prawda.   

Decyzje rządu PO – PSL z premierem Donaldem Tuskiem na czele były podejmowane w złej wierze, bo o ile można zrozumieć rozgoryczenie i ból rodzin smoleńskich, ale władza powinna zadbać o interesy swoich obywateli, tych, którzy zginęli, i tych, którzy ich opłakują?

– Co do intencji, to kwestie te rozstrzygnie Pan Bóg. Natomiast my z całą pewnością możemy stwierdzić, że poczyniono gigantyczne, wprost niewyobrażalne zaniedbania całego szeregu obowiązków, które ciążyły na tej władzy. Czy to wynikało z nieudolności, czy może była to zła wola, nie nam rozstrzygać na tym poziomie. Z całą pewnością odpowiedzialność za taki, a nie inny stan państwa, za takie, a nie inne decyzje w sensie politycznym, a niewykluczone, że również w sensie prawnym wobec winnych zaniedbań należy wyciągnąć. Żaden poważny rząd na świecie nie pozwoliłby sobie na tak rażące zaniedbania.

Dlaczego po katastrofie smoleńskiej świat milczał, dlaczego milczy dzisiaj, kiedy na jaw wychodzą kolejne bulwersujące informacje dotyczące działań Rosji wobec prezydenta i najważniejszych osób w Polsce – państwie, członku NATO i Unii Europejskiej?

– Ponieważ Polska jest poddana potężnej presji i krytycznym ocenom nawet powiedziałbym, że nie tylko na wschodzie, ale także w państwach zachodnich, gdzie część polityków czy kręgi medialne cechuje swoisty antypolonizm. I w związku z tym jesteśmy traktowani w ten właśnie sposób. Wyobraźmy sobie, że to polscy specjaliści w ten sposób potraktowaliby ciała ofiar, w taki sposób przeprowadzając sekcje zwłok, bezczeszcząc je, a dodatkowo myląc ciała, to każdy z nich odpowiadałby dzisiaj prawnie. To jest oczywiste. Natomiast brak reakcji ze strony innych państw pokazuje dobitnie, jak byliśmy traktowani przez naszych partnerów czy sojuszników.

Ale dlaczego?

– Byliśmy tak traktowani, i to nie tylko ofiary katastrofy smoleńskiej, ale całe państwo polskie, bo sobie na to pozwalaliśmy. Nie sądzę, żeby Rosjanie w przypadku katastrofy najważniejszych osób innego państwa pozwoliliby sobie na takie lekceważenie, wiedząc, że efekty prac ich patomorfologów zostałyby sprawdzone. Natomiast w tym przypadku – widać – musieli być pewni, że zaniedbania po stronie rządu Donalda Tuska będą tak dalekie, że tej weryfikacji nie będzie, a w związku z tym mogą sobie pozwolić na zbezczeszczenie zwłok.

Dzisiaj podobna sytuacja nie mogłaby mieć miejsca?

– Dzisiaj, po pierwsze, jesteśmy bogatsi o te bolesne zwłaszcza dla rodzin smoleńskich doświadczenia. I im dogłębniej sprawa ta zostanie wyjaśniona, tym bardziej będzie to nauczka i przestroga na przyszłość. Im dłużej trwałoby to kłamstwo, tym gorzej dla nas wszystkich. Dlatego przychylam się do słów Magdaleny Merty, która powiedziała, że lepsza jest najgorsza prawda niż najbardziej zawoalowane kłamstwo. Prawda w sprawie katastrofy smoleńskiej jest bezwzględnie potrzebna nam wszystkim. Jest potrzebna polskiemu państwu, aby oczyścić atmosferę wokół tej narodowej tragedii, a także na przyszłość, aby podobne sytuacje – oby nigdy więcej się nie wydarzyły – nie spotkały się z taką reakcją polskiego rządu i polskich służb. Nie ma co ukrywać, że to, z czym mieliśmy do czynienia za rządów Platformy Obywatelskiej i PSL w przypadku tej narodowej tragedii, to jeden wielki skandal od początku do końca – od momentu przygotowywania i rozdzielenia na dwie wizyty premiera i prezydenta poprzez bezwolne oddanie śledztwa w ręce rosyjskie, aż po pochówki ofiar, które do dzisiaj nas bolą, a najbardziej bolą rodziny ofiar.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl