logo
logo

Zdjęcie: Karl Ludwig Poggemann/ Licencja: CC BY 2.0/ Flickr

Islamski terror wypowiedział wojnę naszej cywilizacji

Poniedziałek, 5 czerwca 2017 (14:13)

Z dr. hab. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Terroryści islamscy kolejny raz zaatakowali w Londynie. Znów są zabici i ranni, a szpitale otrzymały instrukcję dotyczącą przygotowania się na okoliczność nowego zamachu. Tymczasem premier Theresa May i londyńska policja mówią o incydencie terrorystycznym. Do kogo ta mowa…?

– Niektórzy przywódcy europejscy nie chcą się przyznać, że Europa jest w stanie wojny z islamskim radykalizmem, że islamski terror zbiera coraz większe, tragiczne żniwo. Słowo „incydent”, jakie słyszymy, kolejny zresztą raz niesie za sobą przekaz, przesłanie, że mamy do czynienia tylko z pojedynczymi zdarzeniami o ograniczonym zasięgu i natężeniu.

Tymczasem to nie są pojedyncze zamachy, ale mamy do czynienia z falą, która płynie coraz szerszym strumieniem. Dla racjonalniej myślących społeczeństw staje się coraz bardziej jasne, że bezpieczna Europa, jaką pamiętamy jeszcze sprzed kilku czy kilkunastu lat, to już coraz bardziej pieśń przeszłości. Niestety.

Co jeszcze musi się wydarzyć, żeby świat otrzeźwiał, a przywódcy państw zachodnich zrewidowali dotychczasową politykę wobec terroryzmu?

– Obawiam się, iż po wysoce prawdopodobnych kilku nowych zamachach może dojść do „odwetu”, tyle że nie ze strony struktur państw odpowiedzialnych za bezpieczeństwo swoich obywateli, ale ze strony radykalnych organizacji antyislamskich. Skoro władze państw nie potrafią, a może bardziej – z uwagi na poprawność polityczną – nie chcą się zmierzyć z tym problemem, to ludzie mogą wziąć sprawy we własne ręce. Zapewne nie będą to już tylko podpalenia ośrodków dla uchodźców, których w ostatnich latach mamy setki, ale mogą to być krwawe zamachy, które mogą wywołać obustronną spiralę przemocy. I na to właśnie liczą stratedzy z ISIS w Europie. 

Mamy do czynienia z zamachami na naszą cywilizację, kulturę, grozi nam islamski potop?

– Na tą chwilę taki potop nie grozi, ale w perspektywie dwóch dekad jak najbardziej. Europa albo się obudzi i odnowi w przestrzeni publicznej tradycyjne wartości naszej cywilizacji albo będzie coraz bardziej dotykana procesem libanizacji czyli rozkładu wewnętrznego poszczególnych państw i regionów. 

Do czego może doprowadzić to zderzenie cywilizacji?

– To nic nowego. Już prawie sto lat temu pisał o tym Feliks Koneczny, a po nim na początku lat 90. Samuel Huntington, który w „Zderzeniu cywilizacji” przedstawił swoją teorię geopolityczną i nowy kształt ładu światowego, gdzie cywilizacja Zachodu systematycznie traci swoje wpływy we współczesnym świecie. Istotą cywilizacji jest wzajemna rywalizacja.

Feliks Koneczny pisał, iż człowiek jest przynależny tylko do jednej cywilizacji. I albo Europa utrzyma charakter i wartości chrześcijańskie, z których wyrosła, albo będzie się islamizowała. Charakter współegzystowania obu tych cywilizacji jest tylko czasowy i dotyczy póki co różnicy potencjałów. Idea wielokulturowości to mit.

Islam łączy zamachowców, czym ich przyciąga…?

– Islam jest w swojej doktrynie antydemokratyczny, czyli po zdobyciu przyczółków i uzyskaniu odpowiedniej siły uderzy w podwaliny ustrojowe Europy. Zamachowców łączy właśnie religia i cele związane z jej teologicznym przesłaniem, czyli światowy kalifat.

Skąd bierze się skala i łatwość werbowania potencjalnych terrorystów?

– Terrorysta jest to określenie osób i środowisk ze względu na charakter i formę stosowanej przemocy. Dla fundamentalistów islamskich to nie są terroryści, ale żołnierze Allaha. Tak więc potencjał rezerw osobowych dla terrorystów jest prawie niewyczerpany.

Import, ekspansja dżihadu do Europy trwa. Co to oznacza na dłuższa metę…?

– Na dłuższym dystansie oznacza to konfrontację militarną. Krwawych zamachów nie wyeliminuje się poprzez edukację czy też edukacyjne programy społeczne. Trzeba usunąć zagrożenie metodami militarnymi. Mamy otwarty konflikt, wojnę, jaką dżihad wypowiedział europejskiej cywilizacji, a skoro tak, to w odpowiedzi muszą zostać użyte adekwatne siły i środki. Inaczej się nie obronimy. W innym wypadku czeka nas zagłada.

Dziś nie trzeba bomby, wystarczy samochód, aby dokonać zamachu. Terroryści idą z postępem, a cywilizowany świat…?

– Islamski terror wchodzi w sposób coraz bardziej brutalny w nasze życie, szczególnie w życie państw zachodniej Europy takich jak Niemcy, Francja, Belgia czy Wielka Brytania. Terroryści pozwalają sobie na coraz więcej, wykorzystując do przeprowadzenia zamachów m.in. pojazdy, rzucają się na ludzi z nożami. Samochody są tylko narzędziem czasowym i związanym ze strategią wzmocnienia potencjału demograficznego islamu w Europie. Nie chcą na razie na większą skalę stosować broni palnej, ale przyjdzie czas, że tysiące sztuk nielegalnej broni pozyskiwanej m.in. z Bałkanów i Ukrainy stanie się podstawowym narzędziem zamachowców.  

Jakie kroki będą adekwatne, żeby powstrzymać tę falę terroryzmu?

– Czas skończyć z poprawnością polityczną. Jedynym sposobem jest masowa deportacja wszelkich podejrzanych osób do krajów ich pochodzenia. Należy pamiętać, iż Europa w prawie osiemdziesięciu procentach nie przyjmowała kobiet i dzieci, a mężczyzn w wieku poborowym. To tak, jakby w czasie wojny zgadzać się na odtwarzanie wrogich oddziałów na swoim zapleczu.

Co może być punktem wyjścia, aby rozpocząć na serio proces eliminacji terroryzmu?

– Niestety, jestem tu pesymistą, chyba jeszcze kilkanaście krwawych zamachów musi się wydarzyć, żeby przywódcy państwa Europy Zachodniej otrzeźwieli.

A może problemem jest wspomniany przez Pana wcześniej brak spoiwa, tożsamości, która dziś w Europie jest rozmyta…?

– Z uwagi na to, że w Europie jest kilkadziesiąt milionów obywateli wyznania muzułmańskiego, to władze wielu państw używają określeń i działań rozmydlających odpowiedzialność środowiskową i religijną zamachowców i ich zaplecza. Także za kolejnymi deklaracjami niestety nie idą czyny i kroki zapowiadane po kolejnych zamachach.

Jak to jest, że chrześcijańska Europa otwiera drzwi dla islamistów, a bogate kraje arabskie, np. Zatoki Perskiej, nie chcą słyszeć o przyjmowaniu uchodźców?

– Tu dotykamy innego ważnego problemu, mianowicie finansowania terroru, który bez środków nie mógłby się rozwijać na taką skalę. I prawdopodobnie to właśnie bogate kraje arabskie wspierają finansowo napływ migrantów do Europy. Cele tych działań są także jasne, a mianowicie chodzi tu o islamizację Europy i eliminację gospodarczą rywali na przyszłość.

Trzeba mieć świadomość, że zasoby ropy naftowej też kiedyś się skończą, zwłaszcza że kraje rozwinięte coraz więcej pieniędzy przeznaczają na zakupy samochodów o napędzie hybrydowym i elektrycznym zamiast z tradycyjnymi silnikami spalinowymi.

Donald Trump napisał na Twitterze, aby porzucić polityczną poprawność i zająć się bezpieczeństwem obywateli, z kolei Węgrzy apelują o zatrzymanie migracji. Czy te apele zwłaszcza w odniesieniu do europejskich elit mogą przynieść efekt?

– Nie skupiajmy się na europejskich w znacznej mierze oderwanych od rzeczywistości zdegenerowanych elitach skupionych jedynie wokół interesów własnych, których celem jest fałszywe przywództwo. Skoro tak usilnie brną w przepaść destabilizacji swoich państw, to nic z tym nie zrobimy. Natomiast skupmy się na sobie i urzeczywistniajmy swoją wizję świata i uratujmy na razie nasze państwa, a jak tamci się w końcu otrząsną z letargu idealizmu, to dopiero wtedy będziemy im w stanie pomóc.

                                     Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl