logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Broń - towar szczególny

Poniedziałek, 17 grudnia 2012 (02:04)

Aktualizacja: 14 stycznia 2013 (14:59)

Z gen. rez. Romanem Polką, byłym wiceszefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, dowódcą jednostki specjalnej GROM, rozmawia Marta Ziarnik

Strzelanina, do której doszło w piątek w szkole w Newtown, to największa tego typu tragedia w USA. Ale to nie odosobniony przypadek, wystarczy przypomnieć chociażby lipcową masakrę w kinie na przedmieściach Denver.

- To brutalna konstatacja, ale Amerykanie mają te powtarzające się tragedie z szaleńcami strzelającymi do niewinnych ludzi na własne życzenie. Jak się okazuje, nie wystarczy zaostrzyć procedur wejścia obcych do szkół: tradycyjne przywiązanie do broni, które jest w USA kultywowane, staje się przyczyną dramatów. Na to nakłada się brak szczegółowych wymogów dotyczących przechowywania broni, jej dostępności dla osób trzecich oraz kontroli sposobu korzystania z niej.

Na Starym Kontynencie też zdarzają się takie dramaty.

- Oczywiście. W Europie tego typu przypadki również się zdarzają, jednak nie w takiej liczbie i nie ma w nich aż tylu ofiar śmiertelnych. U nas takie tragedie rozgrywają się raczej w zaciszu domu, ich podłożem są konflikty rodzinne: rzadko ktoś wychodzi po to, by strzelać do przypadkowych osób.

Dlaczego ofiarami tak często padają dzieci?

- Bo takie zabójstwa są najbardziej spektakularne, poruszają, przemawiają do wyobraźni. Takie jest oblicze współczesnego terroryzmu, który uderza w niewinnych, bo w ten sposób zwraca uwagę na zamachowca, jego postulaty, wyróżnia go, daje mu pewien rodzaj "sławy".

Dziennikarze nie powinni podawać nazwisk zamachowców i rezonować tak głośno tego rodzaju zdarzeń?

- Tak, i Amerykanie coraz bardziej to dostrzegają. Zaczynają rozumieć, że ta dotychczasowa tendencja, by pokazywać twarz mordercy i upubliczniać jego personalia, sprawia, że ten sprawca zaczyna odczuwać dumę z tego, co zrobił. Wystarczy wspomnieć chociażby Andersa Breivika z Norwegii. Dlatego tak duża odpowiedzialność i rola spada na media, aby robiły wszystko, by w jednoznacznie negatywnym świetle przedstawiać tych sprawców, żeby nie było jakichkolwiek dwuznaczności. Morderca musi być otoczony pogardą, musi ją odczuwać. Zwłaszcza gdy jest to morderca niewinnych dzieci. Sprawca piątkowej strzelaniny w Newtown niczym się nie różni od terrorystów w Biesłanie, którzy jako zakładników również wzięli dzieci.

Breivik rzeczywiście kreuje się na bohatera, ale morderca z Newtown popełnił samobójstwo. Może w jego przypadku nie chodziło o - nazwijmy to - sławę?

- Myślę, że tak. Ten młody mężczyzna chciał swój czyn zrobić w sposób spektakularny, a samobójstwo cały ten dramatyzm jeszcze wzmocniło. Poza zemstą chciał zrobić coś, co zostanie dostrzeżone przez wielu ludzi. Takie było jego postępowanie. Myślę, że zdawał sobie sprawę z tego, że jego uderzenie będzie bolesne i głośne. Poruszamy się w wirtualnej rzeczywistości i brak zwykłych, bezpośrednich kontaktów powoduje, że często nie znamy ludzi nas otaczających. Nie dajemy sobie szansy rozładowania stresów czy wewnętrznych napięć, frustracji w normalnych międzyludzkich relacjach. Dlatego myślę, że po tych wszystkich przypadkach, jakie miały miejsce w USA, powinniśmy wyciągnąć pewne wnioski. Nie możemy o tym myśleć tylko w kategoriach odległego kraju, bo podobna sytuacja może dotknąć każdego z nas.

Prezydent Barack Obama, składając rodzinom ofiar kondolencje, podkreślił, iż zamierza zrobić wszystko, by położyć kres masakrom. Co można zrobić?

- Jeżeli amerykański prezydent nie rzucał pustych słów tylko po to, by np. uspokoić własne sumienie i chce rzeczywiście coś zrobić, powinien przeciwstawić się lobbystom, którzy chętnie każdemu wcisnęliby po kilka sztuk broni, bo to przynosi im zysk. Ponadto prezydent powinien wprowadzić restrykcje co do przechowywania broni już posiadanej. W każdym domu powinna być ona trzymana w specjalnym sejfie, tak jak to jest w Polsce. Poza tym powinno się wprowadzić zasadę pełnej odpowiedzialności właściciela broni za to, co się z nią dzieje, także wtedy, gdy korzystają z niej osoby trzecie, nieuprawnione. Jeżeli z mojej broni ktoś zginie, to ja jestem również współodpowiedzialny za to, co się stało. W Stanach Zjednoczonych nie ma takiej świadomości. Broń jest tam towarem, który można kupić praktycznie wszędzie. I, co moim zdaniem nie powinno mieć miejsca, w wielu miejscach w USA broń można nosić przy sobie. A to rodzi dodatkowe zagrożenie.

Dziękuję za rozmowę.

Marta Ziarnik

Nasz Dziennik