logo
logo

Zdjęcie: Gage Skidmore/ Licencja: CC BY-SA 2.0/ Flickr

Przed wizytą Donalda Trumpa w Warszawie

Niedziela, 11 czerwca 2017 (19:10)

Z prof. Karolem Karskim, byłym sekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, europosłem Prawa i Sprawiedliwości, kwestorem Parlamentu Europejskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Do Polski przyjeżdża prezydent Donald Trump. To chyba przeczy tezie lansowanej przez tzw. opozycję totalną o Polsce jako kraju niedemokratycznym, izolującym się i izolowanym przez resztę państw świata?

– Polska jest bez wątpienia państwem demokratycznym, które odgrywa istotną rolę na międzynarodowej arenie, państwem, które już w niedługim czasie będzie członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ. Jesteśmy też jednym z większych państw Unii Europejskiej, ważnym członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego. Krótko mówiąc, Polska jest częścią świata zachodniego i w tej sytuacji nikogo nie powinno dziwić, że odwiedza nasz kraj prezydent Stanów Zjednoczonych – kolejny zresztą, bo przypomnę, iż poprzednicy Donalda Trumpa też gościli w Polsce. Stąd jako jeden z najbliższych, ważny sojusznik Stanów Zjednoczonych w Europie powinniśmy być przyzwyczajeni do wizyt prezydentów amerykańskich w naszym kraju.

Owszem, ale wcześniej Barack Obama podczas ubiegłorocznego szczytu NATO w Warszawie wykazał się uszczypliwością, próbował nawet strofować polskie władze. Teraz raczej nie należy się spodziewać takiej postawy ze strony prezydenta Trumpa…

– Sądzę, że to będzie bardzo dobra wizyta dla Polski. Prezydent Barack Obama, który trzy razy odwiedził nasz kraj, wywodził się, czy też hołdował nurtom lewackim, lewicowym. Szkoda, że goszcząc w lipcu 2016 r. w Warszawie, nie skorzystał z okazji, żeby się nie wypowiedzieć w taki, a nie inny sposób na temat Trybunału Konstytucyjnego i przestrzegania demokratycznych wartości w Polsce. Jednakże wyraźnie zaznaczył, że spór wokół Trybunału powinniśmy rozwiązać sami i to było kluczowe stwierdzenie.

Czy i jakie znaczenie ma to, że prezydent Trump przyjeżdża do nas przed, a nie po szczycie G20 w Hamburgu?

– Trudno powiedzieć, czy jest to intencjonalne, ale jeśli prezydent Stanów Zjednoczonych przyjeżdża do nas przed szczytem G20, to zapewne chce poznać stanowisko Polski w wielu kwestiach dotyczących problemów politycznych i gospodarczych. Z całą pewnością w Warszawie zostanie poinformowany o wielu ważnych sprawach, które mogą się okazać istotne podczas szczytu G20. Podczas wizyty w Polsce spotka się także z liderami państw Trójmorza.

To oznacza, że prezydent Trump liczy się z Polską?  

– Prezydent Stanów Zjednoczonych z rozmysłem wybiera, kiedy i z kim się spotyka, czego dowodem jest potwierdzona już wizyta planowana na 6 lipca w Polsce. Nie przyjeżdża się w pierwszym półroczu swoich rządów do kraju, z którym się nie liczy, z którym nie ma się strategicznych interesów, z którym nie chce się utrzymywać stosunków na dobrym, wysokim poziomie.    

Z drugiej strony, skoro do Polski przyjeżdża prezydent największego światowego mocarstwa, to oznacza, że Amerykanie dostają od Polski to, czego oczekują?

– Jesteśmy członkiem NATO, jednym z sojuszników Stanów Zjednoczonych w Europie. Polska jest też państwem granicznym Unii Europejskiej i najdalej wysuniętym na wschód, można powiedzieć, frontowym państwem NATO. Jesteśmy zatem najbardziej wysuniętym na wschód przyczółkiem świata zachodniego. Jest jeszcze jeden ważny, jak sądzę, szczegół, a mianowicie wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych, gdzie w wygranej Donalda Trumpa udział miały także głosy Polonii Amerykańskiej.

Przed wyborami – wówczas jeszcze kandydat Donald Trump – w przeciwieństwie do Hillary Clinton spotykał się z Polonią Amerykańską, składając szereg deklaracji i co istotne, te pozytywne słowa na temat Polski podtrzymał już po swoim wyborze i objęciu urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych. To tylko świadczy o dobrych relacjach polsko-amerykańskich. Biorąc to wszystko pod uwagę, Stany Zjednoczone to nasz bardzo istotny sojusznik.

Opozycja tzw. totalna, wyciszona nieco po ujawnieniu kolejnych taśm od „Sowy”, nie komentuje planowanej wizyty prezydenta Trumpa, ale wcześniej słyszeliśmy głosy o braku skuteczności polskiej dyplomacji. Fakty wydają się temu przeczyć…

– Z punktu widzenia stosunków międzynarodowych, tego typu wewnętrzne didaskalia nie mają większego znaczenia. To, co powiedzą politycy Platformy, w żaden sposób nie wpływa na relacje transatlantyckie. Fakty pokazują, że Polska jest obecnie liczącym się sojusznikiem Stanów Zjednoczonych.

Jakie są nasze oczekiwania co do tej wizyty, inaczej mówiąc, co Polska ma do załatwienia ze Stanami Zjednoczonymi i o co powinniśmy zabiegać podczas wizyty prezydenta Trumpa w Warszawie?

– Po pierwsze, powinniśmy zabiegać o utrzymanie dobrych stosunków transatlantyckich także w wymiarze naszego bezpieczeństwa i ugruntowania obecności świata zachodniego w naszym regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Powinniśmy też zabiegać, aby wojska amerykańskie, które przyjechały do Polski wtedy, kiedy władzę sprawuje rząd Prawa i Sprawiedliwości, stacjonowały u nas na stałe, co więcej, żeby zwiększyła się ich liczebność. Warto sobie uświadomić, że każda – nawet najmniejsza – obecność naszych amerykańskich sojuszników w Polsce jest dla nas bardzo istotnym zabezpieczeniem. Ewentualny atak potencjalnego agresora na stacjonujące u nas wojska amerykańskie może się spotkać z szybką odpowiedzią.

W agendzie spraw, jakie powinniśmy kłaść na stole negocjacyjnym, są także te dotyczące współpracy gospodarczej. Stany Zjednoczone po odkryciu na własnym terytorium potężnych złóż gazu łupkowego stały się poważnym eksporterem błękitnego paliwa i pierwszy „gazowiec” drogą morską dostarczył już skroplony amerykański gaz do terminalu LNG w Świnoujściu. Jednocześnie powinniśmy się ze Stanami Zjednoczonymi wspierać odnoście do wspólnie wyznawanego systemu wartości. To, co nas łączy z Amerykanami, to fakt, że nasze życie, nasze funkcjonowanie w świecie opieramy na wzorcach świata zachodniego, kultury chrześcijańskiej. Te korzenie, z których wyrastamy, ten fundament, na którym się opieramy – mam nadzieję – będzie oddziaływał także na inne aspekty polsko-amerykańskich relacji.

Co sprawia, że Polska jest pozytywnie postrzegana przez nową administrację amerykańską?

– Polska jest dużym państwem europejskim, jest państwem o ugruntowanej demokracji, co istotne, jest państwem, które nie zostało opanowane szaleństwem przyjmowania w sposób bezrefleksyjny niekontrolowanych rzesz imigrantów muzułmańskich. Ponadto Polska nie jest państwem, które poucza Stany Zjednoczone, w jaki sposób mają funkcjonować, nie wysyła karykaturalnych gratulacji – jak to uczyniła kanclerz Angela Merkel w związku z wyborem Donalda Trumpa na prezydenta, gratulacji, które zabrzmiały bardziej jak pouczenia i kondolencje. Inaczej mówiąc, nie ustawiamy się jako de facto wróg Stanów Zjednoczonych, w przeciwieństwie do liberalnych europejskich elit, które oficjalnie deklarują polityczną niechęć do prezydenta Donalda Trumpa i tym samym dystansują się od Ameryki. Z kolei jeśli te państwa europejskie dystansują się wobec Stanów Zjednoczonych, to nie należy się dziwić, że administracja amerykańska, chcąc realizować swoje interesy w Europie, stawia na Polskę.

Ten sojusz Polski ze Stanami Zjednoczonymi może zostać jeszcze bardziej podkreślony, ugruntowany?

– Mam taką nadzieję. Co do szczegółów, myślę, że przekonamy się w lipcu, wówczas zobaczymy, jakie będą efekty tej wizyty. Bądźmy dobrej myśli. Swój optymizm opieram na pierwszych deklaracjach związanych z oświadczeniami prezydenta Trumpa – tuż po wyborach, kiedy dziękował Polakom, kiedy wyrażał swoje sympatie wobec Polski, podtrzymując jednocześnie ustalenia szczytu NATO w Warszawie i przysyłając do naszego kraju swoich żołnierzy.

Prezydent Trump liczy się z Polską, o czym świadczy też informacja potwierdzona przez amerykańską dyplomację, że właśnie w Warszawie złoży ważną deklarację. To wszystko są pozytywne sygnały i jest to przejaw dobrych stosunków, jakie łączą Polskę z najpotężniejszym państwem na świecie, jakim są Stany Zjednoczone.

Polska będzie jednym z pierwszych krajów w Europie, które odwiedzi prezydent Trump. Czy ta wizyta może być również potwierdzeniem racjonalności polskiej polityki w kwestii uchodźców, że to Polska ma rację, a nie elity unijne i Niemcy czy Francja?

– Znamy stanowisko prezydenta Trumpa w kwestii polityki migracyjnej. Widać wyraźnie, że Donald Trump jest wolny od aberracji intelektualnych liberałów zachodnioeuropejskich związanych z niekontrolowanym napływem imigrantów muzułmańskich z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Zresztą absurdalność bezrefleksyjnej polityki migracyjnej Unii Europejskiej pokazuje przykład Zjednoczonych Emiratów Arabskich, które przyjęły uchodźców z Syrii, a po kilku miesiącach ich wydaliły, uznając, że nie pasują do nich kulturowo. Skoro nie pasują kulturowo do świata arabskiego, który jako pierwszy powinien wyciągnąć do nich rękę, to niby jakim cudem mogą się zasymilować z kulturą i tradycją europejską, chrześcijańską.

Czy jest szansa, że po tej wizycie może się zmienić postrzeganie Polski przez lokomotywy UE, które nie chcą zaakceptować prawa naszego państwa do prowadzenia niezależnej polityki, niekoniecznie narzuconej przez Berlin, Paryż czy Brukselę?

– Ta wizyta będzie z całą pewnością potwierdzeniem widomych znaków dobrych relacji polsko-amerykańskich. Już sam przyjazd prezydenta Trumpa i moment spotkania będzie dobrą okazją do być może wygłoszenia ważnych deklaracji przez stronę amerykańską, a z drugiej strony będzie to okazja do budowania jeszcze lepszych relacji między naszymi państwami. To będzie pierwsza wizyta prezydenta Donalda Trumpa w Polsce, ale myślę, że nie ostatnia.

Z jednej strony stajemy się coraz poważniejszym partnerem Stanów Zjednoczonych, ale czy tym samym bardziej niż inne państwa nie narażamy się Rosji?

– Czym jeszcze bardziej możemy się narazić Moskwie...? Rosja nigdy nie była, nie jest i jak sądzę nie będzie naszym przyjacielem. Świadczy o tym chociażby fakt, że Moskwa powiększa arsenał swoich wojsk w obwodzie kaliningradzkim, łącznie z systemami rakietowymi, które mają rzekomo być odpowiedzią na tarczę antyrakietową i zwiększoną aktywność wojsk NATO w Europie. Rosja, jaka jest, każdy widzi, i to, że Stany Zjednoczone – najpotężniejsze mocarstwo świata i lider świata demokratycznego – mają dobre relacje z Polską i uważają nasz kraj za swojego sojusznika, to wszystko wpływa pozytywnie na nasze relacje z Moskwą. Rosja nie liczy się ze słabymi, ale z mocnymi. Taka jest azjatycka, wschodnia mentalność, gdzie tylko wobec silnego ma się respekt. W przeciwnym wypadku Rosjanie stosują politykę podboju i zniewolenia, co zresztą sami odczuwaliśmy przez dziesięciolecia po II wojnie światowej.     

                     Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl