Jesteśmy świadkami kolejnej odsłony taśm z restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Jaki obraz władzy wyłania się z tego, co słyszymy?
– Można powiedzieć, że nie jest to nic nowego pod słońcem. III RP w pigułce. Zasadniczo mamy do czynienia z utrwaleniem pewnego obrazu, wizerunku władzy koalicji PO – PSL, który został ujawniony jeszcze w 2014 r., kiedy taśmy z warszawskich restauracji „Sowa i Przyjaciele” oraz „Amber Room” ujrzały światło dzienne. Wtedy bodajże po raz pierwszy mogliśmy ujrzeć kulisy rządzenia Polską i myślę, że to szokowało społeczeństwo bardziej niż dzisiaj. Mieliśmy tam bowiem – oprócz politycznych – również treści wręcz korupcyjne. Dzisiaj mamy niejako kontynuację i przypomnienie tamtego wrażenia, a ze względu na udział w tym spektaklu ks. Kazimierza Sowy dochodzi ładunek emocjonalny. Jeśli zaś chodzi o treść i formę, to wydaje się, że są to nagrania analogiczne z poprzednimi.
Opozycja bagatelizuje sprawę, twierdząc, że na tych taśmach – tak jak Pan Profesor zauważył – nie ma nic nowego, że na imieninach mówi się różne rzeczy i że każda władza tak ma…
– Politycy mogą ze sobą rozmawiać w różnym czasie i miejscach. Co więcej, te rozmowy mogą przybierać różne, także bardzo bezpośrednie formy – w końcu to też są ludzie. Nie jest więc niczym nadzwyczajnym, że takie rozmowy się odbywają np. z okazji imienin, rocznic itp. Natomiast szokujący w tym, co słyszymy, jest klimat towarzyszący tym spotkaniom, wyrażany stosunek do Kościoła, rozgrywanie konkretnych biskupów np. poprzez tzw. fundusze czy też stosunek do opozycyjnych, niewygodnych dla władzy mediów, które jeśli nie sprzyjają władzy, to należy je zlikwidować. To wszystko pokazuje pewien sposób myślenia tego środowiska, które przez osiem lat rządziło Polską. Oczywiście wszyscy rozmawiają – mają do tego prawo i – jak wspomniałem – politycy również, ale jest pytanie o treść i zakres tematyczny tych rozmów oraz ich formę.
Jeśli chodzi o formę, to słyszymy, jak to wyglądało, natomiast co do treści to mamy kwestie m.in. obsadzania stanowisk w publicznych spółkach, próbę wpływania na media i poniekąd ingerowanie w sprawy Kościoła. Takie były kulisy rządów PO – PSL?
– Mamy tu specyficzną sytuację, bo Platforma wielokrotnie mówiła, że Kościół powinien się trzymać z dala od polityki, natomiast widać wyraźnie, że chodziło im tylko o tę część Kościoła, która ich krytykuje, natomiast jeśli chodzi o tych, którzy sprzyjają władzy, sytuacja ma się zupełnie inaczej. Widzimy, że ówczesna władza grała tą sferą, i to w cyniczny sposób. Okazuje się, że kwestie dotyczące spółek strategicznych z punktu widzenia państwa załatwiano w knajpach przy wódce i ośmiorniczkach. Kwestia mediów jest o tyle bulwersująca, że w tamtym czasie mieliśmy na dobrą sprawę do czynienia z bardzo ograniczoną ilością mediów opozycyjnych wobec władzy. Przypomnę, że był nawet monopol w mediach publicznych związanych z obozem ówczesnej władzy. Należy też wspomnieć kwestię poparcia dla działań rządu, które wyrażały również media o kapitale zewnętrznym, co dotyczy zarówno stacji telewizyjnych, jak i portali internetowych. Natomiast media, które były krytyczne wobec rządu, były poddane presji czy też spotykały się wręcz z odrzuceniem. Wystarczy sobie przypomnieć działania rządu koalicji PO – PSL wobec Telewizji Trwam związane z blokowaniem koncesji dla toruńskiej stacji. Pamiętamy, jakie były trudności z uzyskaniem tejże koncesji, natomiast dzisiaj po tych taśmach widać lepiej, jakie motywy towarzyszyły tym działaniom.
Czy kondycja i sprawy państwa powinny być tematem kawiarnianych rozmów?
– Na imieninach czy w restauracji nie porusza się spraw państwa, w tym także kwestii bezpieczeństwa energetycznego. Tu natomiast mieliśmy swoisty podział łupów, fruktów płynących ze sprawowania władzy, za to nie było troski o państwo i obywateli. To pokazuje cynizm i brak odpowiedzialności za Polskę tych, którzy w tamtym czasie bądź to bezpośrednio sprawowali władzę, bądź mieli wpływ na rządzących. Kulisy obsadzania stanowisk, które gwarantują wyższy poziom życia – bardzo często niedostępny dla zwykłych ludzi – i patrzenie na świat przez pryzmat pieniędzy, to nie przystaje do osób piastujących ważne stanowiska w państwie, a tym bardziej do kapłana. Na tym przykładzie widać jak w soczewce, jaka była kondycja moralna ówcześnie rządzących Polską. Całe szczęście mamy to już za sobą.
Liberalne media nawet się nie zająknęły na temat nowych taśm od „Sowy”…
– Trudno się dziwić, bo dla tych środowisk jest to sprawa kompromitująca. Dzisiaj w obozie opozycji tzw. totalnej ktoś raz za razem próbuje zebrać siły, zewrzeć szeregi i walczyć z rządem Prawa i Sprawiedliwości. Nie dał rady kreowany na lidera Ryszard Petru, nie dał też rady Grzegorz Schetyna. Teraz gdzieś tam się mówi o Donaldzie Tusku, który po zakończeniu kadencji szefa Rady Europejskiej miałby powrócić do krajowej polityki. Ale były premier chociażby w kontekście ekshumacji ofiar smoleńskich i swoich dokonań na forum europejskim też nie jawi się jako lider opozycji. Zatem z punktu widzenia mediów, które kibicują opozycji, kiepsko to wszystko wygląda. W związku z tym mamy próby bagatelizowania czy wręcz marginalizowania wychodzących na jaw kolejnych kulisów rządzenia przez Platformę. Te środowiska mają jeden cel, a mianowicie powrót starego układu do władzy. Stąd te wszystkie działania, które mają dać ten efekt.
Jednym z „bohaterów” taśm jest wspomniany wcześniej przez Pana Profesora ks. Kazimierz Sowa. Czy kapłan powinien się wypowiadać o biskupach, doradzać politykom, jak postępować z Kościołem, w dodatku w taki skandaliczny sposób jak słyszymy…?
– Moim zdaniem, mitem i pewnym nieporozumieniem jest formułowanie tez, że Kościół nie powinien się mieszać do polityki. Przeciwnie, Kościół ma w polityce do odegrania bardzo ważną rolę, w tym również duchowieństwo. Kościół jest tą instytucją, która do polityki powinna wprowadzać czynnik chrześcijańskiego ładu moralnego – czyli stawać po stronie pokrzywdzonych, słabszych, promować dobro, które powinno być przez polityków realizowane, ale również stać na straży tego dobra. Natomiast kapłan, który owszem ma prawo spotykać się z politykami, nie powinien prowadzić gry z Kościołem w tle, czy rozgrywania wewnętrznego Kościoła, nie powinien też uprawiać gry biznesowo-politycznej. Dlatego wszelkie odstępstwa od tych zasad, z czym mamy do czynienia w tym przypadku, muszą bulwersować.
Słuchając tych rozmów, można odnieść wrażenie, że to nie ks. Sowa, który był bardzo aktywny, wiódł prym, ale Paweł Graś, który później wykorzystywał „recepty” czy też rady, jak postępować z ludźmi Kościoła?
– Z tych taśm wynika jedno, a mianowicie, że relacje ludzi spotykających się w jednej z warszawskiej restauracji musiały być bardzo bliskie, skoro wymieniali się nawzajem swoimi spostrzeżeniami w tak ważkich sprawach i w tak bezpośredniej formie. Nie ulega jednak wątpliwości, że niezależnie do tego, jak te relacje wyglądały, nie może być mowy o instruowaniu, zwłaszcza przez kapłana, ludzi władzy, jak mają postępować czy jaką strategię przyjmować w relacjach z przedstawicielami Kościoła. Widać zabrakło tu roztropności. Ale chcę z całą mocą podkreślić – raz jeszcze, że nie chodzi tu o to, że ksiądz uczestniczy w spotkaniu z politykami, a nawet się z nimi przyjaźni, natomiast problemem jest to, że tych swoich znajomych, polityków, ludzi władzy wprowadza w obszar dotyczący Kościoła, stwarzając im możliwość w taki czy inny sposób rozgrywania Kościołem. W mojej ocenie, duchowieństwo powinno przeciwdziałać takim zapędom, a nie jeszcze w tych działaniach destrukcyjnych pomagać.
Decyzją metropolity krakowskiego ks. abp. Marka Jędraszewskiego ks. Kazimierz Sowa ma do końca czerwca wrócić do archidiecezji krakowskiej…
– Kapłan powinien się zajmować przede wszystkim duszpasterstwem, na wzór Chrystusa ma być pośrednikiem między Bogiem a ludźmi. Decyzja metropolity krakowskiego ks. abp. Jędraszewskiego wyrażona ustami rzecznika kurii krakowskiej jest zdecydowana, bardzo jasna i czytelna. Kapłani składają przyrzeczenie posłuszeństwa swojemu biskupowi i to zobowiązuje ich do zachowania dyscypliny. Ks. Kazimierz Sowa nie jest tu wyjątkiem.

