Jan Grabiec, powołując się na swojego proboszcza, stwierdził, że „każda parafia w Polsce przyjmie rodziny” uchodźców. Jak się okazało, poseł PO nigdy nie kontaktował się ze swoim duszpasterzem. Jak ocenia Ksiądz Profesor całą sprawę?
– To przykład żałosnej manipulacji. Manipulacji, bo jak się okazało, pan poseł nie kontaktował się z księdzem proboszczem w tej sprawie. Nie mógł też słyszeć takiej opinii, bo jej nie było. Jest to kłamstwo, o tyle żałosne, że odwołujące się do autorytetu proboszcza. Człowieka, który zajmuje się w pierwszym rzędzie administracją parafii, a nie administracją migrantami z krajów arabskich. Powiedziałbym, że to jakiś przejaw frustracji i determinacji.
Ostatnimi miesiącami Platforma próbuje idee przyjmowania uchodźców podeprzeć głosem Papieża Franciszka i biskupów. Jest Ksiądz zaskoczony? W końcu PO miała nie klękać przed biskupami…
– Cóż, widać, że mamy nieoczekiwany moment nawrócenia. Panie Magdalena Środa i Agnieszka Holland wołają o dechrystianizacji Polski przez PiS, inni odwołują się do głosów Papieża i hierarchów kościelnych. To jak u Zagłoby, który o tym diable, co to w ornat się ubrał i ogonem na mszę dzwoni... Jednak oprócz żenującej tragifarsy jest w tych działaniach niebezpieczeństwo – ktoś z katolików może dowiedzieć się o nauczaniu Kościoła z ust polityków Platformy czy feministek. Tymczasem nie jest to najlepsza edycja wypowiedzi Magisterium Kościoła. Warto słuchać oryginalnych przemówień, a zwłaszcza poznawać dokumenty Kościoła.
Takie działanie może przynieść jakiekolwiek korzyści Platformie?
– Nie sądzę, by tej formacji mogło cokolwiek przynieść korzyść poza samorozwiązaniem. „Sztandar wyprowadzić” jak mawiał klasyk.
Platforma próbuje także bronić tzw. kompromisu aborcyjnego tym, że wtedy został poparty przez Kościół. Odwoływanie się do tamtej sytuacji ma obecnie sens?
– Oczywiście, debata wokół poczętego życia w latach 90. ubiegłego wieku, w sytuacji świeżej transformacji ustrojowej i w chwili obecnej, to są dwie różne debaty. Mają pewne elementy wspólne – tak merytoryczne, jak i formalne. W tym drugim przypadku mam na myśli dyskusję emocjami, nie argumentami, która przybrała jednak w sposób ogromny na sile dzisiaj. Pozostaje jednak domeną sił przeciwnych życiu. Kościół nigdy nie był i nie będzie usatysfakcjonowany w pełni kompromisem w sprawach życia.
Wobec ostatnich wydarzeń nie zachodzi niebezpieczeństwo, że Kościół zacznie być odbierany jako strona konfliktu politycznego w Polsce?
– Oczywiście Kościół może być tak postrzegany. Ale Kościół nie udziela formalnie poparcia żadnej partii. Natomiast z drugiej strony Kościół, który jest wspólnotą ludzi – tak wiernych, jak i obywateli, ma pełne prawo wyrażać swój stosunek do zmian zachodzących w państwie. Gdyby tego nie czynił, zdradzałby samego siebie, bo zdradzałby wspólnotę, którą jest.
Co teraz powinien zrobić Kościół, żeby nie ulec prowokacjom?
– Na pewno niezmiennie powinien dyskutować w sferze wartości, broniąc podstawowych spraw i prawd. Powinien być wrażliwy na znaki czasu. I wreszcie, co dzisiaj jest tak ważne, w kontekście inwazji uchodźców – powinien uczyć ordo caritatis – porządku miłości i pomagać w jego realizacji.

