logo
logo

Komentarz

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Sędziowie bez kręgosłupa

Czwartek, 27 lipca 2017 (02:44)

Aktualizacja: Niedziela, 30 lipca 2017 (19:41)

Debata publiczna o reformie sądownictwa ma bardzo wysoką temperaturę, choć może teraz spadł nieco polityczny słupek rtęci. To jednak na pewno tylko cisza przed kolejną burzą, gdy we wrześniu parlament będzie dyskutował nad nowymi projektami ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym.

Przeciwnicy reformy sądownictwa, czyli większość parlamentarnej opozycji, działacze różnych stowarzyszeń i antyrządowe media będą kontynuować narrację, w myśl której stają w obronie sędziowskiej niezawisłości i niezależności będących fundamentem porządku prawnego zachodniej, liberalnej demokracji. I o tę demokrację oczywiście trzeba walczyć, bo Prawo i Sprawiedliwość robi rzekomo zamach na wolności i prawa obywatelskie, planując wprowadzenie w Polsce dyktatury. A co najmniej systemu totalitarnego na wzór Rosji, Białorusi czy teraz Turcji, gdzie sędziowie będą poddani rządowi i orzekać tak, jak tego oczekują od nich władze.

To, że opozycja chwyta się demagogicznych i fałszywych argumentów, nie powinno nikogo specjalnie dziwić, gdyż taka metoda dyskredytowania rządu i obozu PiS jest stosowana od lat. Z jeszcze większym natężeniem po wyborach w 2015 roku i powrocie do władzy partii Jarosława Kaczyńskiego. Natomiast dziwi mnie to, że w całej sprawie dają sobą manipulować sędziowie.

Manipulują nimi zwierzchnicy, którzy zaangażowali się po stronie opozycji, politycy i media. I ci wszyscy, którzy rzekomo bronią niezawisłości wymiaru sprawiedliwości, okazują pogardę szeregowym sędziom. Jeśli bowiem ktoś twierdzi, że pod rządami PiS sędziowie nie będą już niezależni, to zachowuje się tak, jakby pluł im w twarz. Uważa bowiem sędziów za gromadę oportunistów, ludzi bez zasad, którzy od razu zegną kręgosłupy, jak tylko krzyknie na nich ten czy inny minister. I będą potulnie wykonywać jego polecenia.

Jako obywatel mam pretensje do KRS, związku sędziów Iustitia czy zgromadzeń sędziowskich w poszczególnych okręgach, że nikt do tej pory nie zaprotestował przeciwko takiemu poniżaniu wymiaru sprawiedliwości i sędziów. Czyżby się zgadzali z taką oceną siebie i swoich kolegów? Czyżby też byli przekonani, że sędziowska niezawisłość jest posadowiona na tak słabych fundamentach, iż szybko rozleci się jak domek z kart? To każe również stawiać pytania o niezależność wielu sędziów w poprzednich latach. Może bowiem sędziowie się obawiają, że skoro z tą niezawiłością nie było najlepiej w przeszłości, to i teraz trzeba o nią drżeć.

Takie poniżanie sędziów, podważanie ich wiarygodności jest bardzo szkodliwym działaniem, bo wcale nie poprawia notowań tej grupy zawodowej w oczach społeczeństwa. Ludzie i tak w większości uważają, że mamy w Polsce wymiar niesprawiedliwości, a nie sprawiedliwości, że w sądach rządzą układy, kolesiowskie, towarzyskie i rodzinne powiązania. Że w sądzie na przegraną są skazani ludzie, którzy nie mają dojścia do takich układów. I jeśli teraz zewsząd słyszą, że niedługo w ogóle niezawisłość sędziów zostanie całkowicie złamana, to pewnie część ludzi, nawet uczestniczących w antyrządowych manifestacjach, jeszcze bardziej utwierdzi się w tym, że sądy w Polsce to bagno, z którym lepiej nie mieć nic do czynienia.

Trzeba podkreślić, że żadna z trzech ustaw sądowych – ani te dwie zawetowane, ani ta jedna podpisana (o ustroju sądów powszechnych) – nie spowoduje żadnego obniżenia poziomu niezawisłości sędziowskiej. Minister sprawiedliwości ani żaden inny urzędnik państwowy nie będzie miał bowiem wpływu na to, jakie wyroki będą wydawać poszczególni sędziowie, także prezesi i wiceprezesi sądów.

Można zarzucać PiS, że dało za dużą władzę ministrowi w kwestiach powoływania i odwoływania prezesów sądów powszechnych (ale dotyczy to i tak okresu przejściowego), jednak ogromnym nadużyciem i manipulacją jest twierdzenie, że to oznacza koniec niezależności i niezawisłości sędziowskiej. Nikt odpowiedzialnie myślący nie powinien się do tego posuwać. Ale zasada odpowiedzialności za słowo nie ma najwidoczniej zastosowania w sytuacji, gdy gra idzie o zachowanie przywilejów i układu w wymiarze sprawiedliwości. Widać, że ten establishment ma bardzo wiele do stracenia i zdaje sobie sprawę, o co toczy się gra. I że jeśli przegra, straci nie tylko przywileje i pozycję, ale i szansę na dokonanie społecznej rewolucji przy pomocy sądów.

Krzysztof Losz

Nasz Dziennik