logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Europejska kultura umiera

Poniedziałek, 30 października 2017 (14:01)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Postanowieniem Rady Stanu, najwyższego organu sądownictwa administracyjnego we Francji, z pomnika św. Jana Pawła II w Ploermel w Bretanii ma zostać usunięty krzyż. Francja tkwi w ideologicznym absurdzie?

– Z całą pewnością mamy tu do czynienia z czymś w rodzaju dyktatury ateizmu raz za razem pojawiającej się w dziejach Francji. Pierwszy taki moment nastąpił po rewolucji francuskiej, później – na przełomie XIX i XX wieku – mieliśmy do czynienia z wciąż zresztą obowiązującą bardzo agresywną ustawą o laicyzacji państwa z 1905 r. zakładającą rozdział Kościoła od państwa. Jest i trzecia fala, która jest konsekwencją rewolucji kulturowej, neomarksistowskiej, symbolicznie datowanej na rok 1968, która w istocie jest w stanie wojny z religią – szczególnie z religią katolicką. Decyzja o usunięciu pomnika św. Jana Pawła II w Ploermel jest wypadkową, objawem tych trendów obowiązujących we Francji. Wszystko to dzieje się w sytuacji, kiedy we współczesnej Europie tak głośno i zdecydowanie podnoszone są hasła wolności wyrażania religii, praworządności, demokracji, poszanowania praw człowieka. Natomiast fakty są takie, że te prawa i wolności obywatelskie są łamane chociażby na poziomie władzy sądowniczej i wszystkie gremia, które mają stać na straży praworządności jak chociażby Komisja Wenecka czy inne, które są napastliwe wobec Polski, milczą, jeśli chodzi o faktyczne zagrożenia. Unia Europejska funkcjonuje dziś – niestety – podobnie jak państwo francuskie. Jest to praktyka samobójcza, która polega na konsekwentnym, metodycznym odcinaniu się od własnych korzeni. Przykro to stwierdzić, ale nasza kultura, kultura starej Europy umiera na naszych oczach, bo brakuje jej życiodajnych soków, które byłyby ją w stanie ożywiać, podtrzymywać i pozwalać jej wzrastać.

Do czego może doprowadzić stopniowe rugowanie Boga i symboli chrześcijańskich z przestrzeni publicznej w Europie?

– Ostatnio byłem w Ziemi Świętej i tam doskonale widać inny wymiar tolerancji. Owszem, mamy tam do czynienia z dużymi napięciami czy to narodowościowymi, czy religijnymi, ale to, co jest pozytywne, to wzajemne zrozumienie przynajmniej w zakresie uznania Pana Boga za Stwórcę i oddawania Mu czci. I w tym względzie nikogo nie dziwi, że załóżmy chrześcijanin, muzułmanin czy żyd publicznie wyraża swą wiarę. Natomiast dla muzułmanów kompletnie niezrozumiały jest świat bez Boga. Jest czymś, co im się bezwzględnie kojarzy z przestrzenią działania szatana i co powinno zostać zniszczone. Ta nienawiść do świata i cywilizacji zachodniej, która się rodzi szczególnie wśród fundamentalistów islamskich, jest w ogromnej mierze potęgowana ateizmem, negacją i wyrzucaniem Boga z przestrzeni publicznej, z życia indywidualnego i wspólnotowego. Islamiści tego nie rozumieją, dla nich taki świat jest wrogi, jest światem, który trzeba zniszczyć, a następnie zbudować go na nowo, tyle że z dominacją islamu. I wydaje się, że jeśli nie nastąpi refleksja, to taka przyszłość może nas czekać.                             

Z jednej strony mamy usuwanie symboli chrześcijańskich i dyskryminowanie katolików w Europie, a z drugiej przyzwolenie na epatowanie i ochronę obcych nam kulturowo symboli muzułmańskich. Czy można powiedzieć, że chrześcijaństwo jest zwalczane w zachodniej Europie?

– Oczywiście nie wszędzie, ale w wielu miejscach tak rzeczywiście jest. Szczególnie dotyczy to funkcjonowania chrześcijaństwa w przestrzeni publicznej. Symbolika chrześcijańska niesie w sobie przesłanie, pozytywne treści, np. nadbudowę etyczną, a więc zwalczając religię, nie chodzi jedynie o negację czy zwalczanie symboli, ale w praktyce nie respektuje się klasycznej etyki w przestrzeni prawnej w życiu publicznym. Wystarczy tylko wspomnieć istotne kwestie – począwszy od aborcji, na eutanazji kończąc, które są sprzeczne z etyką chrześcijańską. I to wszystko powoduje niewiarygodny chaos, a jednocześnie tego typu utopijne ideologie skutkują spotęgowaną niechęcią do tego, co nazywamy tradycją chrześcijańską. Reasumując, ci tzw. postępowi rewolucjoniści – w sensie kulturowym – nienawidzą nawet siebie samych, swojej tradycji, a ich cały wysiłek jest skoncentrowany na tym, żeby się od tego odciąć, ale w tym akcie podcinają gałąź, na której wszyscy siedzą.

Z czego to wynika? 

– Myślę, że mamy do czynienia z obojętnością w tym zakresie. Społeczeństwo zachodnie zbytnio uwierzyło w dobra materialne, w kult ciała, gdzie wszystko jest zredukowane do wymiaru doczesności. Proszę zwrócić uwagę, że nawet tam, gdzie pojawia się temat wieczności, gdzie jest zaduma, a więc uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny, usiłuje się wprowadzić pusty wewnętrznie Halloween, po to żeby wszystko, nawet rzeczy ostateczne, sprowadzić do groteski i ośmieszyć także temat śmierci. Taka kultura, która jest mało twórcza, zmierza ku śmierci, gdzie wszystko się kończy, jest de facto skazana na klęskę, a jak bardzo jest bezpłodna, to najlepiej widać po demografii. Są to wszystko postawy hedonistyczne, które nie wykraczają poza zwykłą prostą konsumpcję. Ludzie, którzy wyznają taką kulturę, mają bardzo niską motywację, dla nich nie istnieje życie wspólnotowe, rodzinne. To z kolei sprawia, że zanika przyjaźń, więzy międzypokoleniowe, zanika wspólnota kulturowa i to wszystko niestety widać, to jest policzalne. Natomiast jeśli ktoś tego nie widzi, to albo jest ślepy, albo nie chce tego dostrzec.

Poruszyliśmy temat przyczyn, które hamują życie religijne, stwarzając przestrzeń do takich zachowań jak w Ploermel. Natomiast na politycznej polskiej scenie zawrzało po deklaracji premier Beaty Szydło o ewentualnym przeniesieniu tego pomnika do Polski...

– Moim zdaniem, zapowiedź Beaty Szydło – bądź, co bądź premiera w ojczyźnie św. Jana Pawła II – to bardzo cenna inicjatywa, a zarazem manifestacja tego, czym powinna być europejskość, a czym w istocie jest. Ta wypowiedź szefowej polskiego rządu wskazuje wyraźnie, że Europa – czy to się komuś podoba, czy nie – była i jest chrześcijańska, a św. Jan Paweł II, którego nie da się zrozumieć bez krzyża, Papież, który jednoczył Europę, wskazując drogę jej rozwoju, którego zasługi dla Europy i świata są nieocenione, był Polakiem. Oczywiście próba usunięcia krzyża z pomnika św. Polaka Papieża jest przejawem toczącej się walki na symbole. Pokazuje nie tylko Francji, ale także całej Europie, gdzie w swojej ideologii zabrnęła. I ten gest premier Szydło dowodzi, że mimo wysiłków wielu lewackich środowisk, także mimo swoich wewnętrznych problemów, Polska wciąż jest silna Bogiem, że jest oazą katolicyzmu. I jest to ważne nie tylko dla nas, Polaków, ale ta zapowiedź polskiego premiera, ten gest powinien mówić wiele całej Europie. Deklaracja Beaty  Szydło nie powinna być wykorzystywana do podsycania sporów na polskiej scenie politycznej.

Głosu w obronie krzyża nie zabierają władze kościelne we Francji. Czy nie brakuje Panu tego głosu?

– To jest m.in. efekt obowiązującej we Francji od ponad stu lat ustawy o laicyzacji państwa. Być może jest również tak, że wielu katolików w tym państwie przywykło do tego, że przestrzeń publiczna jest oczyszczana z symboli religijnych. Jest także coś, co określiłbym mianem grzechu bierności, który dotyka zachodnie społeczeństwa, ale po części także polskie. To nie jest tylko tak, że się grzeszy tylko uczynkiem i myślą, ale również zaniedbaniem. Często też bywa tak, że to zaniedbanie, to milczenie w różnych kwestiach jest brzemienne w skutkach. Na razie nie znamy szczegółów dotyczących milczenia władz kościelnych francuskich, ale tak czy inaczej zajmowanie wycofanego stanowiska jest skutkiem grzechu zaniechania czy zaniedbania.

Jest także coś, co nazywamy poprawnością polityczną…    

– Poprawność polityczna jest pewnym hasłem, którym określa się pewne zachowania czy też ich brak. Jednak bardzo często łączy się ono z pewnym tchórzostwem, brakiem poczucia misyjności, ale z drugiej strony także z chaosem teologicznym, gdzie podważane są nawet najbardziej fundamentalne treści, co łączy się z fałszywym rozumieniem humanizmu. Tak czy inaczej powodów takiego zachowania może być wiele, ale tym bardziej warto pojechać chociażby do Ziemi Świętej, gdzie różne religie, kultury przenikają się, jednocześnie nawzajem się nie wykluczając. Przecież w Betlejem na Boże Narodzenie mamy wielką choinkę i nikomu to nie przeszkadza. Również muezin co kilka godzin wzywa do modlitwy i to jest przykład współistnienia religii. Mamy zatem do czynienia z czymś, co dla każdego jest niezwykle ważne, ale nie narusza niczyich uczuć religijnych. Tymczasem w zachodniej Europie są środowiska, które się odcinają od swoich religijnych i kulturowych korzeni, wiara w Pana Boga jest dla nich wręcz powodem do wstydu i w tej pustce toną w otchłani różnych absurdów jak chociażby mitologie czy wróżbiarstwo. Z drugiej strony – w wymiarze społecznym – to życie religijne zanika, człowiek pogrąża się w autodestrukcji. Skutek tego jest dramatyczny. I ta wspaniała kultura, która przez wieki czerpała ze źródeł chrześcijańskich, jest dzisiaj zagrożona i za kilkadziesiąt lat może zniknąć.

Wspomniał Pan Profesor, że w Betlejem na Boże Narodzenie nikomu nie przeszkadza choinka. Tymczasem w Belgii, aby nie drażnić wyznawców islamu, z przestrzeni publicznej znikają bożonarodzeniowe szopki…

– Nie tylko bożonarodzeniowe szopki, ale również choinki znikają z zachodnioeuropejskich miast w imię poprawności politycznej. Takie zlaicyzowane postawy, takie traktowanie religii wzbudza w świecie muzułmańskim, który nie jest zateizowany, niewyobrażalną pogardę. Dla nich wyrzekanie się wiary i symboli z nią związanych jest niepojęte. Nie dziwmy się zatem, że za jakiś czas w Europie Zachodniej bożonarodzeniowe szopki zastąpią minarety.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 5 grudnia 2017 (14:31)

NaszDziennik.pl