logo
logo

Historia

Zdjęcie: IPN/ Inne

Głodowe emerytury

Środa, 13 grudnia 2017 (01:33)

Przeżyli gehennę stanu wojennego. Nie mają za co żyć.

Przeszli przez więzienia, areszty, obozy dla internowanych. Komuniści zniszczyli im życie, karierę zawodową. Teraz byli więźniowie polityczni PRL mówią: pracowaliśmy dla Polski, więc obowiązkiem państwa jest nam pomóc.

– Nie chodzi o to, żeby się dopraszać, tylko żeby zadośćuczynić za krzywdy – mówi Janusz Olewiński, przewodniczący Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Internowanych i Represjonowanych.

Po wprowadzeniu 13 grudnia 1981 r. stanu wojennego junta Wojciecha Jaruzelskiego internowała ok. 10 tys. osób, uwięziono 6 tys. Dziś wielu z nich otrzymuje najniższe emerytury i renty, rzadko przekraczające 1200 zł. – Jeżeli esbecy mówią, że po dezubekizacji nie mają za co żyć, to co ma powiedzieć ten, co dostaje 800 zł – z goryczą mówi Jan Raczycki, prezes Stowarzyszenia Osób Represjonowanych w PRL „Przymierze” w Bydgoszczy.

Nadzieję osób represjonowanych na godne życie obudziła znowelizowana 8 czerwca 2017 r. ustawa o działaczach opozycji antykomunistycznej oraz osobach represjonowanych z powodów politycznych, która weszła w życie 31 sierpnia. Przyznawany każdemu, kto ma status działacza lub osoby represjonowanej, dożywotni dodatek w wysokości 402 zł jest dużym wsparciem skromnych budżetów.

Byli represjonowani alarmują, że pojawił się problem z interpretacją ważnego zapisu ustawy. Chodzi o nową zasadę, że przy ustalaniu prawa do emerytury i renty okresy uwięzienia lub internowania uwzględnia się w wymiarze podwójnym. Czyli nie według wskaźnika 1,3, lecz 2,6.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Małgorzata Rutkowska

Nasz Dziennik