logo
logo

Zdjęcie: arch./ Inne

Rachunek za okupację

Niedziela, 7 stycznia 2018 (11:33)

Aktualizacja: Niedziela, 7 stycznia 2018 (12:11)

Zposłem Arkadiuszem Mularczykiem (PiS), przewodniczącym zespołu parlamentarnego ds. oszacowania odszkodowań wojennych, rozmawia Paulina Gajkowska

 

Biuro Analiz Sejmowych przygotowało na Pana prośbę obszerny raport na temat działań prawnych podejmowanych przez 21 państw dotyczących roszczeń od Niemiec za zniszczenia wojenne.

– Raport pokazuje, że mamy do czynienia z dyskryminacją i segregowaniem ofiar II wojny światowej, które pochodzą z Europy Środkowo-Wschodniej. A w szczególności z Polski. Obywatele państw Europy Zachodniej oraz obywatele Izraela otrzymują wysokie świadczenia rentowe i inwalidzkie, bo mowa o kwotach od 500 do 1000 euro co miesiąc. Państwo Izrael i organizacje żydowskie wywalczyły sobie, że Niemcy płacą stałe świadczenia ofiarom wojny. Natomiast w przypadku Polski doszło do takiej sytuacji, że przedsiębiorstwa niemieckie urządziły „zrzutkę” i jednorazowo wypłaciły nieduże kwoty dla ludzi, którzy przeszli obozy jenieckie, obozy koncentracyjne czy wiele lat pracy przymusowej. Te kwoty nie odzwierciedlały w ogóle tego, co przeżyli ci ludzie, nie stanowiły nawet w minimalnym stopniu rekompensaty ich ciężkiej, przymusowej pracy dla Trzeciej Rzeszy. To też pokazuje, że Polacy przez lata byli dyskryminowani. To również pokazuje, że jeżeli do dzisiaj Niemcy wypłacają odszkodowania inwalidzkie i rentowe w wielu państwach, ścieżka prawna do odszkodowań jest otwarta. To jest podstawowa sprawa. Obywatele polscy mają prawo i powinni się domagać odszkodowań. W tym celu chcemy stworzyć ścieżkę sądową w naszym kraju do pozwania państwa niemieckiego i firm niemieckich za pracę przymusową. Kolejną sprawą są umowy, które Niemcy podpisywały z poszczególnymi państwami w latach 50., 60. i później, nawet jeszcze w latach 90. Chodzi o umowy z niektórymi państwami Europy Zachodniej, jak również ze Stanami Zjednoczonymi czy Izraelem, w oparciu o które były wypłacane odszkodowania. Do dziś Niemcy pod presją międzynarodową podpisują takie umowy i spłacają swoje zobowiązania. Ta analiza pokazuje, że sprawa odszkodowań jest sprawą otwartą i prywatnie, i publicznie. Jako państwo polskie musimy otworzyć ścieżki prawne i polityczne, które sprawią, że Niemcy usiądą z rządem RP do stołu i rozpoczną rozmowy na temat odszkodowań dla naszego kraju.

Lata celowych i świadomych zaniedbań politycznych poskutkowały tym, że Polska jest na szarym końcu, jeśli chodzi o reparacje wojenne.

– W Polsce do tej pory nie było politycznej woli do tego, aby temat ten podjąć. Działo się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, uzależnienie polityczne, finansowe i mentalne elity politycznej, która dziś na szczęście jest w opozycji. Czerpała ona korzyści ze współpracy z Niemcami i nie chciała nadwerężać tej współpracy poprzez formułowanie postulatów dotyczących ewentualnych roszczeń czy odszkodowań za II wojnę światową.

Druga sprawa to agentura wpływu, która dowodziła, że Polska rzekomo zrzekła się reparacji, wmawiając, że jest już za późno. Ta agentura była mocno osadzona w świecie nauki, w dziedzinie historii, prawa i dyplomacji. Uniemożliwiali i utrudniali realne próby dochodzenia przez nasz kraj roszczeń. Wpływy niemieckie były przez lata bardzo silne. To miało zasadniczy wpływ. Dziś kładziemy temu kres. Oczywiście przed nami dużo ciężkiej pracy polegającej na oszacowaniu strat, przygotowaniu całej dokumentacji, skoordynowaniu pewnych działań, dziś rozproszonych w wielu instytucjach. To jest również kwestia otwarcia ścieżki prawnej dla samorządów miast zniszczonych podczas II wojny światowej, m.in. Warszawy, Wielunia, Jasła, Łodzi, dla setek innych miast i miasteczek zniszczonych podczas wojny. Jeśli wyrok Trybunału Konstytucyjnego otworzy nam drogę, te wszystkie kroki przyspieszą. Czeka nas batalia, ale musimy pamiętać, że Polska szczególnie powinna otrzymać zadośćuczynienie za kolosalne straty, jakie poniosła w wyniku działań wojennych. Przeprowadzenie tej całej procedury sprawi, że Niemcy zostaną zobligowane do rozmów, skończy się dyskryminacja w tym ważnym obszarze, która trwa już od tylu lat. Być może owocem tego będzie otwarcie fundacji, na którą Niemcy przelewałyby reparacje wojenne, a środki otrzymane byłyby przeznaczone na rozwój gospodarczy i rozwój kapitału ludzkiego w naszym kraju, niezwykle mocno zdewastowanego w wyniku okupacji niemieckiej i zbrodni niemieckich.

To, że przez wiele lat temat reparacji wojennych od Niemiec w naszym kraju był celowo zaniechany, wiąże się również z prowadzeniem serwilistycznej polityki zarówno dyplomatycznej, jak i historycznej. Jako przykład i zarazem skutek tego można w tym miejscu przytoczyć fałszywą i krzywdzącą zbitkę o „polskich obozach śmierci”.

– Niestety, prowadzona polityka spowodowała, że przegraliśmy przekaz o naszej historii. Nasza narracja nie funkcjonuje na polu międzynarodowym. I my chcemy także to zmienić. Jednak trzeba pamiętać, że jest to proces rozpisany na lata ciężkiej pracy i walki. Ani świat, ani Europa nie znają polskiej historii, nie znają prawdy historycznej o II wojnie światowej. Dlatego padają takie słowa, jak „polskie obozy śmierci”, czy słyszymy tylko o „nazistach”, co przecież rozmywa odpowiedzialność za II wojnę światową. Akcja, którą teraz inicjujemy, to dopiero początek. Za nią muszą pójść nie tylko działania na polu prawnym, politycznym i międzynarodowym, ale również w dziedzinie polityki historycznej. Musimy zatem zacząć kręcić filmy, dokumenty, pisać i promować w świecie książki, które odkłamią historię i nie będą z przegranych czynić zwycięzców. To musi być cała wielka akcja całego społeczeństwa, również Polonii. Mało jest tak naprawdę opracowań, które poruszają kwestie odszkodowań, strat, które odniosła Polska. Takich kompleksowych opracowań wciąż brakuje. Musimy to nadrobić. To jest praca dla wielu instytucji, takich jak Instytut Pamięci Narodowej, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Ministerstwo Sprawiedliwości i oczywiście Ministerstwo Spraw Zagranicznych. To, co jest już dziś ważne i cenne, to fakt, że rośnie zainteresowanie medialne i społeczne tym tematem.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

Paulina Gajkowska

Nasz Dziennik