logo
logo

Zdjęcie: IPN/ -

Atak na pamięć

Piątek, 19 stycznia 2018 (21:03)

Z dr. hab. Włodzimierzem Osadczym, historykiem, dyrektorem Ośrodka Badań Wschodnioeuropejskich na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim św. Jana Pawła II, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Kiedy może stanąć pomnik Rzezi Wołyńskiej w Toruniu?

– Czas powstania pomnika Rzezi Wołyńskiej, który ma stanąć w Toruniu, zależy od inicjatora tej akcji. Jest to dar Polonii amerykańskiej przygotowany i w całości sfinansowany przez Polonię amerykańską. Byłoby ze wszech miar słuszne, aby taki pomnik powstał z racji przypadającej w tym roku 75. rocznicy rzezi wołyńskiej. Sądzę, że odpowiednim dniem dla odsłonięcia takiego upamiętnienia byłby 11 lipca, bo tego dnia w 1943 roku miała miejsce Krwawa Niedziela na Wołyniu. Natomiast czy i ewentualnie, kiedy ta inicjatywa doczeka się realizacji, tego nie wiem.

Są jednak środowiska, którym taki pomnik wyraźnie przeszkadza…

– Wszystkie próby środowisk lewicowych i liberalnych odnoszące się do wartości estetycznych czy merytorycznych, zmierzające do podważenia tego pięknego, choć ostrego w swym wyrazie, ale zgodnego z prawdą historyczną – dzieła nie mają żadnego uzasadnienia. Fakt, że ta inicjatywa została od razu zaatakowana i wyśmiana, świadczy tylko o tym, że jest to ważny – wykuty w metalu w głos, który wpisuje się w nowy nurt narracji dotyczącej ludobójstwa dokonanego na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Ta narracja dotyczy bezpośrednio prawdy, wskazuje na oprawców, na metody uśmiercania ofiar.

Dlaczego temat ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej jest ciągle relatywizowany?

– Zacząłbym może od tego, że w tej chwili przeżywamy bardzo trudny okres w dziejach ludzkości, okres wzmożonego ataku środowisk neomarksistowskich i liberalnych na tradycyjne wartości. Zaatakowana została rodzina, mamy zamach na Prawo Boże, prawo natury w sposób właściwy interpretujące podział płci, macierzyństwa i ojcostwa. Ale w tym szaleńczym amoku zaatakowane zostały też wartości i wspólnoty narodowe. Ataki na pamięć narodową i społeczną nie są jedynie elementem dyskusji historycznej, ale są to ataki mające zniszczyć kondycję społeczeństwa, z którego pamięci usiłuje się wymazać traumę dotyczącą uśmiercenia ok. dwustu tysięcy ofiar. Chce się doprowadzić polskie społeczeństwo – o ponadtysiącletniej historii i tradycji chrześcijańskiej do poziomu zbiorowości bez pamięci, pozbawionej pamięci i honoru, pozbawionej wrażliwości historycznej.

Co się za tymi atakami kryje?

– W moim odczuciu są to zakusy godzące w istotę państwa polskiego oraz godzące w kondycję społeczeństwa polskiego. Trudno się zatem dziwić, że tzw. pojednawcze środowiska polsko-ukraińskie na partnera w tzw. dyskusji w sprawach historycznych typują nie przedstawicieli środowisk chrześcijańskich, ale przedstawicieli środowisk neobanderowskich czy nazistowskich. To jest element upokorzenia społeczeństwa polskiego, jest to dowód na to, że mamy szeroko zmasowany ruch zmierzający do zniszczenia Polski. Proszę zwrócić uwagę, że wszystkie te neobanderowskie nurty stosunkowo łatwo identyfikują się z tzw. totalną opozycją. A zatem jest to element szeroko zakrojonej antypolskiej walki, do której wykorzystywane są różne narzędzia, ale tak czy inaczej jest to atak na pamięć. Zresztą nie są to ataki odosobnione, bo pamiętamy działania zmierzające do podważenia istoty holokaustu i próby obarczenia Polaków odpowiedzialnością za te zbrodnie, co ma na celu odciążyć niemiecki nazizm od odpowiedzialności za zbrodnie II wojny światowej. To wszystko jest wkomponowane w powszechną relatywizację i zakłamanie historyczne. Na to zgody być nie może.

Nie ma inicjatyw zmierzających do zahamowania nastrojów antypolskich na Ukrainie? 

– Przyznam, że nie rozumiemy, dlaczego już blisko półtora roku w zamrażarce sejmowej znajduje się ustawa o penalizacji banderyzmu, ustawa, która została złożona przez Klub Kukiz’15. Projekt ten przeszedł wszystkie etapy legislacyjne w sejmowych komisjach, a spoczywa w zamrażarce marszałka Kuchcińskiego. Z tego, co wiem – w pewnym momencie – procedura ta została przywrócona, ale nie wiedzieć, czemu znów została wycofana. Mamy zatem do czynienia z bardzo niepoważnym traktowaniem społeczeństwa polskiego i spraw pamięci historycznej.

Środowiska kresowe dopominają się sfinalizowania tej ustawy, wywierają też pewną presję. Jaki jest efekt tych działań? 

– Nasze pytania nie znajdują odpowiedzi. Jednak my nie możemy się zgodzić na to, aby ideologia, która bezkarnie, a nawet w majestacie polityki państwa toczy się na Ukrainie, która została rozpoznana przez Sejm RP jako ideologia zbrodnicza, miała miejsca na terenie Rzeczypospolitej. O tym, że niestety tak się dzieje, świadczą różne fakty.

Jakie na przykład?

– Np. studenci z Ukrainy przywożą ze sobą i eksponują symbole OUN-UPA, które nigdy nie powinny się pojawić na obszarze RP, których eksponowanie jak symbole nazistowskie powinno być ścigane z mocy prawa. Niestety, relatywizacja zbrodni ludobójstwa nie jest w tej chwili ścigana z ramienia ustawodawstwa polskiego. Jest to ze wszech miar sprawa naganna, niezrozumiała, ale świadcząca o tym, że za tym wszystkim kryje się podwójne dno, że do ustawodawcy przemawiają niekoniecznie racje stanu Polski.        

Na Ukrainie często pojawia się usprawiedliwienie czy też zrzucenie odpowiedzialności za antypolonizm na tzw. siłę trzecią – w domyśle Rosję. Czy i na ile jest to retoryka, która ma przykryć czy też usprawiedliwić działania ukraińskie?

– W świecie toczy się walka geopolityczna o wpływy. W naszym regionie walka ta toczy się między Stanami Zjednoczonymi a Rosją i oba te mocarstwa kryją się pod terminem „siła trzecia”. Przypomnę tylko, że wydanie na KUL w 2016 roku pamiętników „Dwa Królestwa” bł. bp. Grzegorza Chomyszyna również spotkało się z określeniem na Ukrainie jako element wojny hybrydowej i ingerencja „sił trzecich”. Jednak nie możemy tych wypowiedzi ukraińskich traktować poważnie, bo mamy tu do czynienia z bardzo niewybredną i prymitywną manipulacją świadomością ludzką, co wcale nie zmienia faktu, że wspomiane mocarstwa są obecne i potrafią rozgrywać wszystko na swoją korzyść. Natomiast próba wytłumaczenia wszystkiego obecnością i działaniem sił trzecich, przymykając oczy na szerzący się bezkrytycznie banderyzm, na niebywałą radykalizację społeczeństwa ukraińskiego, na cenzurę itp., to są wszystko działania niepoważne i bardzo niebezpieczne.        

Skoro mowa o tzw. sile trzeciej, to jak Pan Profesor ocenia stanowisko, wypowiedź szefa rosyjskiego MSZ Siergieja Ławrowa, który nie wyklucza dialogu z Polską i stawia warunki?

– Każde państwo prowadzące suwerenną politykę uwzględnia obecność sąsiadów i interesy geopolityczne mocarstw na wschodzie i zachodzie. Dialog uwzględniając istotne interesy Polski, powinien być prowadzony zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie, podobnie jak czynią to Węgry czy inne suwerenne państwa. Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy współpracowali także z Rosją w obszarach, które mogą przynieść nam korzyści. Bez rozmowy nie ma polityki, bez mądrej polityki nie ma suwerenności.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl