logo
logo

Pamięć

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Ukraiński szantaż

Poniedziałek, 26 lutego 2018 (04:00)

Przedstawiciele stowarzyszenia ofiar zbrodni wołyńskiej podkreślają, że na wszystkie krzyże postawione w miejscach polskiej martyrologii musieli mieć zgodę władz ukraińskich.

 

Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej uważa, że 166 polskich upamiętnień jest nielegalnych.

– Na pewno trzeba było mieć pozwolenie naczelnika miejscowego – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Janina Kalinowska, przewodnicząca Stowarzyszenia Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu. – Nasze krzyże, 36 sztuk, mają trzy metry wysokości, są jednakowe, bo tak sobie zażyczyli, a część krzyży była robiona na Ukrainie – podkreśla Kalinowska.

Zaznacza, że pozwolenia na nie wydawano do pewnego momentu, do chwili dojścia do władzy Wiktora Juszczenki. – Pierwszy krzyż został postawiony w 1992 r. w Aleksandrówce, a ostatni w 2003 r. w Skurczu, od tamtej pory ani jednego krzyża nie mogliśmy postawić – podkreśla Kalinowska.

Ukraiński IPN stwierdził, że połowa polskich pomników nie ma wymaganych pozwoleń. „Instytut sporządził listę pomników i znaków poświęconych historii narodu polskiego w XX wieku na terytorium Ukrainy. Lista zawiera informacje o 323 obiektach, z których 166 nie ma odpowiednich pozwoleń” – informuje raport Instytutu. Podał też, że na terenie Polski jest 76 upamiętnień. Strona ukraińska sprzeciwia się rozbiórkom nielegalnych upamiętnień i domaga się ich wzajemnej legalizacji. Blokuje też prace ekshumacyjne ofiar zbrodni wołyńskiej i żołnierzy polskich na terenie Ukrainy. Inny spór dotyczy niedawnych zmian w prawie przewidujących karanie za zaprzeczanie zbrodniom ukraińskich nacjonalistów. – Zaostrzenie stosunków to wynik wewnętrznej sytuacji politycznej w Polsce – twierdzi prezes IPN Ukrainy Wołodymyr Wiatrowycz. 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Zenon Baranowski

Nasz Dziennik