logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Konsekwencja przyniesie oczekiwane rezultaty

Sobota, 3 marca 2018 (13:28)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, członkiem Kapituły Orderu Odrodzenia Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W Parlamencie Europejskim odbyła się debata, a później głosowanie nad kolejną już rezolucją w sprawie Polski. Chodzi o uruchomienie art. 7 ust. 1 Traktatu o Unii Europejskiej. Mimo licznych zapowiedzi odwilży raczej nie widać?

– Kwestia art. 7 nie rozstrzygnie się w Parlamencie Europejskim, gdzie mamy do czynienia z dominacją środowisk lewicowych – nawet jeśli się mienią chadeckimi. Natomiast ostateczna decyzja w sprawie Polski zapadnie na poziomie szefów państw, a więc w Radzie Europejskiej. Jak wiemy, już są sygnały, że nie ma tam jednomyślności, która jest wymagana do ewentualnego nałożenia sankcji na dany kraj. Mimo to nie ustają próby grillowania Polski do samego końca, a Parlament Europejski jest do tego dobrym miejscem. Forum Europarlamentu jest tym miejscem, gdzie można prezentować bardziej ostre wypowiedzi czy stanowiska, chociaż widać coraz wyraźniej, że spora część eurodeputowanych dostrzega, iż problem Polski nie jest sprawą Parlamentu Europejskiego, ale problemem Komisji Europejskiej, która uzurpuje sobie uprawnienia wykraczające poza ustalenia traktatowe. Tym samym Komisja usiłuje działać przy pomocy faktów dokonanych. No cóż, póki co cały czas jesteśmy poddawani tej presji i dopóki się da, będzie próba złojenia nam skóry, choćby tylko po to, żeby wizerunkowo osłabić Polskę.       

Jak to jest, że z jednej strony dialog trwa, Frans Timmermans rzekomo dobrze wyraża się o Polsce, mamy podobno ocieplenie relacji, ale procedury wymierzone przeciwko Polsce idą swoim własnym torem?

– Mamy tu jak gdyby dwa aspekty. Komisja Europejska usilnie szuka dla siebie wyjścia z tej, co by nie powiedzieć, niezręcznej sytuacji, w którą notabene sama się uwikłała. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że ostatecznym celem Komisji Europejskiej nie jest obłożenie Polski sankcjami, co przy sprzeciwie chociażby Węgier, ale jak wszystko wskazuje również kilku innych krajów członkowskich i tak nie będzie możliwe. Skoro tak, to Komisja Europejska realizuje drugi cel polegający na osłabieniu wizerunkowym naszego kraju. I jak się wydaje, ten cel będzie realizowany do samego końca, ale ostatecznie art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej nie zostanie doprowadzony do finału, jakiego oczekuje tzw. opozycja totalna. Stąd pojawia się ocieplenie na linii Komisja Europejska – rząd RP. Z drugiej strony cały czas w zanadrzu jest europarlament, gdzie można się na Polsce jeszcze trochę wyżyć. Te ataki jakoś się przewijają w mediach i o to tu przede wszystkim chodzi.

Czy ta przyjeta rezolucja przeciwko Polsce nie utrudni relacji między Warszawą a Brukselą?

– Nie sądzę, żeby to miało merytoryczny wpływ na rozmowy. Natomiast z pewnością pojawią się nowe emocje, będą medialne komentarze, co owszem będzie sprzyjać tzw. totalnej opozycji do podgrzewania atmosfery wokół tego tematu. Należy się zatem spodziewać opisywania tego wydarzenia jako kolejnej katastrofy dla Polski, która jest w konflikcie zarówno z Izraelem, jak i Unią Europejską czy ze Stanami Zjednoczonymi. Oczywiście mamy tu do czynienia z wyolbrzymianiem czy nawet tworzeniem faktów, których nie ma, natomiast realna polityka taka, która uwzględnia prawdę i opiera się na faktach, nic takiego nie wskazuje. Nie ma zatem wątpliwości, że chodzi tu o osłabienie rządu polskiego – na tyle, na ile się tylko da, co biorąc pod uwagę cel totalnej opozycji, jest oczywiste. Proszę też pamiętać, że z jednej strony mamy do czynienia z państwami, które nie życzą sobie w Unii Europejskiej silnej Polski, a z drugiej są czynniki ideologiczne, które nie chcą dopuścić, żeby gdziekolwiek w Europie funkcjonował rząd odnoszący się z szacunkiem do zasad etycznych, chrześcijańskiej tradycji i klasycznej europejskiej kultury. I to są te dwa powody, dla których niechęć do Polski jest podsycana. Natomiast sensownych argumentów do występowania przeciwko Polsce tak naprawdę nie ma. Ponieważ jednak Komisja Europejska widzi, że nie ma widoków na zmianę rządu w Polsce, w związku z czym należy się spodziewać, że finalnie znaleziony zostanie kompromis, który zakończy ten sztucznie zbudowany i podsycany konflikt. Ale tak jak wspomniałem, nie po to otwierano tę puszkę Pandory, żeby nie wykorzystać każdej nadarzającej się okazji do przynajmniej wizerunkowego osłabienia Polski.

Za co Polska ma być karana, czy o praworządność tu chodzi?

– Rzekomo łamane zasady praworządności przez Polskę to tylko pretekst, zasłona dymna i każdy, kto racjonalnie myśli, doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Niektórzy nawet mówią, skoro w Polsce nie jest przestrzegana praworządność, to cóż dopiero powiedzieć o Niemczech, gdzie od września 2017 roku nie ma rządu, a państwo funkcjonuje pod zarządem komisarycznym. Czy to jest praworządne czy może nie jest…? Zresztą takich pytań można stawiać cały szereg. Praworządność, która podobno jest łamana w Polsce, to doskonały argument, pretekst, który się wykorzystuje do atakowania nas. Idąc tą drogą, można by uderzać w każde państwo. Tymczasem atakuje się Polskę. Powodem jest założenie, że w Europie Środkowej nie powinno być bytu podmiotowego – to po pierwsze. Po drugie, według tych założeń, Europa już od dawna powinna być Europą neomarksistowską, rewolucyjną, a nie katolicką. Ponadto Polska jest niewygodna, bo ma własną politykę imigracyjną i nie chce się poddać dyktatowi przyjmowania imigrantów spoza Europy, głównie muzułmanów, co z kolei nie podoba się „postępowym” Europejczykom. Powody atakowania Polski są zatem jasne, pretekst jest właśnie taki, a jeśli się nie powiedzie, to wówczas będzie poszukiwanie innego.            

Czy unijni politycy, europosłowie z innych państw mają w ogóle pojęcie o tym, co faktycznie się dzieje w Polsce, bo można odnieść wrażenie, że cały czas są powtarzane stare, utarte opinie?

– Niestety, zagraniczni posłowie do Parlamentu Europejskiego, ale także mieszkańcy innych państw członkowskich nie wiedzą, co faktycznie się dzieje w Polsce. Co więcej, są karmieni kłamstwami serwowanymi za pośrednictwem ośrodków politycznych, ale także medialnych, które wypaczają ten przekaz. Proszę pamiętać, że lewica, która zaczyna dominować w Europie, swoją pozycję zdobywała nie tylko przez ośrodki rządowe, ale również za pośrednictwem mediów. A zatem to wszystko spina się klamrą w jedną całość. Dzisiaj jest tak, że jeśli poważne ośrodki wskazują kozła ofiarnego, to inni atakują w często prymitywny, hasłowy sposób, bez pogłębionej wiedzy na dany temat, co dotyczy także Polski, ale to trzeba wytrzymać. Pytanie fundamentalne, jakie przed nami stoi, to czy Polska wytrzyma ten napór, czy Polska wyjdzie z tej bitwy jako państwo suwerenne, czy też ugnie się albo czy ugnie się społeczeństwo pod tymi naporami, a co za tym idzie, czy wrócimy na dawną pozycję państwa wasalnego? W tej chwili rozgrywa się dramatyczna walka o naszą przyszłość, z której – jeśli myślimy poważnie i odpowiedzialnie o naszej Ojczyźnie – musimy wyjść zwycięsko. Dzisiaj już po raz ósmy obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, w roku setnej rocznicy odzyskania przez Polskę Niepodległości i w tym czasie może warto sobie uświadomić, że poprzednie pokolenia Polaków nie taką cenę płaciły za suwerenność naszej Ojczyzny. W tej sytuacji nasz dzisiejszy opór nie jest ceną, która powinna nas przerażać.

Jak długo – Panie Profesorze – może jeszcze potrwać to nękanie Polski?

– Jeśli przyszłe wybory parlamentarne pokażą, że władza Zjednoczonej Prawicy w Polsce jest stabilna i trwała, to zmieni to rozumienie wielu rzeczy nie tylko w Polsce, ale przede wszystkim wśród oponentów Polski na zewnątrz. Proszę pamiętać, że sytuacja polityczna nie tylko zresztą w Europie jest dynamiczna, więc dzisiaj Polska jest celem ataków podobnie jak kiedyś takim celem były Węgry, które dzisiaj są na drugiej linii. Jeśli ta sytuacja polityczna w Europie ulegnie zmianie, to możemy mieć do czynienia z innym problemem. Nie wiemy przecież do końca, czy nie będą powtórzone wybory do Bundestagu w Niemczech i czy w związku z tym scena polityczna w tym kraju, który ma ogromny wpływ na sytuację w Europie, się nie wywróci do góry nogami. Tym bardziej trzeba nam jeszcze wytrzymać, jeszcze trochę cierpliwości, by przetrwać falę ataków, fałszu, obłudy. Poczekajmy na nieco lepszą koniunkturę, przy czym cały czas nie zapominajmy o budowaniu swojej własnej siły zarówno jeśli chodzi o pozycję gospodarczą, jak i polityczną. Róbmy swoje, nie oglądając się, bo jeśli przetrzymamy ten niełatwy czas, to wówczas zaczną nas szanować.                  

W jakim kierunku zmierza polski rząd, czy jest to gra obliczona na przetrzymanie tych ataków? Czy Biała Księga – polskie stanowisko w sprawie praworządności, która ma być gotowa niebawem, zmieni nastawienie wobec Polsce i jakie są szanse na przekonanie Komisji Europejskiej do polskich reform sądownictwa?

– Rząd premiera Mateusza Morawieckiego przyjął starą zasadę obowiązującą w negocjacjach, mianowicie: w formie miękko, łagodnie, najłagodniej jak się da, a w treści twardo. To jest jedyna słuszna zasada. Czyli generalnie w formie wyjaśniamy drugiej stronie wszelkie pojawiąjące się wątpliwości, spotykamy się, cały czas prowadzimy dialog, ale jednocześnie nie ustępujemy ze swojego słusznego stanowiska. Tym samym dajemy szanse, ażeby Komisja Europejska mogła wyjść z tego sporu z twarzą, ale jednocześnie nie pozwalamy, żeby ktoś z zewnątrz ingerował w nasze wewnętrzne prawodawstwo. Zobaczymy, jak się to powiedzie. Lekko nie jest i nie będzie, ale trzeba naszą politykę i dialog z drugą stroną kontynuować i wierzyć, że konsekwencja przyniesie oczekiwane rezultaty.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl