– Dlatego że nie ma chętnych stawiać się huraganowi niewiedzy o Polsce oraz z powodu stałego szantażu antysemityzmem wobec nielicznych tych, którzy mimo wszystko się stawiają – przekonuje prof. Jan Marek Chodakiewicz.
Polski historyk pracujący w USA tłumaczy, w jaki sposób problematyka żydowska, w tym kwestia holokaustu, pojawiła się na amerykańskich uniwersytetach. I jak jest podtrzymywana przez system finansowania nauki. – Rewolucja kulturowa lat 60. otworzyła Amerykę na mniejszości. Społeczność żydowska to wyzyskała. Dzieci tych, którzy przeżyli, zaczęły się interesować dziejami swych rodziców i Żydów w ogóle, a szczególnie holokaustem. I zaczęły bardzo wspierać popularyzację tego tematu. Również w świecie polityki – wyjaśnia nasz rozmówca.
Następnie pożądane przez żydowskie organizacje tezy przenikały do świadomości zwykłych Amerykanów. – Przełomowy był film telewizyjny „Holocaust”, gdzie polscy żołnierze w mundurach i czapkach z orzełkami rozstrzeliwali Żydów dla Niem-ców – zwraca uwagę prof. Chodakiewicz. – W 1985 r. pojawił się film tzw. dokumentalny „Szoah”, który te wątki legitymizował w formie rzekomo naukowej – mówi historyk. Polska społeczność w USA była zbyt biedna i za słabo zorganizowana, by się temu skutecznie przeciwstawić.
Zdaniem prof. Chodakiewicza, ataki na Polskę ze strony amerykańskich Żydów są ściśle związane z gigantycznymi roszczeniami majątkowymi, które wysuwają. – Zawsze jest tak, że jak się chce wymusić coś na innych, to przede wszystkim zohydza się takich ludzi – jednostki czy zbiorowości, w tym i narody – zauważa.
Chodakiewicz to jeden z najbardziej znanych polskich naukowców w USA, absolwent Columbia University, obecnie związany z prestiżowym Institute of World Politics, kuźnią kadr amerykańskiej dyplomacji i wywiadu. Prezydent George W. Bush powołał go do Rady Pamięci Holokaustu. W centrum jego zainteresowań naukowych znajduje się historia Rosji, Europy Środkowo-Wschodniej i stosunki polsko-żydowskie. W swoich publikacjach skutecznie odpierał szkalujące Polskę tezy Jana T. Grossa.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

