Kulminacyjnym punktem uroczystości w Warszawie było odsłonięcie pomnika Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 roku. Stylizowany na schody monument autorstwa Jerzego Kaliny stanął na pl. Piłsudskiego. Umieszczono na nim także alfabetycznie nazwiska wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej.
– Przyszedł ten dzień, na który czekaliśmy. Dzień odsłonięcia pomnika ofiar. Jaki jest sens tych wydarzeń? Jaki jest sens tego pomnika? Pomnika pamięci, pomnika godności, pomnika wierności. Spójrzmy na napis na tym pomniku. Tam jest 96 nazwisk. Bez żadnych tytułów, bez funkcji. Po prostu 96 osób. Osób, które wspólnie wybrały się do Katynia po to, by podtrzymać pamięć – powiedział w czasie uroczystości Jarosław Kaczyński.
Prezydent Andrzej Duda podczas odsłaniania pomnika zwrócił uwagę, że wszystkie ofiary katastrofy łączyło pragnienie oddania czci pomordowanym w Katyniu. – Czemu zginęli? Bo byli razem! Bo byli razem zjednoczeni w przekonaniu o absolutnym obowiązku każdego Polaka uczczenia pamięci, oddania hołdu oficerom ludobójczo pomordowanym w Katyniu. Bo byli razem! Zginęli jako reprezentacja naszej polskiej wspólnoty. Bez podziału na barwy polityczne, na wykształcenie, na światopogląd. Połączyło ich przekonanie, że są patriotami i muszą oddać hołd innym patriotom, którzy polegli – wyjaśniał Andrzej Duda.
Apel Pamięci
Na Krakowskie Przedmieście oraz Powązki Wojskowe od najwcześniejszych godzin rannych przybywali mieszkańcy stolicy i całej Polski, aby oddać cześć 96 ofiarom tragedii smoleńskiej. Tradycyjnie już o godz. 8.00 uroczyste obchody zainaugurowała Msza św. w kościele seminaryjnym, w której uczestniczyli m.in. Jarosław Kaczyński oraz premier Mateusz Morawiecki. Następnie udali się pod Pałac Prezydencki, gdzie odbył się Apel Pamięci. – Przed chwilą usłyszeliśmy głos syreny. Ten głos rozdziera nam serce, bo przypomina nam chwile najtrudniejsze w naszym Narodzie. Bo to ginie najważniejsza osoba w państwie – prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka Maria. I cała ta długa lista osób. Głos syreny miesza się też z głosem dzwonu. Dzwon, który ogłasza śmierć, ale również i zwycięstwo – mówił o. Zdzisław Tokarczyk.
Prezydent na Wawelu
W tym czasie prezydent Andrzej Duda uczestniczył we Mszy św. oraz modlił się przy sarkofagu śp. Lecha i Marii Kaczyńskich na Wawelu. – Tamtego dnia odeszło bardzo wielu ludzi, którzy byli skarbem dla Polski i którzy byli wielką nadzieją dla polskiej polityki, polskiego życia publicznego. To jest wyrwa, której chyba nic nie potrafi naprawić. Odeszli, a przecież Polska mogła tyle zyskać dzięki nim – podkreślił prezydent.
Uroczystości odbywały się także na Powązkach Wojskowych. Tuż po godzinie 8.00 na zorganizowane przez warszawski ratusz obchody przybyli parlamentarzyści, aby modlić się nad grobami swoich kolegów. Później, indywidualnie, przybyli tam prezydent Andrzej Duda, premier Mateusz Morawiecki i prezes Jarosław Kaczyński. Z kolei wicepremier Beata Szydło m.in. zapaliła znicz na grobie gen. Andrzeja Błasika.
Na Powązki przyszli także licznie mieszkańcy stolicy, jak również Polacy z całego kraju i zagranicy. – Jak byłam tutaj 8 lat temu, tak jestem i teraz – mówi „Naszemu Dziennikowi” pani Helena z Lublina. – Śmierć prezydenta była dla nas wszystkich wielkim wstrząsem. Czekaliśmy na każdy komunikat, nawet najkrótsze zdanie. Następnego dnia byłam już w Warszawie i modliłam się gorąco za ich dusze, ale też i za Polskę, bo nigdy wcześniej jako Naród nie zostaliśmy poddani takiej próbie – podkreśla nasza rozmówczyni.
Z kolei pan Waldemar przyjechał pod Pałac Prezydencki z żoną i wnukami. Przywieźli ze sobą znicze oraz wiązanki biało-czerwonych kwiatów. – Tu o pamięć chodzi i cześć dla nich. Nie dyskutujmy, nie kłóćmy się. Raz w roku pomódlmy się razem w ciszy i skupieniu za nich i za Polskę – akcentuje w rozmowie z nami pan Waldemar.

